Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama
Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama

Messi jest wielki! Krychowiak (tylko) świadkiem…

Piotr Tomasik

Autor:Piotr Tomasik

22 listopada 2014, 23:40 • 4 min czytania 0 komentarzy

Stało się. Długo wyczekiwany moment właśnie nadszedł. Leo Messi (27 l.) wyrównał, a następnie pobił należący do Telmo Zarry rekord bramek strzelonych w La Liga przez jednego piłkarza. Celowo tabloidowym zwyczajem przypomnieliśmy wam wiek Argentyńczyka. Wiele sezonów przed nim, aż strach pomyśleć, jak rekordowo wysoko zawiśnie ta poprzeczka w przyszłości.

Messi jest wielki! Krychowiak (tylko) świadkiem…

Camp Nou było na ten wieczór przygotowane od dawna. Założymy się, że już ponad miesiąc temu, podczas meczu z Eibar, tylko czekano na użycie pamiątkowych tablic i celebrę. Nie udało się wtedy, nie udało się później w trakcie meczu z Celtą Vigo, trzeba było czekać aż do dziś. Jednak styl, w jakim Messi stał się najlepszym strzelcem w historii ligi, powinien zrefundować kibicom wszystkie niedogodności. Trzy piękne bramki, które – ze względu na różnorodność – można potraktować jako coś w rodzaju streszczenia kariery genialnego Argentyńczyka na Camp Nou. Na początek rzut wolny, później wepchnięcie piłki do pustej bramki po kontrze, którą sam poprowadził, a na dokładkę – typowa dla Messiego klepka na linii pola karnego i strzał z szesnastu metrów. Wszystko, czym czarował przez lata w pigułce. Chapeau bas!

Zachwyty nad wyczynem Messiego zapewne przyćmią występ całej drużyny. Jest to oczywiście naturalne, lecz deczko niesprawiedliwe, bo dziś wszyscy podopieczni Lucho zasłużyli na atencję. Po ostatnich niepowodzeniach potrzebny był Barcelonie taki mecz. Tony zapowiedzi wyprodukowała przed spotkaniem hiszpańska prasa. Streścić można je następująco:
1) Barcelona jest w kryzysie, a pozycja Luisa Enrique słaba.
2) Sevilla po świetnym początku sezonu będzie miała idealną okazję, by potwierdzić wysokie aspiracje.

Skończyło się zamknięciem ust krytykom i bolesnym oklepem dla gości. Kolejnym, bo dzisiejsze 5-1 oznacza, że bilans Andaluzyjczyków z drużynami z wielkiej trójki jest wręcz tragiczny. Do starcia z Realem dojdzie dopiero w lutym, ale równie brutalnie przejechało się po nich Atletico (4-0). Trzeba chyba zweryfikować marzenia o zamieszaniu w czołówce. Za wysokie progi.

Jak wypadł Krychowiak? Tak jak cała drużyna, czyli blado. Oczywiście nie będziemy szczególnie zaskoczeni, jeśli hiszpańskie media uznają, że był najlepszym piłkarzem w swojej ekipie, ale umówmy się, po takim laniu to raczej średnia nobilitacja. Kilka odbiorów (w tym jeden efektowny na Messim) i typowe dla niego: duże zaangażowanie, czym kupuje sobie sympatię kibiców i jeszcze większe problemy z grą w piłkę, czym potwierdza wątpliwości bardziej sceptycznej ich części. Pewnego poziomu nie przeskoczy, co dzisiejsze starcie uwypukliło.

Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama
Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama

Fani dwóch najlepszych piłkarzy na świecie mieli dziś prawdziwe dożynki. Wieczór należał co prawda do Messiego, ale i Cristiano ostro dołożył do pieca. Portugalczyk wbił dwie bramki Eibar, a to oznacza, że w tym sezonie bramkarzy w La Liga pokonywał już 20 razy! Biorąc pod uwagę, że mamy listopad… Ciężko to w ogóle komentować. Wspomnimy tylko, że w historii Primera Division taki – lub niższy – dorobek strzelecki pozwalał odbierać Trofeo Pichichi na koniec sezonu. Oczywiście nie brakuje złośliwych komentarzy pod adresem Ronaldo. A to, że nikt w tym sezonie w czołowych ligach nie strzelał tak często z rzutów karnych (CR7 robił to już sześciokrotnie), a to znowu, że w historii samego Realu Portugalczyk stał się najskuteczniejszym egzekutorem jedenastek. Wszystko to oczywiście fakty, ale czy znacząco umniejsza to się osiągnięcia snajpera? Bądźmy poważni.

Poza tym, mecz w zasadzie bez historii. Real sprawdzał, jak wygląda życie bez kontuzjowanego Luki Modricia i okazało się, że nie jest najgorzej. Oczywiście taki a nie inny rywal powoduje, że test ten jest nie do końca reprezentatywny, ale trio Isco-Kroos-Rodriguez wypadło obiecująco.

Zaskakująco gładko swoje spotkanie wygrała druga ze stołecznych drużyn. Nasze zdziwienie wynika z faktu, że na Vicente Calderon nie przyjechał byle kto, a mocno rozpędzona Malaga. Drużyna, której trenerem jest Javi Gracia, zdobyła komplet w pięciu ostatnich spotkaniach ligowych! Może i nie byli to rywale z najwyższej półki, zgoda, ale seria i tak budziła uznanie. Dodatkowo Cholo nie mógł skorzystać z usług Joao Mirandy, którego dopadł wirus FIFA (kontuzji nabawił się w trakcie meczu Canarinhos z Austrią) i Guilherme Siqueiry, który pauzował za kartki.

Skończyło się na podgrzewaniu atmosfery, murawa dość szybko zweryfikowała marzenia gości o przedłużeniu serii. Nie minął kwadrans, a 13. (!) asystę w tym sezonie (we wszystkich rozgrywkach) zaliczył Koke. Bramka Los Colchoneros padła – cóż za niespodzianka! – po dośrodkowaniu z rzutu różnego. Jej strzelcem Tiago. Dalszy przebieg spotkania? Piłkarze Malagi żyłowali się strasznie, czego efektem był jeden gol. Podopieczni Simeone na luzie dołożyli dwa, choć szczerze mówiąc – nie mogli, a powinni zdobyć ich więcej. Różnica klas.

Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama
Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama

Najnowsze

Hiszpania

Hiszpania

Sevilla w obronie hiszpańskich sędziów. Gorąco przed meczem z Realem

k.ostrowicka
2
Sevilla w obronie hiszpańskich sędziów. Gorąco przed meczem z Realem

Komentarze

0 komentarzy

Loading...