O detalach i niuansach Pucharu Narodów Afryki, o Macieju Kurzajewskim i jego „wieczorze z Makumbą” oraz o tym, dlaczego Janusz Wójcik nie mógłby trenować z Dembą Ba – rozmawiamy z Mamadou Dioufem, wokalistą, który trzydzieści lat temu przyjechał do Polski z Senegalu. Ostatnio możecie go usłyszeć w Eurosporcie. 

Mamadou Diouf: Senegal z Korei to nasze Orły Górskiego

Ilu jest Dioufów w Senegalu?

W kadrze jeden, ten ze Stoke, a w kraju nie wiem. Jak Francuzi widzą Kowalskiego, to wiedzą, że to Polak. A Diouf jest typowym nazwiskiem dla mojej grupy etnicznej.

El-Hadji Diouf dalej jest u was największym piłkarzem?

Po mundialu w Korei wytworzyła się wokół niego legenda, ale reprezentacji dawał niewiele.

Rozprowadzał innych…

Parę razy kadra przegrała mecz i potem wszyscy jechali do hotelu, a on brał samolot i od razu leciał do Europy. Jak ktoś dzwonił, to wszystkich obrażał. Wielki piłkarz, ale nie zrobił kariery, bo taki miał charakter. Był dwa razy najlepszy na kontynencie, ale poza Liverpoolem nigdzie nie zaistniał. Mentalnie jest z piłki podwórkowej.

Demba Ba też nie końca nadaje na tych samych falach.

Widziałem komentarze w telewizji senegalskiej. Jedni mówią, że Giresse odsunął go, bo był konflikt, a drudzy, że to wina formy. Senegalczycy, ci najzwyklejsi z ulicy, twierdzą, że nie angażuje się w reprezentację. Rzut karny też jakiś przestrzelił. Zbierało mu się od dłuższego czasu.

Ale tym razem nie pokłócicie się jak w 2008? Kasperczak wtedy wyszedł z siebie.

Od 2002 roku tak naprawdę my cały czas czekamy, nawet finałów nie przegrywamy, bo do nich nie dochodzimy. Parę dni temu była debata w telewizji, żeby dziennikarze przestali pompować balon. Mamy dobry zespół, ale skupmy się na konkretnych meczach. Na razie jest spokój. Widzę mentalny postęp.

Ta kadra jest lepsza niż ta, która w 2002 roku pokonała Francję? Jak Sow strzelił na 2:1 z Ghaną, to miałem wrażenie, że zaraz się popłaczesz…

Czułem się, jakby to był mecz koszykówki. Wiem, że to tylko grupa, ale pamiętasz finał Ligi Mistrzów w Barcelonie? Bayern grał z Manchesterem United, dwa gole padły po 90. minucie i dla mnie to było właśnie coś takiego. My z Ghaną nigdy w Pucharze Narodów nie wygraliśmy. Marzy mi się, żeby w końcu było jak w 2002 roku. Tamten zespół to jak dla was Orły Górskiego. Zawsze będą na topie. Wygrana z Francją to jak zwycięstwo Polaków z Niemcami. Cała Harenda przy Krakowskim Przedmieściu płakała, jak odpadliśmy z Turcją.

Spotkałeś w końcu Macieja Kurzajewskiego?

Na szczęście nie miałem okazji.

Rozumiem, że na jego szczęście. Przypomnę: parę lat temu zapowiedział Puchar Narodów Afryki jako „wieczór z Makumbą”.

To było słabe, albo gorzej niż słabe. Lekceważące. Dzwoniłem do niego, ale nie mogłem go zastać. Napisałem do Komisji Etyki, ale po miesiącu odpisali, że nic takiego w tym przemówieniu nie było. Byłem zszokowany. To jest Telewizja Publiczna, kurde…

Polacy bardziej szanują teraz PNA niż parę lat temu? W Internecie pisze się: fajne, ale rygoru taktycznego zero.

Rygor taktyczny to jakaś legenda. W krajach, gdzie jest więcej słońca, dzieciaki grają na ulicach. Muszą dryblować. My uważamy, że wy gracie kwadratowo, a wy mówicie, że nie mamy taktyki – OK. Nawet komentatorzy krzyczą: dlaczego on nie podaje? Powinien podać! Dla mnie on tylko pokazuje umiejętności indywidualne. Na podwórku w Afryce chcesz wygrać, ale też chcesz się pokazać. Ja to piękno lubię.

Ale potem przychodzi mecz i wygrywa ten, który bardziej trzyma się ram. Dajmy na to: taki Egipt…

No tak, ale Egipt wygrywał, bo miał wszystkich zawodników u siebie, a nie dlatego, że nauczył się taktyki. To nie jest takie proste. No przecież w Ameryce Południowej też tak grają. W Europie też masz Portugalię, która gra inaczej niż Niemcy. To wynika z klimatu, położenia geograficznego. U mnie za dzieciaka na podwórku każdy chciał być najlepszy. My po prostu szukamy piękna. Szukamy go w sztuce, a piłka momentami jest sztuką.

Widzisz to piękno w tej edycji? Komentatorzy mówią, że poziom się wyrównał, ale dalej nie wiadomo: czy w górę, czy w dół.

Pamiętasz ostatnią edycję? Mieliśmy 3-4 zespoły, które grały pierwszy raz. Niger, Botswana, Etiopia. Brakowało jeszcze Mauretanii, ale ona chyba nigdy nie grała. Odnośnie tego piękna: ja bym poczekał do końca meczów grupowych.

Kto gra w Afryce najpiękniej?

Republika Zielonego Przylądka gra ładną piłkę.

A nie brakuje ci gwiazd na tym turnieju? Platini z Zielonego Przylądka gra w CSKA Sofia…

Faktycznie – Gyan zachorował, nie ma Essiena. Aubameyang jest gwiazdą.

Ale w środę zatrzymał go bramkarz z czwartej ligi francuskiej…

Możliwe, nie widziałem środowych meczów. Na razie mam mieszane uczucia. Poza naszą grupą pada mało bramek. Zresztą, ktoś te grupy dziwnie podzielił. WKS i Kamerun nie powinny być w tej samej.

To kto mieszał kulkami? Macie swojego „Łysego z UEFA” albo afrykańskiego Kręcinę?

Nie, zostawmy Kręcinę. U nas nie ma Kręciny. Najwięcej mówi się o szefie CAF, że za długo rządzi…

No ale mistrzostwa załatwił. Co by się stało, gdyby Gwinea tego nie pociągnęła?

Wiesz… Zastanawiałem się dziś nad imprezami afrykańskimi, które mają wymiar światowy. Ostatnio sporo ich traciliśmy, został tylko FESPACO, festiwal filmów afrykańskich w Burkina Faso. Ale kto w Polsce słyszał o FESPACO? Zostaje tylko Puchar Narodów Afryki, ale pokazuje go stacja prywatna, a nie publiczna. Gdyby turniej się nie odbył, byłby to zły sygnał. Ludzie mówiliby, że bieda, że nie stać nas…

Wojciech Jagielski napisał o Gwinei: Igrzyska dla Tyranów. To najdziwniejsza edycja w historii?

Dlaczego najdziwniejsza?

Bo organizuje je państwo, w którym rządzą tyrani, a drużyna najpierw odpadła w eliminacjach, a teraz gra tylko dlatego, że państwo w ostatniej chwili przejęło od Maroko organizację.

To sytuacja wyjątkowa. Maroko do połowy listopada mówiło, że zorganizuje. Chodziło o Ebolę. Dobrze, że przyszła Gwinea i tak szybko się z tym uporano.

Ale ta ich kadra…

Ja w tym nie widzę problemu. Nie wiem, dlaczego Polacy widzą problem. Ilu Portugalczyków ma pochodzenie brazylijskie? Dziwi mnie to.

Ale tam prawie nikt nie urodził się w Gwinei.

A dlaczego nikogo nie dziwi, że Klose gra dla Niemców?

Bo wychował się i mieszkał w Niemczech.

Ale widzisz, ty znasz historię Klosego. Fajnie byłoby pogrzebać, jakie są relacje między Gwineą a krajem, z którego tamci pochodzą.

Zgoda, Gwinea jest była kolonią Hiszpanii, ale taki Javier Balboa, którego ojciec jest Gwinejczykiem, nawet nie wiedział, gdzie to jest. Nie umiał palcem wskazać na mapie.

W Senegalu Demba Ba urodził się we Francji, a Vieira w Senegalu. Brazylijczyk, jeśli nie ma miejsca u siebie w Brazylii, to powinien skorzystać z szansy, jaką daje Portugalia. Jeśli Hiszpan woli grać w Gwinei, bo nie wygryzie Iniesty, to kwestia sumienia tego zawodnika. Dlaczego mamy mu zabraniać? Skoro on chce, kibice to akceptują, a do tego jest pomocny drużynie to nie widzę problemu. Trzy elementy współgrają ze sobą. Reszta to bzdury.

W kwestii szamanów też będziesz się upierał? Dla mnie to ściema.

Problem polega nie na tym, że piłkarze w to wierzą, tylko, że federacje w to inwestują. To tak jakbyś się czepiał, że Małysz ma psychologa. Rola psychologa polega na tym, że mówi ci: możesz to zrobić, uwierz! A w Afryce szaman deklaruje: wygram za ciebie. To jest ta różnica. Zawodnik wychodzi i myśli: będę grał, ale mam też gdzieś obok extra pomoc.

Senegal ma teraz szamana?

Myślę, że dalej ma.

