Dziś swoje 39. urodziny obchodzi piłkarz, który mimo, że nie urodził się futbolowym wirtuozem, stał się całkiem sporym kawałkiem historii Legii Warszawa. Przy ulicy Łazienkowskiej spędził dwanaście lat. Rozegrał grubo ponad trzysta meczów. W międzyczasie sięgnął po trzy mistrzostwa Polski. W jego długiej i pięknej karierze właściwie jedyną widoczną plamą jest reprezentacja, bo tam Tomasz Kiełbowicz nie zaistniał właściwie wcale.

Urodziny Kiełbika. Nigdy nie był wirtuozem, ale zawsze miał wielkie serce do gry

Ale za to debiut w biało-czerwonych barwach zaliczył jak marzenie. Podparyskie Saint-Denis i towarzyskie spotkanie z Francją – mistrzami świata. Kiełbowicz, chociaż wchodzi tylko na kilka ostatnich minut, zapamięta te obrazki do końca życia. Przegraliśmy, ale porażka po golu Zinedine’a Zidane’a zawsze boli jakby trochę mniej. Reprezentacyjny licznik „Kiełbika” zatrzymał się na liczbie dziewięć, ale zawsze były to wejścia z ławki rezerwowych. W kadrze nigdy nie miał pewnego miejsca. Nie był nawet żelaznym rezerwowym. Lepsi byli Jacek Krzynówek czy Marek Koźmiński.

Co innego w klubie, gdzie przez szereg lat właściwie nie miał sobie równych. Ktoś kiedyś pięknie go zdefiniował. „Nie był wybitnym piłkarzem. Niespecjalnie wyróżniał się nawet w Legii, ale w każdym klubie przydałoby się przynajmniej kilku takich Kiełbowiczów. To piłkarz, dzięki któremu mogli błyszczeć ci teoretycznie lepsi”. Kiedy w wieku siedemnastu lat wyjeżdżał z Hrubieszowa, nawet nie marzył o tym, że przez lata będzie grał w Ekstraklasie i stanie się jedną z najważniejszych postaci Legii w nowym tysiącleciu.

Karierę skończył niemal równo dwa lata temu, w słusznym wieku 37 lat. Z czego zapamiętali go kibice Legii? Ani nie potrafił dryblować, ani nie strzelał dużo goli. Miał za to wielkie serce do gry. Braki wypierał zaangażowaniem. Po lewym skrzydle kursował jak japoński pociąg. Szybki i niezawodny. Nie spełniło się jego marzenie o spróbowania sił za granicą. Oferty z Zachodu były, owszem, ale niewystarczająco kuszące. W Legii został więc do końca.

Zresztą… Swoją karierę najtrafniej spuentował sam, w wywiadzie dla 2×45.info.

– Było wielu zawodników lepszych ode mnie, którzy w pewnych momentach sobie nie poradzili. Ja natomiast starałem się cały czas nad sobą pracować i profesjonalnie podchodzić do tego, co robiłem, dlatego utrzymywałem się na powierzchni.

fot. Newspix

Liczba komentarzy: 5
Subscribe
Powiadom o
guest
5 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments