Wyjeżdżali z Polski jako solidni ligowcy lub – jak w przypadku Nakoulmy czy Akahoshiego – prawdziwe gwiazdy Ekstraklasy. W zdecydowanej większości trafili do krajów lepiej rozwiniętych piłkarsko i klubów, w których mogą liczyć na zdecydowanie wyższe wynagrodzenie. Teraz, chcąc nie chcąc, wystawiają świadectwo polskiej piłce poza granicami naszego kraju. Jak sobie radzą i czy mają ciekawe widoki na przyszłość? Przyjrzeliśmy się sytuacji ośmiu czołowych stranierich, którzy w letnim okienku pożegnali się z Ekstraklasą.

Stranieri walczą o reputację Ekstraklasy. Jak dotąd wstydu nie przynieśli

Saïdi Ntibazonkiza – Akhisar Belediye
Ntibazonkiza trafił do dziesiątej drużyny tureckiej Süper Ligi z siedzibą w Akhisarze, położonym – co ważne – na zachodzie kraju, niecałe 100 kilometrów od Morza Egejskiego. Nowy klub Burundyjczyka przed sezonem pozbył się dotychczasowych lewoskrzydłowych, Taskirana i Vardara, a lider zespołu, Güray Vural – również grający po tej stronie boiska – został cofnięty do linii obrony. Wydaje się więc, że sytuacja ułożyła się idealnie pod kapryśnego Saïdiego, który lubi mieć niepodważalną pozycję w drużynie. Na efekty nie trzeba było długo czekać. W pierwszym i, jak dotąd, jedynym meczu ekipy z Akhisaru Ntibazonkiza strzelił gola i zaliczył asystę, a jego klub wygrał wyjazdowe starcie z Balikesirsporem 2:1.

Préjuce Nakoulma – Mersin Idman Yurdu
“Prezes” również trafił do Turcji, do beniaminka ligi z Mersin, położonego w południowej części kraju, nad Morzem Śródziemnym. Po awansie do Süper Ligi nowy klub Nakoulmy dokonał aż siedemnastu transferów i pod tym względem tylko nieznacznie ustępuje Lechii Gdańsk. Wśród ostatnich nabytków trzeba wyróżnić dobrze znanego kibicom Legii Wellitona ze Spartaka Moskwa oraz byłego reprezentanta Turcji, Sarkana Balciego. Préjuce rozpoczął sezon jako piłkarz pierwszej jedenastki i rozegrał pełne 90 minut na lewej pomocy. Debiut nie był jednak zbyt udany, bo jego drużyna minimalnie przegrała z bardzo mocnym Besiktasem.

Bekim Balaj – SK Slavia Praga
Były napastnik Jagiellonii zamienił Ekstraklasę na silniejszą – przynajmniej według rankingów UEFA – czeską Synot ligę. Slavia poprzedni sezon zakończyła na rozczarowującym, trzynastym miejscu, lecz w nowe rozgrywki weszła zdecydowanie lepiej. Po sześciu kolejkach nowy klub Balaja jest wiceliderem i ma tylko punkt straty do prowadzącej Viktorii Pilzno, którą niedawno pokonał w bezpośrednim starciu. Tak obiecujący start to również zasługa albańskiego napastnika, który pięć z sześciu spotkań rozpoczął w podstawowym składzie i zaliczył już dwie bramki oraz jedną asystę. Poza Balajem do miejsca w środku ataku aspirują mniej renomowani Czesi, a najlepszy z nich, Milan Skoda może się pochwalić ligowym bilansem 156 spotkań i 29 goli.

Daylon Claasen – TSV 1860 Monachium
Reprezentant RPA zamienił walkę o mistrzostwo Polski na grę o awans do pierwszej Bundesligi, pod wodzą znanego gdańskim kibicom Ricardo Moniza i u boku Grzegorza Wojtkowiaka. Poprzedni sezon TSV zakończyło na siódmej pozycji, z 12-punktową stratą do strefy barażowej. Obecnie klubowi wiedzie się jeszcze gorzej, bo po dwóch remisach i dwóch porażkach zajmuje szesnaste miejsce w ligowej tabeli. Jedyna rzecz, która w przypadku Claasena nie uległa zmianie, to rola rezerwowego. Były piłkarz Lecha jak dotąd trzy razy pojawiał się na boisku i za każdym razem wchodził z ławki. Co ciekawe, Moniz na wszystkie cztery dotychczasowe spotkania wystawił innego prawego pomocnika i za każdym razem nie był to Claasen. Tak duża rotacja wskazuje jednak, że prędzej czy później reprezentant RPA dostanie swoją szansę od pierwszych minut.

Wladimer Dwaliszwili – Odense Boldklub
Zamiany mistrza Polski na ósmą drużynę duńskiej Superligi z pewnością nie można nazwać sportowym awansem. Co więcej, nowa ekipa Gruzina w tym sezonie jeszcze bardziej dołuje i wiele wskazuje, że czeka ją walka o utrzymanie. Po sześciu kolejkach Odense zdobyło zaledwie pięć punktów i zajmuje dziesiąte miejsce w 12-drużynowej lidze. Dla Dwaliszwilego to raczej dobra wiadomość, bo do klubu został ściągnięty w charakterze strażaka. W ostatniej kolejce po raz pierwszy pojawił się na boisku, na końcowe 20 minut gry. Rywale Gruzina do miejsca w ataku swoimi nazwiskami raczej nie powalają. Do tej pory na szpicy grywał inny nowy nabytek, Mikkelsen oraz młody Jensen, któremu przed rokiem udało się nawet zadebiutować w reprezentacji Danii.

Henrik Ojamaa – Motherwell FC
O sile Scottish Premiership mogliśmy się przekonać przed kilkoma tygodniami, kiedy to Legia wytarła podłogę tamtejszym hegemonem. W tej właśnie lidze Motherwell przegrało cztery ostatnie mecze i obecnie zajmuje trzecie miejsce od końca. Przy trzech porażkach swój udział miał Ojamaa, który rozegrał całą drugą połowę w starciu z Iverness, po czym dwukrotnie wybiegł w pierwszej jedenastce. Jego dorobek to zero goli i zero asyst, co specjalnie dziwić nie powinno, zważywszy na fakt, że Motherwell nie zdobyło w tych spotkaniach nawet jednej bramki. Jedynym pozytywem dla Estończyka jest fakt, że wrócił na pozycję cofniętego napastnika, na której podobno czuje się najlepiej.

Takafumi Akahoshi – FK Ufa
Jeden z najlepszych pomocników Ekstraklasy przeniósł się do beniaminka rosyjskiej Premier Ligi. Ufa to ponad milionowe miasto położone około 200 kilometrów od granicy z Kazachstanem, na wysokości Aktobe, w którym niedawno męczyła się warszawska Legia. Głównym celem klubu Akahoshiego jest utrzymanie, a poza Japończykiem pomóc w tym ma dwunastu nowych zawodników, w tym Emmanuel Frimpong z przeszłością w Arsenalu. Póki co były pomocnik Pogoni nie ma zbyt silnej pozycji w klubie i zagrał tylko w dwóch spotkaniach. W meczu z Zenitem wszedł na całą drugą połowę, a w starciu z Rubinem wybiegł nawet w podstawowej jedenastce. Nie poszło mu jednak najlepiej, bo został zdjęty z boiska już w 36. minucie gry, bynajmniej nie z powodu urazu. Jak sam tłumaczył po meczu, jego gra musiała nie spodobać się trenerowi.

Dalibor Stevanović – Torpedo Moskwa
Stevanović, po zebraniu niezliczonej liczby plusów NC+, udał się do innego beniaminka rosyjskiej Premier Ligi, Torpedo Moskwa. Trzeba przyznać, że Słoweniec szybko wywalczył sobie miejsce w podstawowej jedenastce, gdzie gra jednego z dwójki defensywnych pomocników, ramię w ramię z przekwalifikowanym na tę pozycję Adamem Kokoszką. Środek pola ulepiony z byłych graczy Śląska radzi sobie ze zmiennym szczęściem. Tak ustawione Torpedo wygrało tylko jeden mecz, a dwa razy dało się pokonać. Szczególnie bolesne okazało się niedawne starcie z ekipą Artura Jędrzejczyka, FK Krasnodar, przegrane na własnym boisku w stosunku 0:3.

Michał SADOMSKI

Liczba komentarzy: 2
Subscribe
Powiadom o
guest
2 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments