Z jakichś dziwnych przyczyn wielu piłkarzy żyje w przekonaniu, że wykonują najlepszy zawód na świecie. Oczywiście nie jest najgorszy, ale znam sporo lepszych – od właściciela hotelu w Las Vegas, kontrolera jakości w domach publicznych, opiekuna prywatnej wyspy, aż po prezydenta FIFA.

Jak co wtorek… KRZYSZTOF STANOWSKI

O tak. Próbuję teraz sobie wyobrazić lepszy zawód niż bycie prezydentem FIFA i tu już poprzeczka wisi naprawdę wysoko. Piłkarze dla kogoś takiego to tylko ładna dekoracja, coś jak rybki w akwarium. Nie trzeba co trzy dni zakładać krótkich spodenek, nikt nie kopie w kostkę albo w kolano, trener nie drze japy w przerwie i kibice nie domagają się nie wiadomo jakich cudów. Co jeszcze ważniejsze – nie trzeba połowy dni w roku spędzać poza domem i nie trzeba przechodzić na emeryturę w wieku 35 lat. W zasadzie jest to zawód idealny. Być prezydentem USA czy Francji – to jednak olbrzymia odpowiedzialność, życie na świeczniku, no i codzienna harówka. Nawet prezydent Mongolii ma urwanie głowy (tak mi się przynajmniej zdaje), a jeśli ludziom wiedzie się kiepsko, to złość skupia się i na nim.

Może to krzywdzące, ale wyobrażam sobie, że prezydent FIFA nie robi nic, poza tym, na co akurat ma ochotę. Za służbowe pieniądze służbowym samolotem może polecieć w dowolne miejsce na świecie, bo przecież piłka jest wszędzie i nikt mu nie broni sprawdzić, jak się mają sprawy na Malediwach i czy futbol kobiecy jest tam należycie traktowany. Zawsze dostanie najlepszy apartament, najlepszego kucharza i najpiękniejszą lektykę. Odpowiedzialność zerowa. Jeśli gdzieś w Mongolii zbankrutuje fabryka gwoździ, to pracownicy poproszą o pomoc prezydenta. Ale jeśli gdzieś w Polsce zbankrutuje klub piłkarski – dajmy na to, Widzew – to przecież nikt o zdrowych zmysłach nie będzie mieć pretensji dla Seppa Blattera. Raz na cztery lata zapada decyzja, w jakim kraju zorganizować turniej, ale przecież to nie prezydent FIFA go organizuje, tylko podlegli pracownicy, podzieleni na firmy konsultingowe, agencje, departamenty. On przychodzi na gotowe, w towarzystwie jakiejś wielkiej persony, typu Putin czy inny Obama. Napije się szampana, obejrzy ze trzy gole – i do domu.

Czytałem wypowiedź Michała Listkiewicza, że Blatter to pracoholik i haruje nawet w weekendy, ale jako odwieczny sceptyk pozwolę sobie nie dowierzać. Być może pierwsze dwa lata wymagają zagłębienia się w pewne sprawy, ale później już masz ludzi, którzy mają ludzi, którzy mają ludzi, którzy robią wszystko jak należy. Jeśli rządzisz od 17 lat – niczym Szwajcar – naprawdę masz dość czasu, by stworzyć strukturę, która w maksymalnym stopniu odciąża cię od podejmowania jakiejkolwiek codziennej działalności. Jestem święcie przekonany, że nie ma drugiej fuchy na świecie, która daje ci jednocześnie władzę, pieniądze, czas wolny i spokój, a przy tym nie przygniata jakąkolwiek odpowiedzialnością. Jak nie chcesz rozmawiać z mediami, to nie rozmawiasz, jak nie chcesz gdzieś lecieć – to nie lecisz. A jak chcesz przez miesiąc przycinać żywopłot, to przycinasz żywopłot, wyłączasz telefon i świat dalej się kręci, dalej mecze się toczą w każdym zakątku globu, dalej sędziuje Paweł Gil.

Czy więc można się dziwić, że Sepp Blatter – w przeszłości pracownik biura podróży, sekretarz generalny w szwajcarskim związku hokeja, czy dyrektor w firmie Longines – tak bardzo trzyma się stołka? Że nie chciał honorowo ustąpić? Kiedy zastępował Joao Havelange’a, mówił o odmłodzeniu. Havelange tracąc funkcję, którą sprawował przez 24 lata (od 1974 roku!), był po osiemdziesiątce. Blatter aktualnie ma 79 lat, co oznacza, że będzie odchodził z FIFA jako jeszcze bardziej leciwy staruszek. Potrzebne do reelekcji głosy zagwarantowały mu w dużej mierze tzw. państwa dziwne, bo chociaż Blatter – w przeciwieństwie do Havelange’a – jest Europejczykiem, to Europa już dawno się od niego odwróciła. Teraz musiał zawierać sojusze egzotyczne, niezbyt prestiżowe w sensie piłkarskim, ale równie skuteczne. Bo taka już specyfika demokracji, że każdy głos jest tyle samo warty, natomiast niektóre kupić łatwiej. Blatter miał wszystkie karty w ręku, gwarantujące mu utrzymanie przy korycie, jako jedyny mógł swoją kandydaturę podeprzeć argumentami czysto finansowymi i zarazem jednak legalnymi (dotacje), a przez poprzednie lata dał się poznać jako osoba, która potrafi się odwdzięczyć. Jest to typowy układ, w którym syte misie głosują dlatego, bo chcą być jeszcze bardziej syte. Żadna nowa propozycja personalna nie gwarantuje im zachowania jakże rozkosznego status quo.

Władza deprawuje, a władza absolutna deprawuje absolutnie. Nikt zdrowo myślący nie ma wątpliwości, że w FIFA korupcja rozrosła się do niebywałych rozmiarów i że finały mistrzostw świata odbędą się w Katarze nie dlatego, że to świetne miejsce dla futbolu, lecz dlatego, że ten właśnie wybór został suto opłacony. By skazać – potrzeba dowodów. Ale żeby mieć swój pogląd na temat mistrzostw w 2022 roku – wystarczy szczątkowa inteligencja.

Blatter firmuje ten zgniły układ, jest capo di tutti capi. Nie odejdzie dobrowolnie z dwóch powodów – nikt nie chciałby stracić najlepszej roboty na świecie i nikt nie chciałby zostawić szaf pełnych dokumentów czy nośników danych, które mogłyby się dostać w niepowołane ręce. Teraz już nie ma wyjścia: trzeba trwać. Do końca. Trzeba być strażnikiem tajemnic, zwłaszcza że to tak przyjemny obowiązek.

PS Proponuję zabawę – wpiszcie w komentarzach, co jest waszym zdaniem najlepszym zawodem na świecie. Czyli lepszym od bycia prezydentem FIFA.

KRZYSZTOF STANOWSKI