Kolejny pokaz charakteru lidera i setne pożegnanie Moskala?

Piotr Tomasik

25 września 2015, 10:28 • 4 min czytania

Reklama
Kolejny pokaz charakteru lidera i setne pożegnanie Moskala?

Bardzo możliwe, choć słyszymy to już nie pierwszy raz, że dziś z Krakowem żegna się Kazimierz Moskal. Wisła chce się go pozbyć, jest już dogadana z innym szkoleniowcem i nawet nie przeraża jej wizja równoległego opłacania trzech trenerów – takie sygnały od dawna docierają z Reymonta. Po drugiej stronie – wciąż wielka niewiadoma, czyli Korona. A na deser niedawny pucharowicz z Wrocławia przyjmuje lidera z Gliwic, który liderem pozostanie niezależnie od wyniku…

Reklama

Czy Kazimierz Moskal może jeszcze odwlec wyrok?

Walka Moskala o utrzymanie obecnej posady przypomina walkę z przeznaczeniem. Już pod koniec rundy wiosennej wiele mówiło się, że w kolejnym sezonie to nie on będzie prowadził Wisłę. Ostatecznie szansę dostał, tracąc kilku ważnych piłkarzy, m.in. Stilicia i kompletnie przebudowując środek pola. Co więcej, miał naprawdę trudny terminarz na starcie. Kiedy go przetrwał i miało być z górki, dostał w łeb – w Łęcznej. „Do zwolnienia” – krzyczało wielu, na co Moskal odpowiedział meczem w Bielsku-białej. Wygrana 6:0 z Podbeskidziem chyba niewiele jednak zmienia. Moskal ma polecieć za moment, czyli dokładnie tak, jak jeden, dwa i trzy miesiące temu.

Co się wydarzy? Trudno odgadnąć. Ale skoro Wisła zamierza równocześnie opłacać trzech trenerów (na utrzymaniu wciąż jest Smuda, może na nim pozostać Moskal, no i jego następca), naprawdę niewiele nas już zdziwi.

Gdzie wyląduje Korona?

Reklama

To chyba najlepszy przykład tego, jak niewiele logiki ma ta cała liga i jak mocno wyrównany jest w niej poziom. Spróbujcie bowiem odpowiedzieć na pytanie, ile dziś w Ekstraklasie znaczy Korona. Z jednej strony dopiero dwunaste miejsce w tabeli, z drugiej – tyle samo punktów, co Śląsk czy Cracovia, zaledwie trzy „oczka” straty do drugiej Legii i siedem przewagi nad strefą spadkową. Niby zwycięstwa nad Jagiellonią, nad Legią w Warszawie czy remis z Lechem, ale też niedawne 0:2 z Górnikiem Łęczna na własnym stadionie. Nie ma Golańskiego, Kiełba, Kapo czy Malarczyka – są za to chłopcy, którzy dopiero chcą przestać być anonimowi.

No, kupy się to nie trzyma w ogóle. Trener Marcin Brosz do Łęcznej podchodzi zdecydowany i pewny siebie, wystawia w składzie dwóch napastników, na co w Polsce w ogóle decyduje się mało kto. Kamil Sylwestrzak, kapitan Korony, tłumaczy z kolei, że ostatnie gorsze wyniki, zwłaszcza te u siebie, to efekt pecha. Pytanie tylko: czy w Kielcach nie zapomnieli, w jakim miejscu znajdowali się przed sezonem?

Dr9t5yC

Kto w Śląsku weźmie sprawy w swoje ręce?

Reklama

Po transferze Roberta Picha do Niemiec wciąż aktualne jest pytanie, kto w ofensywie weźmie sprawy w swoje ręce. Niby jest Flavio Paixao, ma trzy gole i trzy asysty, ale wciąż notuje spore wahania formy. Kamil Biliński strzela gola średnio co 250 minut, a w ostatnich pięciu kolejkach nie trafił ani razu (z Jagiellonią tylko pięć minut). Z kolei Jacek Kiełb zaczął z wysokiego C, a potem stopniowy i coraz boleśniejszy zjazd. Może i Grajciar zalicza w końcu przebłyski, ale ma słabe liczby (jedna asysta), a na razie ciężko traktować go jako potencjalnego lidera…

Efekt jest więc taki, że trener Tadeusz Pawłowski niespecjalnie wie, na kogo w tej ofensywie może najmocniej liczyć. Śląsk już przed tygodniem w Zabrzu nie potrafił zadać nawet jednego skutecznego ciosu, sam przyjął dwa, a jedyną bramkę w Pucharze Polski zdobył Gecov. Chwilę wcześniej z Jagiellonią wrocławianie zdobyli trzy bramki, ale raz trafił Celeban, raz Hateley (po raz pierwszy od transferu zimą 2014 roku!), a własnego bramkarza pokonał jeszcze Tomasik.

Kiedy to szaleństwo się skończy?

O to pytają wszyscy ci, którzy spoglądają w tabelę. Bo przecież w niej Piast jest liderem, z dziewięciu meczów wygrał siedem i nawet, jeśli przegra we Wrocławiu, pozostanie na pierwszym miejscu. Tyle już sprawdzianów podopieczni trenera Latali zdali – włącznie z odrabianiem wyniku od 4. minuty z Lechią – że ciężko powiedzieć, co miałoby ich teraz złamać.

Reklama

W normalnych okolicznościach powiedzielibyśmy: pewność siebie, głowy noszone zbyt wysoko. Ale w Gliwicach kompletnie się na to nie zapowiada. Dopiero po porażce z Pogonią Szczecin Martin Nespor zapowiadał, że z Lechią będą gryźć trawę. Teraz wypowiada się Sasa Zivec: – W piłce liczą się nie tylko umiejętności, ale również wola walki. Może nam zabraknąć wiele, ale na pewno nie zabraknie nam charakteru.

Zresztą, nad wszystkim czuwa Latal – człowiek, który sprawia wrażenie bardzo opanowanego, skoncentrowanego i przede wszystkim zdyscyplinowanego.

JhIMNIH

Fot. FotoPyK 

Reklama

Najnowsze

Reklama
Ekstraklasa

Zainteresowanie Bartoszem Kapustką. Dwa kluby zgłosiły się do jego agenta

Braian Wilma
16
Zainteresowanie Bartoszem Kapustką. Dwa kluby zgłosiły się do jego agenta