Reklama

Borussia terroryzuje beniaminka. Maszyna Tuchela nabiera rozpędu?

redakcja

Autor:redakcja

23 sierpnia 2015, 18:10 • 3 min czytania 0 komentarzy

Początkowo na cyfrę dnia w Bundeslidze chcieliśmy wybrać ósemkę. Osiem bramek strzeliła Borussia w dwóch poprzednich meczach (cztery Gladbach, cztery Odd w LE), dumne osiem widnieje też w tabelce strzelonych przez nią goli w Bundeslidze (najwięcej z całej stawki), i jest to tylko osiem, bo osiem razy BVB powinno spokojnie pognębić Ingolstadt tylko tego popołudnia. Kandydatura więc arcymocna, ale ostatecznie wybieramy cyfrę jeden. Tak, wiemy, nie ma większego sensu przywiązywać wielką wagę do tego, kto lideruje tabeli w tak wczesnej fazie, ale Borussia patrzy z góry na wszystkich pierwszy raz od września 2013 roku. Prawie dwa lata oglądania czyichś pleców, a teraz wreszcie szczyt. Może i to nie ma większego znaczenia z punktu widzenia sezonu, jakichś końcowych wyników, ale dla tej akurat ekipy może to mieć wielkie znaczenie psychologiczne. 

Borussia terroryzuje beniaminka. Maszyna Tuchela nabiera rozpędu?

Tak samo, jak wygrana 4:3 z Odd na wyjeździe – niby wygląda przeciętnie, jeśli nie znasz przebiegu meczu, ale gdy uzmysłowisz sobie, że odrobili trzybramkową stratę, to znowu staje się jasne, że zdarzyło się i w Norwegii coś, co mentalnie mogło ich zbudować. A jak z tą mentalnością bywało w poprzednim sezonie wszyscy dobrze wiemy. Niby grali nieźle, ale potrafili się zablokować i kuriozalnie spartaczyć. Kolejny raz podkreślimy: za wcześnie na wiążące, długofalowe wnioski, ale jednak pojawiły się pewne obiecujące sygnały, tropy.

Dzisiaj Ingolstadt miało stawiać taki opór, jaki stawia przywiązany do pala przed plutonem egzekucyjnym. Scenariusz poszedł tym torem, BVB spełniło swój obowiązek. Koniec pieśni, nad czym tu się rozwodzić, prawda? Otóż to wcale nie musi być takie proste. Bo przecież jeszcze przed chwilą nie takie egzekucje Borussia potrafiła zamienić w osobisty koszmar, festiwal frustracji, mecz, po którym fani chcieli wydrapać sobie oczy albo w najłagodniejszej wersji upić się na umór. Tym razem jeśli chcą się napić, to z radości, że ich ulubieńcy grają pięknie.

Owszem, w pierwszej połowie pudłowali aż miło. Mogli odstawić rywala już wtedy z bagażem bramek, ale z niejasnych pewnie nawet dla bramkarza Ingolstadt przyczyn postanowili się zlitować. Urodziny miał może czy inne imieniny, nie chcieli aż tak go gnębić od pierwszej minuty? To możliwe. W każdym razie wkrótce taryfa ulgowa się skończyła i zaczął się festyn. Worek z bramkami się rozwiązał, strzelali Ginter (pierwszy gol dla BVB), Reus (z karnego), Kagawa (sprytne uderzenie w swoim stylu), I Aubameyang. ta czwórka wykonała swoją robotę, ale kto wie, czy największe oklaski nie należą się Schmelzerowi, który tyrał na całej długości boiska aż miło, zasuwał cały czas.

Po prawdzie jednak trudno wyróżnić tu kogokolwiek in minus. Nawet bezrobotny przez długie kwadranse golkiper Burki tuż po przerwie wybronił groźny strzał, który mógł dać Ingolstadt niezasłużone, ale jednak – prowadzenie.

Reklama

Eksperyment z Tuchelem zaczyna się więc obiecująco. Drużyna, mówiąc najprościej, działa, a BVB ogląda się przyjemnie jak dawniej. To bardzo dobra wiadomość nie tylko dla kibiców tej drużyny, ale dla całej Bundesligi – oczywiście szaleństwem byłoby już teraz wieszczyć, że ktokolwiek będzie tu w stanie rzucić wyzwanie Bayernowi, ale przynajmniej gdzieś tli się na to nadzieja, a to już w warunkach tak zdominowanej przez jeden zespół ligi naprawdę sporo.


Najnowsze

Anglia

Angielska federacja zamieściła ogłoszenie o pracę na stanowisko… selekcjonera

Damian Popilowski
6
Angielska federacja zamieściła ogłoszenie o pracę na stanowisko… selekcjonera

Niemcy

Niemcy

Dramat Bartosza Białka. Po raz trzeci zerwał więzadła krzyżowe w kolanie

Damian Popilowski
8
Dramat Bartosza Białka. Po raz trzeci zerwał więzadła krzyżowe w kolanie

Komentarze

0 komentarzy

Loading...