Liczyliśmy się z tym, że Dinamo Zagrzeb zostanie rozsmarowane przez Bayern, a skoro Bayern wykona klasyczne zaoranie – Robertowi Lewandowskiemu „coś” wpadnie. Ale to brzmi tak niewiarygodnie, że sprawdzamy po dziesięć razy, czy na pewno to nie urojenia z niedożywienia i braku sukcesów rodzimych piłkarzy. Siedem dni. Siedem. Nie osiem, nie siedemnaście, siedem. Tydzień. Trzy mecze, ale tak naprawdę dwa i pół, zaledwie pięć 45-minutowych odcinków.

Lewan10wski. Dziesięć goli w tydzień. Pytania?

(L) of Munich and (R) of Wolfsburg compete for the ball during the Telekom Cup 2014 Finale match between FC Bayern Muenchen and Borussia Moenchengladbach at Imtech Arena on July 27, 2014 in Hamburg, Germany.

I w tych pięciu 45-minutowych odcinkach: dziesięć goli. 10! Ten. Zehn. Dyszka.

Dziesięć bramek w tydzień. Do tej pory takie rzeczy wyczyniali chyba tylko dwaj magicy z Hiszpanii, którym kompletnie nie robi różnicy, czy strzelają do Valencii, Getafe czy Dinama Zagrzeb. Teraz w identyczny sposób zachował się Polak. Robert Lewandowski. Pięć z „Wilkami”, dwie z Mainz, dziś trzy z Dinamem Zagrzeb. Poziom rywali? Moglibyśmy spekulować, czy da się jakkolwiek zestawić Wolfsburg z zespołami z La Liga, albo Dinamo Zagrzeb z innym drużynami, które dostały się do Ligi Mistrzów, ale właściwie po co? Złośliwi i tak powiedzą, że Dinamo to wciąż to samo Dinamo, które puściło 1:7 mecz z Lyonem kilka lat temu, właśnie w Lidze Mistrzów, entuzjaści i tak odszczekną, że to samo Dinamo dopiero co ograło Arsenal.

Nie ma sensu patrzenie na rywali, bo przecież nie patrzy na nich sam Lewandowski. Już w meczu z Wolfsburgiem było widać jak obfity jest jego arsenał zagrań. To nie jest już „dostawiacz nogi”, który kończy fantastyczne akcje zespołu. Strzela z każdej piłki, z każdej pozycji. Dziś znów to udowodnił, przede wszystkim trzecim sztychem, gdy doskonale przyjął piłkę z obrotem, a następnie wyśmienicie podciął ją nad bramkarzem. Z dystansu. Z najbliższej odległości. Dzięki instynktowi, dzięki technice, dzięki chłodnej głowie. A wszystko w Bayernie, w drużynie tak genialnej, że przy trzecim golu „Lewego” przecieraliśmy oczy po każdym zagraniu. Co w tej akcji było najlepsze? Kluczowe podanie, asysta czy wykończenie? Wszystko na jakimś niemożliwym poziomie, na takie intensywności i efektowności, że ręce same składają się do braw a kielony za zdrowie Lewandowskiego do wychylenia.

Twitter pęka od wyliczeń. Najskuteczniejszy Polak w europejskich pucharach, właśnie minął Lubańskiego. Najszybsze zdobyte 26 goli w historii Ligi Mistrzów, nawet Messi i Ronaldo potrzebowali na przekroczenie tej granicy więcej spotkań. Można by pewnie wynaleźć takich więcej, bo na tym poziomie zdobywanie dziesięciu goli w siedem dni to jednak coś wyjątkowego. Zamiast tego – prosimy o ciszę. Pan Lewandowski.

Liczba komentarzy: 3
Subscribe
Powiadom o
guest
3 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments