Na pewno była to postać wyrazista, czasem nawet przejaskrawiona. Budząca zarówno dobre, jak i złe emocje. Ten, kto go nienawidził rozumiał drugiego, który go uwielbiał. I na odwrót. Jedni fani Wisły zapamiętali go jako swojego chłopaka. Szalonego, pokopanego, ale mimo wszystko swojego. Inni podtrzymują, że był głupkiem bez kręgosłupa moralnego. Równo jedenaście lat temu kontrakt z Wisłą Kraków podpisał Nikola Mijajlović.

Niebezpieczny niczym wąż boa. Krewki Mijailović Nikola…

Nikt nie powinien mieć wątpliwości, że Serb piłkarzem był świetnym. W tamtym czasie jednym z najlepszych bocznych obrońców w Ekstraklasie. Zarówno w Wiśle, jak i w Koronie biegał do upadłego. Do tego był też całkiem niezły technicznie. Mógłby zrobić znacznie większą karierę, gdyby nie głowa. Ta parowała mu na boisku, gdzie wypracował sobie miano chama i brutala, ale także – a może przede wszystkim – poza nim. Cóż… podsumujmy.

– uderzenie w twarz i kopnięcie mężczyzny broniącego koleżanki przed zaczepkami
– naruszenie nietykalności kobiet
– naruszenie nietykalności policjanta
– rasizm w stosunku do Benniego McCarthy’ego podczas meczu Pucharu UEFA z Blackburn (5 meczów zawieszenia)
– pyskówka z Marcinem Baszczyńskim i samowolne opuszczenie treningu

I tak dalej… Świętoszkiem nie był, to fakt, ale miał też pozytywne strony. Przede wszystkim te piłkarskie. Jeśli tylko nie parowało mu pod czaszką i nie łapał głupich kartek, potrafił grać znakomicie. Błyskawicznie stał się ulubieńcem fanów Wisły. Kochali się z wzajemnością. Chyba każdy pamięta białą gwiazdę z boku głowy Mijajlovicia, czy włosy pokolorowane na klubowe barwy. Uznanie i sympatię zyskiwał też gestami takimi, jak ten poniżej.

Ostatecznie, przez złamanie chyba wszystkich puntów w kodeksie, Wisła rozwiązała z nim kontrakt. W Rosji (Chimki) i Serbii (Crvena Zvezda) nie wiodło mu się najlepiej, ale nikt nie spodziewał się, że w 2009 roku wróci do Polski jako piłkarz największego rywala Wisły – Korony Kielce. – Kilka lat temu działacze Wisły skrzywdzili mnie rozwiązując kontrakt. Teraz na boisku będę chciał im udowodnić, że zbyt szybko postawili na mnie krzyżyk. Nawet nie dali mi szansy. Minione dwa lata wiele mnie nauczyły, jestem teraz zupełnie innym człowiekiem. Podchodzę bardzo poważnie do tego co robię. Zapewniam, że nie popełnię już kolejnych życiowych błędów – mówił w „Przeglądzie Sportowym”.

Przez pierwsze miesiące rzeczywiście tak było. Do swojego zawodu w końcu podchodził z profesjonalizmem. Został wybrany na kapitana. Kibice, nie zważając na klubową przeszłość, pokochali go za zaangażowanie. W lutym 2011 roku znowu coś pękło. Wszedł do pokoju trenera Marcina Sasala i oznajmił, że wyjeżdża do Rosji. Swoją decyzję argumentował niepoważnym traktowaniem ze strony klubu, który miał nie oddać mu pieniędzy za operację i nie przyznać obiecanej podwyżki. Tym sposobem trafił do Amkaru Perm, gdzie wiodło mu się całkiem nieźle.

Co robi dziś? Jest w Crvenej Zveździe, której w pierwszej części tego sezonu był nawet kapitanem. Aktualnie jednak nie może ani trenować z zespołem, ani nawet wejść na stadion. Wszystko przez konflikt z klubowym kolegą – Milošem Bosančiciem – który, według relacji Mijajlovicia, miał wytrzeć buty koszulką, która „jest świętością”. Według innej teorii były wiślak miał zbyt natarczywie upominać się o wypłacenie zaległych pensji. Tak czy inaczej, klub dyscyplinarnie zawiesił go na trzy miesiące.

U Nikoli wszystko po staremu.

Liczba komentarzy: 3
Subscribe
Powiadom o
guest
3 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments