AKTUALIZACJA: Poniżej to, co napisaliśmy wcześniej. Natomiast skontaktował się z nami Piast Gliwice i poinformował, że… to jednak wcale tak nie jest. To znaczy – Piast ustalił z Dolcanem, że za Rafała Leszczyńskiego nie będzie płacić całego ekwiwalentu (ok. pół miliona złotych), tylko nieznaczną jego część. Nie jest więc podobno tak, że kupiono piłkarza i teraz jest problem.

W Gliwicach liczyli na bramkarza za darmochę? AKTUALIZACJA.

Pozostaje więc tylko do wyjaśnienia, po co w ogóle ściągnięto do klubu Leszczyńskiego, skoro są już tam dwaj niedawni młodzieżowi reprezentanci krajów (Słowacji i Polski), przy czym Polak (Szumski) wegetuje w jakimś irracjonalnym Klubie Kokosa. Zagadką jest też, dlaczego Leszczyński nawet nie siada na ławce rezerwowych, skoro przecież podobno mógłby. Ale to już widocznie temat na inną opowieść.

Faktem jest, że Piast kupuje kolejnych młodych bramkarzy, a broni 34-letni Jakub Szmatuła. Niemniej jeśli zostaliśmy wprowadzeni w błąd i z tego powodu napisaliśmy nieprawdę – to przepraszamy szczerze.

* * *

Jeśli chodzi o politykę klubu wobec bramkarzy, do tego sezonu najbardziej urzekała nas ta prowadzona przez Podbeskidzie Bielsko-Biała. Władze zespołu zdecydowały się na swoisty eksperyment i postanowiły sprawdzić, o co można grać w Ekstraklasie bez golkipera w składzie. Jego wyniki były niezadowalające – choć jak dla nas, zaskakujące dobre – więc pod Klimczokiem zmieniono kurs. W związku z tym, powstała pewna luka do wypełnienia, w którą jednak szybko wskoczył Piast. Teraz to właśnie w Gliwicach jest w temacie bramkarzy najzabawniej.

Tytułem wprowadzenia – po pogonieniu hiszpańskiego emeryta, trenerzy mieli do dyspozycji trójkę:

– Dobrivoj Rusov – 22 lata, były reprezentant słowackiej młodzieżówki, za którego zapłacono około pół miliona złotych Spartakowi Trnawa
– Jakub Szumski – 23 lata, były reprezentant polskiej młodzieżówki
– Jakub Szmatuła – 34 lata, typowy „wieczny rezerwowy”, który w swojej karierze przegrywał rywalizację niemal z każdym, jak leci

Teoretycznie spory wybór. A w praktyce… Rusov okazał się młodszą wersją słowackich kabareciarzy typu: Zajac czy Rybansky i nawet – znający go z tamtejszej ligi Latal – nie zdecydował się na ryzyko wystawiania go w pierwszym składzie na dłuższą metę. Szumski nie dostał nawet szansy pokazania się, dziś błąka się po Klubie Kokosa, co wydaje nam się ździebko dziwne. Bronił więc Szmatuła, ale wszyscy mieli świadomość, że to rozwiązanie doraźne i wraz z nowym sezonem wróci on na ławkę lub trybuny.

Poszukiwania nowego bramkarza nie trwały długo, już w połowie czerwca ogłoszono wszem i wobec, że kontrakt z klubem podpisał Rafał Leszczyński. Zawodnik Dolcanu Ząbki, zmiennik Szumskiego w kadrze Dorny, który swego czasu wylądował nawet w pierwszej reprezentacji i wziął udział w meczu typu „hotel na hotel” z Norwegią.

Jak jednak zdążyliście zapewne zauważyć, w dwóch dotychczasowych kolejkach, hierarchia bramkarzy w Piaście nie zmieniła się – broni Szmatuła, na ławce siedzi Rusov. Zasadnym jest więc pytanie – co z tym, który miał ugasić pożar? Okazał się jeszcze słabszy od wymienionej dwójki?

To byłaby najprostsza odpowiedź i można by po niej zakończyć dyskusję, jednak nie jest prawdziwa. Leszczyński – choć w przeciwieństwie do Nawałki nie widzieliśmy w nim nic szczególnego – nie przegrał rywalizacji. Umówmy się – to byłby dla niego sygnał, że może pora rozpocząć karierę w innej branży. Jednak skoro nie zostały wysłany, to nie ma przeszkód, by kontynuować tę piłkarską. Problem polega na tym, że nie wiadomo gdzie.

Wraz z końcem czerwca wygasał jego kontrakt z Dolcanem. W Gliwicach myśleli, że biorą chłopaka do pierwszego składu niemal za darmoszkę, nie licząc kwot, które zapewne trzeba było zapłacić za podpis i menedżerowi. „Geniusze z Okrzei” – tak pieszczotliwie nazwijmy ludzi decyzyjnych w Piaście – pominęli jednak jeden istotny fakt: Dolcanowi należy się ekwiwalent za wyszkolenie zawodnika. I to nie mały, bo mowa o kwocie w granicach pół miliona złotych. No i konsternacja, bo skąd tu teraz wziąć takie pieniądze…

Najchętniej Piast wymiksowałby się z transakcji – dlatego Leszczyńskiego brakowało do tej pory w kadrze meczowej – ale za późno. Kontrakt do 2018 roku został podpisany, fotki w klubowej koszulce strzelone, a zawodnik zgłoszony do rozgrywek  (EDIT: nie jest zgłoszony). Nawet jeśli w Gliwicach chcieliby coś zachachmęcić – jak swego czasu Śląsk z Danielewiczem – to za późno, pobite gary. Co będzie dalej? Tego nie wie nikt. Podsumowując: Piast kupił za pół miliona złotych bramkarza, którego nie potrzebował (ma Szumskiego) i dalej nie potrzebuje (chłopak nie siada nawet na ławce).

Oczywiście próbowaliśmy skontaktować się w tej sprawie z prezesem Piasta, ale pan Adam Sarkowicz przez trzy dni nie znalazł dla nas pięciu minut. Widocznie był strasznie zajęty, być może szukaniem środków… A tak na poważnie – w normalnej firmie za takie niedopatrzenie ktoś musiałby beknąć i raczej nie mówimy o pracowniku niższego szczebla. Jak można było pominąć tak istotną kwestię? To trochę tak jakby księgowa nie znała tabliczki mnożenia. Amatorka. Dziś czytamy, że pan Sarkowicz śmiało mówi o planach wybudowania ośrodka treningowego z prawdziwego zdarzenia. Błagamy – niech ktoś w Gliwicach przypilnuje, żeby przypadkiem nie postawali im boisk do siatkówki. Po sprawie Leszczyńskiego nie zdziwiłoby nas nawet to.

Fot. FotoPyK