W Korei Południowej, dzięki temu momentowi, stał się bohaterem narodowym, zyskując chwałę do grobowej deski. Rok 2002, mistrzostwa świata w piłce nożnej. Dogrywka meczu z Włochami. Na trybunach dziesiątki tysięcy ubranych na czerwono, jakby ogarniętych zbiorową hipnozą kibiców. Lee Young Pyo dośrodkowuje, a on – Ahn Jung-hwan – skacze wyżej od Paolo Maldiniego i strzela złotego gola, wyrzucając Azzurrich z turnieju. „Człowiek, który zniszczył włoski futbol” urodził się dokładnie 39 lat temu.

Urodziny koreańskiego bohatera narodowego, który „zniszczył włoską piłkę”

aaa

To była 117. minuta meczu. Ten, kto oglądał, musi pamiętać chociaż pojedyncze scenki. Niewykorzystany karny Hwana, czerwoną kartkę dla Francesco Tottiego, uderzającego w pleksi selekcjonera Giovanniego Trapattoniego, czy w końcu twarze Włochów, na których rysowała się nie tyle rozpacz, co szok i niedowierzanie. Następnego dnia prasa na Półwyspie Apenińskim pojechała po bandzie.

„Złodzieje! Zabójczy sędzia wyrzucił nas z mistrzostw świata!” – Corriere dello Sport
„Wstyd! Skandaliczny ekwadorski sędzia – Włochy odpadają z mundialu” – La Gazzetta dello Sport

O ile jednak samemu Ekwadorczykowi – Byronowi Moreno – który rzeczywiście sędziował w sposób dramatyczny i stronniczy, nie dało się nic zrobić, o tyle mniej szczęścia miał Jung-hwan, który – o, ironio – był wówczas zawodnikiem włoskiej Perugii. Na reakcję Luciano Gaucciego, prezesa klubu, nie trzeba było długo czekać. Dzień po tym, jak Koreańczycy sensacyjnie i w dramatycznych okolicznościach wyrzucili Włochów z mundialu, zapowiedział:

– Ten dżentelmen nigdy więcej nie postawi stopy w moim klubie. Był fenomenalny tylko w meczu z Włochami. Jestem nacjonalistą i uraziło to nie tylko moją dumę, ale było też zamachem na kraj, który dwa lata temu otworzył przed nim drzwi. Nie mam zamiaru płacić komuś, kto zrujnował włoską piłkę nożną – powiedział.

Kontrakt został rozwiązany w trybie natychmiastowym, na co błyskawicznie zareagował ojciec koreańskiego sukcesu, selekcjoner Guus Hiddink. – To dziecinada. Piłkarze grają dla swoich krajów i chyba nie ma w tym nic dziwnego. Frank Leboeuf i Marcel Desailly też mieli się pilnować, żeby nie strzelić Anglikom? Zbyt śmieszne, żeby w ogóle o tym dyskutować – mówił.

Dwa lata temu Koreańczyk wypłakał się na wizji, podczas tandetnego show. Wyznał, że kiedy grał we Włoszech, pozostali piłkarze traktowali go jak trędowatego. Nie podawali piłki pod samą bramką, nawet jeśli teoretycznie było to jedyne rozwiązanie. Marco Materazzi, kapitan drużyny, miał stanąć na środku szatni i powiedzieć, że Jung-hwan… śmierdzi czosnkiem. Piłkarz nie zrozumiał, a tłumacz miał być kompletnie zmieszany. Takiemu traktowaniu zaprzeczył ówczesny trener Perugii, Serse Cosmi, uważając jego słowa za bzdury i pomówienia.

Po tym, jak wykopano go z Perugii, trafił do Japonii. W późniejszych latach jeszcze próbował sił w Europie, we francuskim Metz czy niemieckim Duisburgu, ale ostatecznie końca kariery dotrwał w klubach koreańskich i chińskich.

Liczba komentarzy: 0
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments