Reklama

Osiem lat „Wasyla” w Europie. Ile razy nas zaskakiwał!

Piotr Tomasik

Autor:Piotr Tomasik

11 stycznia 2015, 12:21 • 3 min czytania 0 komentarzy

11 stycznia 2007. Mistrz Belgii i wicelider Jupiler League – Anderlecht Bruksela jest zdecydowany na transfer reprezentanta Polski Marcina Wasilewskiego. 26-letni obrońca Lecha Poznań od kilku dni trenuje z potencjalnym nowym klubem na zgrupowaniu w La Mandze. „La Dernière Heure” podaje, że warunki kontraktu są już uzgodnione – ma on obowiązywać aż przez cztery lata. Menedżer Herman Van Holsbeeck komentuje, że do końca tygodnia żadne wiążące decyzje nie zapadną – a jednak, kilkanaście godzin później informacja o tranferze staje się już oficjalną.

Osiem lat „Wasyla” w Europie. Ile razy nas zaskakiwał!

Internauci komentują „dobry ruch dla Lecha, dla Wasyla w sumie też. Ale czy dla Anderlechtu?”, „byle się nie zmarnował, bo to poważny kandydat do gry w kadrze”. „Mamy lepszych – Golańskiego i Baszczyńskiego” – odpowiada ktoś inny. „Właśnie nie, Wasilewski to najlepszy obrońca rundy jesiennej w Lechu!”. Trwa wielka licytacja. Jak bumerang powracają również wątpliwości, po co sprzedawać za kilkaset tysięcy euro czołowego zawodnika, gdy publicznie deklaruje się walkę o mistrzostwo.

Wkrótce Leo Beenhakker wysyła powołania na towarzyski mecz z Estonią. W kadrze nie ma Głowackiego, Błaszczykowskiego, Szałachowskiego ani „Wasyla”, będącego świeżo po zmianie środowiska. Pojawia się za to Piotr Piechniak. Piszczek widnieje jeszcze w gronie napastników, razem z nim Grzelak, a wśród pomocników da się wypatrzeć nawet Kolendowicza.

Wtedy jeszcze nikt nie wiedział, że piłkarz, któremu „kompletnie… konkretnie co mecz pękały spodenki, sznurki pękały…” nie tylko wypełni czteroletni kontrakt, ale jeszcze go przedłuży, wróci na boisko po dramatycznej kontuzji… zostanie legendą klubu, by na koniec – solidnie po trzydziestce – wywindować się do Premier League. Mógł do niej trafić tuż przed kontuzją. O dziwo, trafił po niej.

Reklama

To było coś wspaniałego, widzieć radość w jego oczach po bramce – emocjonował się pomocnik Anderlechtu Guillaume Gillet. – W każdym spotkaniu kibice skandowali imię Wasyla w 27. minucie, bo taki numer nosi na koszulce. Teraz mógł im podziękować. Marcin to człowiek-zwycięzca. – Nie grał tak długo, a teraz spisał się tak dobrze, że już chcą mu stawiać pomniki – uśmiechał się Herman Van Holsbeeck. – Bardzo dużo pracy przed nim, ale jeśli nadal będzie się prezentował tak dobrze, to mamy swój pierwszy transfer. On zasługuje na nową umowę – dodawał menedżer klubu, po tym jak „Wasyl” – po serii sześciu operacji – znalazł się w składzie na mecz z Zulte Waregem i wpisał się na listę strzelców.

Co było dalej, dobrze wiecie.

Początkowo spekulowano jeszcze na temat jego powrotu do Krakowa, jednak z biegiem czasu notowania w oczach tzw. ekspertów zaczęły szybko słabnąć. Jeszcze rok temu chętnie wyrokowali, że „Wasyl” stary i do niczego już się nie nadaje. Na Legię – zbyt słaby („w końcu mowa o klubie walczącym o mistrzostwo”). A on znów wszystkim spłatał figla. Wczoraj świętował wygraną 1:0 z Aston Villą.

Najnowsze

Igrzyska

Japonia niby leży polskim siatkarzom. Ale jednocześnie jest bardzo mocna

Jakub Radomski
1
Japonia niby leży polskim siatkarzom. Ale jednocześnie jest bardzo mocna

Komentarze

0 komentarzy

Loading...