Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama
Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama

15 miesięcy na karuzeli. Od więzadeł i konfesjonału do pierwszego składu

Piotr Tomasik

Autor:Piotr Tomasik

19 lipca 2015, 16:31 • 3 min czytania 0 komentarzy

Najpierw przez pół roku leczył zerwane więzadła, przez kolejne pół trenował z rezerwami bez możliwości rozgrywania jakichkolwiek meczów. Prezes Korony nie tylko twierdził, że jego kontrakt jest nieważny i próbował go anulować przed organami PZPN-u. Był na niego zwyczajnie obrażony, od lutego do czerwca nie rozmawiali ani razu. Prezydent Kielc podobnie – pytany o to czy mogą się dogadać, mówił, że Małkowski w pierwszej kolejności powinien się wyspowiadać.

15 miesięcy na karuzeli. Od więzadeł i konfesjonału do pierwszego składu

Niewiele wskazywało na to, że po takich przejściach i piętnastu miesiącach bez gry – gdziekolwiek, na pierwszy mecz ligowy wyjdzie jako podstawowy bramkarz. Na zdrowy rozum, po stronie sprowadzonego latem Treli stała cała masa argumentów, które mogły Małkowskiego posadzić na ławce, ale nic takiego się nie stało. Sami już nie wiemy, czy to tak dobrze świadczy o tym drugim, czy tak źle o Treli. Oczywiście, nowy trener, Marcin Brosz, na wstępie oświadczył, że u niego wszyscy mają czystą kartą i zaczynają w takim samym punkcie. Ale wciąż  – napisać, że to historia niecodzienna, to za mało.

Raczej taka, po której obie strony mają kaca, ale rozsądek podpowiada, że wypada się przeprosić.

Aktualny prezes Korony jeszcze w lutym oświadczył Zbigniewowi Małkowskiemu i Pawłowski Sobolewskiemu (bo obaj jechali na tym samym wózku), że ich dalsza współpraca jest absolutnie wykluczona. Mieli trenować z rezerwami, dopóki Izba ds. Rozwiązywania Sporów Sportowych przy PZPN nie orzeknie, że ich kontrakty są nieważne. Od początku roku nie dostali ani jednej pensji, jednak po konsultacji z prawnikami byli pewni, że decyzja izby będzie na ich korzyść.

Gdy próbowaliśmy się z nimi kontaktować, rozmowa była krótka.

Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama
Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama

Prezes twierdzi, że wasze kontrakty są nieważne.

– Ale jakie to ma znaczenie, że tak twierdzi…

???

Podpisaliśmy je, to były oferty klubu, nie może mówić, że to się nie liczy. 

Małkowski był już dawno zdrowy, mógł odejść do innego klubu – miał propozycję z Zagłębia Lubin, ale ani myślał tego robić. Wiedział, że Korona w końcu zacznie realizować kontrakt, w najgorszym razie do płacenia obiecanych pensji zmusi ją komisja licencyjna. Nie zamierzał rezygnować. To był dobry kontrakt, dużo pieniędzy do wyjęcia. A poza tym, tyle co wziął kredyt. 

Prezes Korony nie rozmawiał z nim aż do lata, nawet gdy już wiedział, że decyzja izby jest dla klubu niekorzystna. Kontrakt ważny. Kiedy Małkowski chciał się spotkać z prezydentem miasta, też się okazało, że to niemożliwe. Dopiero na początku czerwca poinformowano go pisemnie, że ma się stawić na treningu. Odejścia Cerniauskasa  oraz Małeckiego uczyniły go jednym z dwóch bramkarzy w kadrze. Jak zwykle w tych sytuacjach, rezygnacja z części wynegocjowanych wcześniej wypłat załatwiła sprawę.

Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama
Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama

Poczułem się jakbym rodził się na nowo, jakbym miał 20 lat”, mówił w rozmowie z cksport.pl, gdy wracał do treningów. Dziś, po piętnastu miesiącach w próżni, wskoczył od razu do wyjściowej jedenastki. Jak twierdzi, do spowiedzi chętnie pójdzie, ale nie widzi powodu, by w konfesjonale opowiadać o Koronie.

Fot. FotoPyK

Najnowsze

Komentarze

0 komentarzy

Loading...