Jaką wagę ma dzisiejszy mecz Lecha z FC Basel? Jakie znaczenie ma awans do kolejnej rundy eliminacji Ligi Mistrzów, a więc zachowanie szans na przełamanie klątwy trwającej od niemal dwudziestu lat? Tak naprawdę realnie ocenić to, jak istotny jest to mecz, można dopiero po odpaleniu oficjalnej strony UEFA. Zakładka Champions League, artykuł „Where the money goes”.

Jak co środę… JAKUB OLKIEWICZ

Wczoraj na Weszło ukazał się bardzo sympatyczny artykuł ukazujący rozsądek włodarzy Jagiellonii Białystok, który w ostatnich latach przyniósł trzydzieści milionów złotych zysku. Od Grosickiego, przez Sandomierskiego, Quintanę, Kupisza, Dźwigałę, aż po Tuszyńskiego i Dzalamidze. Tanio kupujemy/znajdujemy, drogo sprzedajemy. Jeśli transfery dokonane już po odpadnięciu z Ligi Europy zostaną dopięte, Jagiellonia zakończy czterolecie z 7 350 000 euro zysku z transferów.

Gdy dodamy do tego przyszłe zyski ze sprzedaży Drągowskiego, Mystkowskiego czy ewentualnie Mackiewicza – Jaga wykazuje olbrzymią powtarzalność. A skoro jest powtarzalność, to musi być i wniosek: to nie przypadek, ale element długofalowej strategii. Podobnie zresztą chwali się choćby Legię za spójną strategię wydobywania funduszy z kibicowskich kieszeni poprzez coraz to nowe kolekcje ciuchów i wypasione koszulki meczowe. Wszyscy doskonale pamiętają, jak włodarze Legii zdradzili kwoty, jakich oczekują po stronie przychodów w związku ze sprzedażą bluz, koszulek i kurtek. Osiem milionów złotych. Do tego grube miliony z wynajmowania lóż, sal konferencyjnych i ogółem strefy biznesowej.

Wróćmy więc do Lecha Poznań i jego meczu z FC Basel. Za awans do fazy grupowej płaci się bowiem więcej, niż rozsądna Jaga zarobiła na transferach w ostatnich czterech latach. Zresztą, nawet jeśli dodamy do tego sklep Legii – nadal wychodzi mniej. Dwanaście milionów euro za sam awans do fazy grupowej. Za udział, na zachętę. Dwanaście baniek za przejście FC Basel i kolejnego rywala, za dobrą dyspozycję w czterech kolejnych spotkaniach.

A to zresztą nie koniec eldorado. Kolejne półtora melona za każde zwycięstwo, pięćset tysięcy euro za remis. Nawet nie śmiemy patrzeć, ile można dodatkowo wyciągnąć po zajęciu trzeciego miejsca i związanym z tym udziale w Lidze Europy.

Lech nie gra więc tylko o pożegnanie raz na zawsze śpiewki o sezonie 1996/97, Lech nie gra tylko o prestiż i o kolejny ruch do przodu w dość konsekwentnie rozwijanej i realizowanej strategii klubu. Lech gra o wejście do błyskawicznej windy, mknącej na zdecydowanie wyższy poziom organizacji.

Przykład? Obecnie Akademii Lecha do tych wielkich szkół piłkarskich z najmocniejszych lig brakuje przede wszystkim doświadczenia i infrastruktury. Doświadczenie przyjdzie z czasem, zresztą już teraz poznaniacy są w stanie rywalizować z klasowymi przeciwnikami choćby z Niemiec. Pozostaje więc kwestia bazy, w której jest wszystko, poza alternatywą na długie zimowe wieczory. Brakuje właściwie jedynie boisk pod balonem, na których dałoby się bez przeszkód trenować zimą. Koszt jednego? Według słów Piotra Rutkowskiego w rozmowie ze Sport.pl – ponad trzy miliony złotych. Czyli – a co się będziemy oszczędzać – budowa dwóch to jakieś półtora miliona euro.

Trochę ponad 10% z pieniędzy, jakie można otrzymać za awans do fazy grupowej.

Wiadomo, w piłce nie da się po prostu dodawać i mnożyć, nie wszystko też da się przewidzieć. Ale jeśli już teraz Akademia Lecha stawia sobie za cel wypuszczanie każdego roku przynajmniej jednego zawodnika gotowego do sprzedaży do silniejszych lig – co w sumie już teraz jest realizowane – jak wielkie zyski może przynieść po rozsądnym zainwestowaniu funduszy z awansu do Ligi Mistrzów?

A w podobny sposób przecież kombinują w innych działach, w dziale skautingu, marketingu, współpracy z kibicami. Tak potężny zastrzyk gotówki (a jednocześnie pewnie przypływ sponsorów, zwiększenie popularności, prestiżu klubu…) to nawet nie ewolucja, ale rewolucja. Tym bardziej w takim klubie jak Lech Poznań, gdzie złotówki raczej nie uciekają przez niedomknięte szafy, wręcz przeciwnie, zarzuca się im przesadną oszczędność.

Lech gra więc nie tylko o historyczny awans po tak długiej przerwie bez Ligi Mistrzów w Polsce. Lech gra o jakościowy skok, gra o kasę, która pozwoli mu przebić część szklanych sufitów. Jakkolwiek patetycznie to brzmi – gra o przyszłość.

*

Swoją drogą – ciekawe kto obłowił się na sukcesach Łudogorca (w tym sezonie odpadli z mistrzem Mołdawii), Artmedii Petrzałka (już nie istnieją) czy Mariboru (w tym sezonie wylecieli po dwumeczu z Kazachami).

Liczba komentarzy: 3
Subscribe
Powiadom o
guest
3 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments