„Warzycha. Co? Nic tu po tobie”. Kibice i działacze zgodni…

Piotr Tomasik

13 sierpnia 2015, 12:02 • 4 min czytania

Reklama
„Warzycha. Co? Nic tu po tobie”. Kibice i działacze zgodni…

Gdy trafiał do Zabrza, opowiadał, że znów jeździ po tych samych drogach, po których robił to 20 lat temu. Mówił, że wraca do siebie, że jest w tym obustronny sentyment – jego do klubu i kibiców do niego. Minęło półtora roku i nagle ci sami kibice mają na ten temat już nieco inną opinię. Wczoraj krzyczeli z trybun: „Warzycha – nic tu po tobie”. Dziś do tych wniosków doszli działacze.

Reklama

Kiedy umówiliśmy się na wywiad zaraz po tym jak przejął Górnika, na wstępie zapytał zaczepnie: „czemu teraz? Czemu przez pięć ostatnich lat nikt do mnie nie dzwonił? Przecież też byłem trenerem”. Dziś pytania są inne: „czy skoro przestał być trenerem Górnika, to czy znów nie odejdzie w niepamięć? Czy ktoś odezwie się z propozycją nowej roboty?” Bo niewątpliwie to było głównym celem Warzychy – zaistnieć na rynku, na którym nikt, jako że od dawna żył w USA, nie traktował go jako realnego wyboru. 

Czy wypromował się na tyle, że jeszcze zadzwonią? „O słabych się nie pamięta”, jak mówił jego podopieczny, Madej, w innym wywiadzie. Warzycha był w Zabrzu od marca 2014. Jeszcze chwila i stałby się jednym z najdłużej pracujących z jednym zespołem. Już teraz wyprzedzali go tylko Berg, Szatałow, Pawłowski i Mandrysz, który dopiero do Ekstraklasy dołączył. To idealny moment, by zastanowić się, co właściwie w tym okresie osiągnął.

Przejął drużynę będącą na piątym miejscu, po 25. kolejce sezonu 2013/14. Do końca wygrał trzy mecze z dwunastu i zostawił ją na szóstej pozycji, w grupie mistrzowskiej. W kolejnym, już pełnym sezonie, ten wynik niemal idealnie powtórzył – siódme miejsce w tabeli. Po fazie zasadniczej – szóste. Z Pucharu Polski odpadał: z Zawiszą (1/4 finału, tuż po przejęciu posady), z Podbeskidziem rok później (1/8 finału), wczoraj w jeszcze wcześniejszej fazie z Zagłębiem Sosnowiec. No i ligę tym razem też zaczął fatalnie.

Najgorzej.

Reklama

Mówiąc o wymiernym efekcie jego pracy, chcąc nie chcąc należałoby wymienić to siódme miejsce z poprzedniego sezonu. Tyle że mówimy o klubie, który w bieżącej dekadzie był już:

– szósty w sezonie 2010/11
– ósmy w sezonie 2011/12
– piąty w sezonie 2012/13
– szósty w sezonie 2013/14.

Zrzut ekranu 2015-08-13 o 11.49.14

Tak to wygląda w liczbach. Od kiedy Warzycha został trenerem Górnika, lepiej punktowały Piast, Podbeskidzie, Cracovia, Ruch albo Korona. Jasne, Górnik 14 z tych 53 meczów zagrał w grupie mistrzowskiej, więc nie da się porównywać jeden do jednego, niemniej puenta i tak nie może być inna: Warzycha potrafił sprawić jedynie, że zespół jako tako się trzymał, trwał w roli średniaka.

Reklama

Nie zainspirował go do niczego ponad to.

Jedną rzecz, osobiście, osiągnął. Kiedy już otworzono mu furtkę pozwalającą zostać trenerem w Polsce, na najwyższym poziomie, trwał w tym mimo że ciągle coś wokół niego się działo. Przeprowadził się na tyle czasu ze Stanów, zostawił dom i rodzinę, udawał dyrektora w klubie, którym śmierdziało prowizorką od wejścia – inaczej niż w MLS, gdzie przynajmniej wydatki na pensje są gwarantowane przez ligę. Wszystko to, żeby w końcu oficjalnie i pełnoprawnie mógł zostać w Europie trenerem. W tym sensie coś zyskał. Jeszcze chwila, jeden kurs UEFA i będzie miał wszystkie niezbędne papiery.

W sumie… To nawet zabawne, że zanim został nim, jak bozia przykazała, z kompletem uprawnień, a nie wciąż warunkowo, zdążyli go zwolnić.

Teraz pozostaje kwestia – dokąd się z tego Zabrza odbije? Na kim (w Polsce? W USA? Wątpliwe…) to, co osiągnął w Górniku, zrobiło wystarczająco dobre wrażenie?

Reklama

„Zespół potrzebuje wzmocnień” – Warzycha apelował o to coraz bardziej nerwowo. Trochę przypominając w tym Stanislava Levego, chwilę przed tym jak go z Wrocławia wywieźli na taczce. I oczywiście, że wzmocnień potrzeba, Górnik z roku na rok jest słabszy kadrowo. Ale zamiast narzekać, może lepiej odpowiedzieć, skąd brali się w nim ci, którzy dotąd go najbardziej ciągnęli do góry.

Milik – wychował się w Zabrzu, do którego trafił z Rozwoju Katowice.
Skorupski – też swój, w międzyczasie zbierał szlify w Ruchu Radzionków.
Mączyński – wówczas niechciany w Wiśle, piłkarz w sam raz na ŁKS.
Zachara – jako młody chłopak trafił na Śląsk z Rakowa.
Olkowski – kolejny wyciągnięty z Katowic.
Nakoulma – wypożyczony, a później wykupiony z Łęcznej.

To nigdy nie byli piłkarze z kosmosu, sprowadzani za wielkie pieniądze. Za wielkie to kupował Allianz – Szczota, Pitrego albo Bonina. Różnica pomiędzy okresem pracy Warzychy i np. Nawałki jest taka, że wówczas ci zawodnicy płynnie wchodzili do składu, zyskiwali renomę, ciągnęli zespół i zbierali zachwyty kibiców, a ostatnio jak ktoś wchodził to głównie po to, żeby nad nim ręce załamać.

To też, chcąc nie chcąc, idzie na konto trenera.

Reklama

Najnowsze

Reklama
La Liga

Bramkarz uderzył rywala pięścią. Teraz zabrał głos po skandalu

Jakub Radomski
1
Bramkarz uderzył rywala pięścią. Teraz zabrał głos po skandalu