Kasperczak mówi, że w Mali tym razem nie korzystają.

Kasperczak może ewentualnie powiedzieć, że nikt go nie zaprasza. To jest pewna obrzędowość, zależy od grupy etnicznej. Powiedz mi: dlaczego podczas mundialu świat bawi się w typowanie jakiejś ośmiornicy? W Europie to zabawa, a tam bierze się to serio. Ale nie możemy nikomu zabronić wiary. Jeśli wierzą, że to im pomoże, to niech praktykują. Ja jestem przeciwnikiem. To nic nie daje.

Piłkarz z Afryki przechodząc do Europy pewnie przeżywa szok. Tam szamani, a tu mamona.

On niczym nie różni się od takiego Lewandowskiego. Przyjeżdża i chce grać w piłkę. Tam jak ktoś się boi wygryzienia ze składu,  to idzie do czarownika, a tu musi zasuwać na boisku. Większe pieniądze, lepsza liga – wszyscy mają takie same ambicje. Rożnica jest taka, że Lewandowski może mieć 3 braci, a zawodnik z Afryki ma piętnastu i wszystkim musi pomóc.

Znają Lewandowskiego w Senegalu? Kiedyś powiedziałeś, że znają tam tylko Wałęsę, papieża i Bońka.

Nie no, muszą znać. Nie można nie znać zawodnika Bayernu. Po finale Ligi Mistrzów na pewno kojarzą. Mogą tylko nie wiedzieć, że jest Polakiem.

Potrafisz się wkurzyć, gdy oglądasz reprezentację Polski?

Przywiązanie do Polski uświadomiłem sobie w momencie, kiedy zacząłem kibicować. Wiesz: ktoś ma szkołę, pracę… Nie są to aż takie wartości, ale kiedy Małysz przegrywa albo polska kadra strzela gola, to czujesz, że to jest ten moment. I faktycznie oglądam. Czasem się wkurzam. Czasem się cieszę. Widziałem jak piłkarze ręczni pokonali w Katarze Rosjan. Tylko nie pytaj mnie, co by byłoby, gdyby Polska grała z Senegalem.

Założyłbyś dwa szaliki.

I powiedziałbym, że jestem za pięknym futbolem.

My w ogóle graliśmy kiedykolwiek ze sobą?

Chyba nie. Byliśmy w jednej grupie w koszykówce na Igrzyskach Olimpijskich w 1972 roku, ale do dziś nie mogę dojść, ile było. Graliśmy też w Pucharze Daviesa. W piłce wciąż czekam…

Wystosuj apel do prezesa Bońka.

Ministrem sportu w Senegalu jest mój kolega. To jedyny polityk od nas, który kończył studia w Polsce. Za dwa lata będzie kandydował na prezydenta. Mówiłem mu jakiś czas temu: kurde, może zadziałaj, żebyśmy zagrali z Polską. No, ale czekam. To byłby fajny mecz. Reprezentacja Polski idzie teraz do przodu.

Widziałbyś jakiegoś polskiego trenera w Senegalu?

Nie znam polskich trenerów.

Znasz Andrzeja Strejlaua. I pewnie Janusza Wójcika…

Ale u nas tylko herbata Atthaya, zapraszam do Cafe Baobab na Saskiej Kępie. Podawana jest zawsze jako „3 normaux”. Pierwsza runda kwaśna, druga słodka, a trzecia… Nie, po trzeciej nie ma game over.

Rozmawiał Paweł Grabowski

***

O oglądaniu meczów w Senegalu:

Kiedyś był jeden telewizor na ulicy, teraz mają wszyscy, ale dalej zbierają się wspólnie i oglądają. U nas buduje się wszerz, nie w górę. Dużo osób się mieści, a ostatnio w jakimś dużym skupisku ludzi oglądających mecz wybuchł granat…

***

O Avramie Grancie w Ghanie:

Dla nich to zagraniczny trener, który pracował w Chelsea. To, że jest Żydem nie ma żadnego znaczenia. Będąc w Senegalu, ja w ogóle nie zdawałem sobie sprawy z ich problemów. Dopiero w Polsce zrozumiałem kontekst.

***

O braku Nigerii na PNA:

Tam mieszka 144 milionów ludzi, zawsze są jakieś problemy. Dla mnie to szok, że ich nie ma. Keshi ostatnio za bardzo podkreślał swoją rolę i to, że afrykańscy trenerzy są najlepsi.

***

O faworytach:

Mam sentyment do Wybrzeża. To pokolenie, ktore zasługuje na mistrzostwo. Poza tym Algieria może wrócić do poziomu z mundialu. Tam się niewiele zmieniło, poza trenerem oczywiście, ale Gourcuff to dobry fachowiec, we Francji go cenią.

Fot. Afryka.org

Liczba komentarzy: 0
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments