„Z powrotem w Afganistanie. Nigdzie moja dusza nie czuje się tak swobodnie jak tutaj” – w ten sposób o swoim kraju pisze Djelaludin Sharityar, kapitan reprezentacji Afganistanu, jeden z nestorów i liderów kadry „Lwów Khorasan”. W rozmowie z Weszło opowiada o blaskach i cieniach tamtejszej piłki, wielkiej pasji jaką Afgańczycy obdarzają futbol, a także w jakim stopniu wpływa on na zmiany społeczno – kulturowe ich codziennego życia. Zapraszamy.

„Jesteśmy krajem zakochanym w futbolu”. Kapitan reprezentacji Afganistanu dla Weszło

Piłka nożna to najpopularniejszy sport w Afganistanie?

Absolutnie. Szczególnie widać to, gdy gra kadra. Stadion w Kabulu ma 20.000 miejsc, ale frekwencja zawsze jest znacznie wyższa. Ludzie przyjeżdżają z różnych części kraju, na trybunach są dzieciaki, kobiety, a to nie jest normą w naszym regionie. Oczywiście, są problemy z zapewnieniem bezpieczeństwa, ale nikt się tym nie przejmuje, wszyscy są zbyt głodni oglądania naszych meczów. Gdy dwa lata temu wygraliśmy u siebie z Pakistanem 3:0, atmosfera była niesamowita, a radość ogromna. Szczerze mówiąc, sam byłem zaskoczony tym jak znany jestem w Afganistanie. Ostatnio wybrałem się tam na kilka tygodni i wszędzie byłem rozpoznawany. Chodziłem po mieście i robiono sobie ze mną zdjęcia, rozdawałem autografy, nawet dostawałem zaproszenia na obiady. Może piłka nie ma tu najwyższego poziomu, ale jest autentyczna miłość do niej. Nawet na lokalnej lidze, Afghan Premier League, stadion jest zawsze pełen.

Image and video hosting by TinyPic

Image and video hosting by TinyPic

Nie czujesz strachu przyjeżdżając do Kabulu?

Na co dzień mieszkam w Europie i wiesz, czytając tutaj gazety idzie dojść do wniosku: nie no, nigdy tam nie pojadę. Przecież mogę zginąć w biały dzień na ulicy. Moi przyjaciele i rodzina mówili to samo – uważaj, jest zbyt niebezpiecznie, jak już musisz jechać, siedź w hotelu. A ja przekonałem się, że rzeczywistość wygląda inaczej. Nie spotkało mnie nic złego, czułem się swobodnie w każdej części Kabulu. Odwiedziłem też Kandahar, o którym mówiono mi, że jest jeszcze niebezpieczniejszy, ale tam czułem się chyba jeszcze lepiej. To bardzo czyste, zadbane miasto, niezwykle malowniczo ulokowane. Jedyne co czasami sprawiało, że czułem się mniej komfortowo, to liczna obecność żołnierzy i prywatnych ochroniarzy. To nie jest coś, do czego przywykłem.

Malujesz pozytywny obraz, ale ostatnio wasz były selekcjoner został zaatakowany nożem i wylądował w szpitalu.

Nie zamierzam wmawiać ci, że nie ma problemów. Trwa wojna. Jeśli znajdziesz się w złym miejscu i czasie, coś złego może ci się przydarzyć. Ale podróżowałem wiele i wiem, że może być niebezpiecznie jeśli źle skręcisz w Nowym Jorku albo Paryżu. Wiele zależy też od tego jak sam się zachowujesz. W zachodnich gazetach i telewizji zawsze, gdy pada temat Afganistanu, mówi się wyłącznie o zabitych, o porwaniach, o terroryzmie. Ale jest i druga strona medalu i bazując na swoich doświadczeniach nie mogę powiedzieć nic złego.

Właściwie spotkała mnie tylko jedna niejasna sytuacja. Kupowałem afgańską kartę sim do telefonu i sprzedawca chciał mnie oszukać. Widział, że jestem z Europy i próbował wmówić mi, że ta karta kosztuje dwa razy więcej niż w rzeczywistości. Znałem jednak właściwą cenę a w dodatku ludzie się za mną wstawili. Rozpoznali mnie i zaraz powiedzieli – słuchaj, to nasz kadrowicz, reprezentuje Afganistan, musisz traktować go z szacunkiem.

Image and video hosting by TinyPic

Górskie krajobrazy Kandaharu

Jesteś jednym z najbardziej doświadczonych reprezentantów.

Tak. Afganistan zaczął grać w 2002 roku, na początku korzystał tylko z lokalnych zawodników. Wyniki były fatalne, przegrywaliśmy wysoko, na przykład 0:12 z Turkmenistanem. Od tego czasu wiele się zmieniło, zaczęto stawiać na graczy, którzy na co dzień grają w innych krajach i są efekty – w zeszłym roku ten sam Turkmenistan ograliśmy 3:1. Przez wojnę wielu Afgańczyków opuściło kraj dwadzieścia, trzydzieści lat temu, tak samo zrobili moi rodzice. Dzieci tych emigrantów, które trafiły na piłkarski szlak, zebrały europejskie wykształcenie futbolowe, ja na przykład zbierałem szlify w akademii Wolfsburgu, ktoś ćwiczył w Dortmundzie, ktoś w Holandii. Mało kto w naszej części Azji ma taki kapitał. Gracze stąd nie znają często nawet podstaw taktyki.

Trafiłem do kadry w 2007. Mailowo skontaktował się ze mną niemiecki trener, który pracował dla federacji. Zgodziłem się, od razu poleciałem na mecz z Syrią do Damaszku. Powiem wprost – nie było dobrej organizacji nawet jeśli chodzi o podstawowe rzeczy, na przykład stroje. Pod tym względem reprezentowaliśmy amatorski poziom. Przykład: tuż przed meczem chciałem napić się wody i nagle okazało się, że w ogóle jej nie ma. Zastanawiałem się jak to możliwe na poziomie międzynarodowym. Ktoś pobiegł do sklepu, kupił zgrzewkę i tak to się skończyło.

To jednak rzeczy drugorzędne, bo zaznaczam: gdy wyszedłem na boisko, gdy usłyszałem hymn, gdy zobaczyłem naszych kibiców, którzy przelecieli tyle kilometrów na mecz, poczułem się wspaniale. To była jedna z najpiękniejszych chwil mojego życia, mówię to z całą stanowczością.

Wielu jest w kadrze graczy takich jak ty, czyli mających korzenie afgańskie, ale wychowanych w innym kraju?

Na początku było nas trzech, potem pięciu, siedmiu, ostatnio na zgrupowaniu chyba dziewięciu. Niektórzy gracze z Afganistanu podchodzą do nas z rezerwą, boją się o swoją pozycję. Robią problemy, mówią – nie mieszkacie tutaj, nie powinniście grać. Ale jaki w tym sens? Gram w Europie to nie mogę reprezentować swojego kraju? Czy Lewandowskiego nie uznajecie za Polaka, bo gra dla Bayernu? Nonsens. To tylko wymówka, by postawić się w lepszym świetle, takie zakulisowe gierki. A przecież na koniec dnia najważniejsze są wyniki, a te mamy o niebo lepsze niż kiedyś również przez otwarcie się na graczy wykształconych piłkarsko poza Afganistanem.

Image and video hosting by TinyPic

Czyli otwarcie mówisz, że są kłopoty w kadrze?

Tak, są kłopoty. Wiesz, mi baliby się powiedzieć coś prosto w twarz, bo jestem jednym z najstarszych, bo jestem jednym z liderów. Ale niektórych młodszych graczy czasem szykanują. Kibice nie mają takich problemów, są z nas dumni, ale są piłkarze którzy mówią – o, to nie Afganistan grał, a europejski zespół! Wszędzie polityka. To też problem z Afganistanem, wszystko się tutaj upolitycznia.

Nie jest oczywiście tak, że każdy, kto przyjedzie na zgrupowanie z afgańskiej ligi zgłasza pretensje, chodzi o jednostki. Ale jeśli wśród dwudziestu pięciu osób trzy robią kłopoty, to odbija się to na całym zespole. Czasem się wściekam, ale staram się też ich zrozumieć: wyrośli w innych ideach futbolu i życia niż my. Pozwalam im więc mówić co mówią, byleby tylko nie przekraczali pewnych granic.

Osobiście uważam natomiast, że to autostrada do rozwoju naszej piłki. Piłkarze z zewnątrz są potrzebni. Sukces przyciąga zainteresowanie, a w konsekwencji sponsorów, przychylność władz czy też młode talenty, a to wszystko fundamenty pod lepszą przyszłość. Gdy wygraliśmy w 2013 mistrzostwa wszyscy na tym zyskali, cały kraj ogarnęła euforia. A gole w turnieju strzelali tylko ci grający na co dzień poza granicami kraju, w dodatku bramkarz z Niemiec obronił dwa karne w półfinale.

Na tym etapie powinniśmy mieć, powiedzmy, piętnastu zawodników z doświadczeniami zagranicznymi, a do tego dokooptować pięciu – siedmiu utalentowanych graczy z Afganistanu, którzy zyskają na kontakcie z tymi ogranymi. Młodzi uczyliby się, a potem przekazywali wiedzę dalej. W przeszłości często było jednak tak, że przyjeżdżali starsi gracze z Kabulu lub Kandaharu, a gdy masz 35 lat, to nie ma w tobie za wiele chęci do nauki.

Wspomniałeś o mistrzostwach Południowej Azji. Cały świat obiegły wówczas zdjęcia radującego się Kabulu i innych afgańskich miast.

Myślę, że cała Azja była zaskoczona naszym triumfem, ale zdradzę, że trochę i nas to zaskoczyło. Dwa lata wcześniej graliśmy w finale, ale tym razem mieliśmy akurat wielu graczy kontuzjowanych, ja zresztą też zmagałem się z urazem. To co się wtedy działo było zupełnie nieprawdopodobne: do Katmandu, bo finały grano w Nepalu, przyleciały dwa samoloty z kibicami, więc po zwycięstwie świętowaliśmy już na stadionie. Ale szaleństwo zaczęło się dopiero po powrocie do kraju. Niesamowite. Godzinę jechaliśmy na stadion gdzie zaplanowano fetę. Kabul zakorkował się od wiwatujących kibiców. Radość bywała ekstremalna, niektórzy ludzie bili głowami w okna autobusu. Nagle ludzie, którzy nie dbali o futbol, przyszli do piłki – i nie mówią tu tylko o nowych kibicach, ale także o politykach, biznesmenach. Wszyscy chcieli się z nami pokazać.

Image and video hosting by TinyPic

Image and video hosting by TinyPic

Wiele zmieniło się po tamtym zwycięstwie?

Na pewno zyskaliśmy rozgłos, a dyscyplina stała się bardziej istotna i doceniana. Mam jednak wrażenie, że można było zrobić więcej. Gdyby liderzy federacji byli lepiej zorganizowani, można było zdobyć więcej wsparcia. Futbol to dzisiaj biznes, którym trzeba umieć dobrze zarządzać. Można było zgłosić się o pomoc do FIFA. Porozmawiać z dużymi koncernami. Federacja Niemiec pewnie też by pomogła, gdyby ją o to poproszono. Ale takie marki będą z tobą współpracować, jeśli ci ufają, jeśli znasz angielski, jeśli nie jesteś umoczony w żadne korupcyjne sprawy. Wspomniałem o Afghan Premier League – świetna idea, krok we właściwym kierunku. Mecze w telewizji, sporo sponsorów. Ale słyszałem od zawodników, że otrzymują bardzo niewielkie wypłaty. Widać, że sporo kasy pompuje się w ten projekt, ale gdzie idą te pieniądze? Żeby ta liga szła do przodu, gracze muszą otrzymywać dość pieniędzy, by móc skupić się na piłce. Kasa musi iść na nich, na szkolenie młodzieży, na trenerów, a nie do czyjejś kieszeni. Nie mówię, że trzeba robić cyrk jak w Indiach, ściągać na ławkę trenerską Materazziego, kompletnie nie o to mi chodzi. Niech to będą ludzie z Europy z licencją UEFA A, którzy będą uczyć i przekazywać wiedzę dalej, lokalnym trenerom.

Ale trzeba zawsze brać pod uwagę drugą stronę. Federacja ma dwanaście lat, a kraj ma ważniejsze problemy niż piłka. Wiem, że wiele się poprawia, w związku wiele zmieniło się na lepsze. Robimy krok za krokiem do przodu, po prostu uważam, że powinny być to kroki większe i szybciej wykonywane. Stać nas na to, by rozwijać się szybciej.

Słyszałem, że do Afghan Premier League robiono nabór za pomocą reality show.

Tak. Komercyjnie pewnie dobre zagranie, bo wywołało zainteresowanie ligą. Ale w ten sposób nie wyszukasz talentów. W APL gra jeden Amerykanin, jeden z tych, którzy przyjechali do Kabulu pracować – zdradzał w jednym z wywiadów, że podczas tego reality show rekrutacja często polegała nie na umiejętnościach, a na znajomościach.

Image and video hosting by TinyPic

Liga jest bardzo profesjonalnie „opakowana”. Tu jeden z ciekawszych projektów promocyjnych: karty z zawodnikami

Jak postrzega się tego Amerykanina?

Pozytywnie. Pojedzie kiedyś do domu i opowie dobrze rzeczy o Afganistanie. Czasem takie małe sprawy mogą zmienić wiele.

Wspomniałeś o korupcji. Czy to największy problem afgańskiej piłki?

To ogólnie problem w Afganistanie. Ostatnio miałem taką sytuację – mój przyjaciel miał do załatwienia sprawę w sądzie, powinna być załatwiona od ręki. Ale zaczęto robić problemy. Rzucać kłody pod nogi, mówić – musisz pójść tam, zrobić to, załatwić jeszcze kwitek. Czuć było, że chcą pieniędzy, a zarazem byli na tyle sprytni, by nie mówić tego wprost. Pamiętaj, że adwokat to nie biedak, zarabia dobre pieniądze, ma dość, by utrzymać rodzinę, a i tak próbuje wyłudzać dodatkową kaskę, dziś od nas, jutro od biednych ludzi. Nie rozumiem tego i strasznie mnie to smuci. A korupcja w afgańskiej piłce? Nie mogę niczego stwierdzić ze stuprocentową pewnością. Ale byłbym zaskoczony, gdyby nic takiego nie miało miejsca.

Ale żebyśmy mieli jasność – to nie tylko problem Afganistanu. W Niemczech mówi się o korupcji, tak samo w innych krajach notuje się podobne przypadki. Po prostu to mnie bardziej dotyka, bo jestem częścią tego wszystkiego. To jest mi bliskie. Polityka w Niemczech przykładowo zupełnie mnie nie interesuje, jest dla mnie nieważna, ale co dotyczy Afganistanu zawsze mnie przejmuje.

Image and video hosting by TinyPic

Okej, więc to są cienie. Ale mówiłeś, że i blasków nie brakuje.

Weźmy na przykład Kabul. Jaki kreuje się jego obraz w mediach? A dla mnie to miejsce z silnym duchem wolności. Jest tu tak wiele parków, restauracji, centr handlowych. Pary normalnie się spotykają, razem spędzają czas. To naprawdę budujące, gdy widzisz dzieciaki, dziewczyny i chłopaków wspólnie kopiących piłkę w parku, albo całe rodziny robiące sobie tam piknik. Tego w swojej telewizji nie zobaczysz, tam zawsze wojna i terroryzm.

A sprawa kobiet w Afganistanie? Sporo mówiło się o kobiecej reprezentacji, wskazując to za przykład obyczajowych zmian, które pomaga napędzić futbol.

Mieliśmy kilka lat temu politycznego lidera, Babę Hana, który powiedział, że po tym jak mężczyźni w danym kraju traktują kobiety, można poznać poziom edukacji w państwie. Im lepiej, tym lepiej wyedukowany kraj. Wciąż nie jest idealnie, ale wiele zmienia się na lepsze. Co do piłki – sam widziałem na stadionie w Kabulu jak po naszym treningu zaczęły grać dziewczyny. Zapytałem nawet, czy mogę nagrać filmik, bo to było naprawdę fajne uczucie je oglądać. Strzelają gola i cieszą się, jakby właśnie wygrały finał Champions League – super, o to chodzi!

Image and video hosting by TinyPic

Sytuacja kobiet dobrze pokazuje, że na afgańskich boiskach gra nie toczy się wyłącznie o sportowe zwycięstwa.

Sport ma wielką siłę. Może zmieniać bardzo wiele. W Niemczech wciąż wspomina się jak ważny dla całego kraju był triumf na mundialu w 1954. Niemcy były wtedy zniszczone, rozbite, ale ta wygrana dała impuls. Była symbolem nadziei i odradzania się. Tak samo można dać podobny impuls w Afganistanie. A w tym kraju jest naprawdę bardzo wiele piłkarskich talentów, więcej, niż w innych azjatyckich krajach, może poza Koreą i Japonią. Trzeba tylko umieć to wykorzystać.

Teraz mamy nowego, dobrego trenera. Wybrał się nawet do Dortmundu porozmawiać z Mustafą Aminim, złożył mu ofertę gry dla reprezentacji. Ale wiesz, żeby ktoś z takiego poziomu chciał dla ciebie grać, musisz mu pokazać nie tylko, że go potrzebujesz, ale też że o niego zadbasz. Niemożliwe, żeby piłkarz Borussii przyjechał gdzieś, gdzie nie ma organizacji na wysokim poziomie.

I tak zdumiewa mnie, że tak szybko się podnieśliście. Przecież talibowie zakazali gry w piłkę i na długie dekady byliście autentyczną futbolową pustynią.

Ale Afganistan zawsze miał piłkarską kulturę, to płynie w naszych żyłach. Znam piłkarzy, którzy grali trzydzieści, czterdzieści lat temu dla reprezentacji i o nich też ciągle się pamięta. Ludzie mnie zaczepiają – hej, wiesz jak grał Ali Askar? A Tahir, kojarzysz, to była gwiazda! To wciąż wspomnienia żywe i też wymowne, że się nie zatarły. Nas jednak pochłonęła wojna, inni poszli do przodu.

Jaka za talibów była kara jeśli grało się w piłkę?

Szczerze mówiąc sam starałem się to ustalić. Niektórzy mówią mi, że zupełnie nie można było grać, inni, że dało się, ale pod pewnymi uwarunkowaniami, na przykład w długich spodniach. Myślę, że to złożone, bo jest bardzo dużo różnych odłamów talibów. Gdy wygraliśmy mistrzostwa w 2013, któraś z nich gratulowała nam triumfu przez swoje social media.

Wspomnę znowu Kandahar,  niejako talibańską stolicę. Sporo w życiu podróżowałem, ale nigdzie nie widziałem tylu dzieciaków grających w piłkę, takiej pasji do piłki. Każdy fragment choć trochę nadający się do gry jest wykorzystywany jako boisko. Mogą grać boso, mogą kopać własnoręcznie robioną piłką, ale grają.

To musiał być dla ciebie kapitalny obrazek.

Tak, fantastyczny widok. W Europie mówi się, że dzięki zaangażowaniu dzieciaków w sport można odciągnąć młodzież od narkotyków, papierosów. W Afganistanie też ta zasada może działać. Jak zajmą się piłką, nie zejdą na złą drogę. Oczywiście, byleby tylko grały po szkole!

Image and video hosting by TinyPic

Z Facebooka Djelaludina. Jego podpis „modlę się każdego dnia, by wychowały się w pokoju

Twoje przyszłe plany? Nadzieje, zarówno własne jak i dla afgańskiej piłki?

Znaleźć dobry zespół. Podpisać kontrakt. Mam nadzieję grać jeszcze 5-6 lat w klubie i reprezentacji, może wygrać puchar albo dwa. Oglądać z bliska jak futbol w Afganistanie pnie się w górę, to wprawi mnie w dumę. Po zawieszeniu butów na kołku chciałbym zostać trenerem, zrobić licencję. Do tego jakieś seminarium biznesowe, tak by bardziej orientować się na temat ekonomicznego ujęcia piłki. Jeśli powiodłoby mi się i zostałbym trenerem w Europie, na pewno i tak jeździłbym do Afganistanu choćby po to, by dawać szkolenia.

A widziałbyś siebie tam na stałe?

Pewnie. Zobaczymy co się wydarzy. Mógłbym być trenerem, mógłbym pomagać w innym charakterze. Jest wielu afgańskich piłkarzy w Europie, którzy mają profesjonalne doświadczenia i szczerą chęć pomocy. Wspólnie moglibyśmy pracować na to, by Afganistan był trochę lepszym miejscem i miał trochę lepszą piłkę.

A co jak po tym wywiadzie zgłosi się po ciebie polski klub?

Byłoby super! Piłka w waszym kraju jest na bardzo wysokim poziomie, macie wielką pasję do gry, a miałem też polskich przyjaciół. Jak załapałbym się w Polsce, masz u mnie prezent! (śmiech)

Rozmawiał Leszek Milewski

Liczba komentarzy: 2
Subscribe
Powiadom o
guest
2 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments