Obaj bardzo szybko podjęli decyzję o wyjeździe, po czym ruszyli w wielki świat. Bez kompleksów, choć zgodnie przyznają, że gdzieś z tyłu głowy mają świadomość, jak ryzykowny i istotny dla ich przyszłości był to pomysł. Wyrwaliśmy dziś na dłuższą chwilę z przygotowań do piątkowego finału Pucharu Syrenki dwóch naszych reprezentantów – Huberta Adamczyka z Chelsea oraz Mateusza Ostaszewskiego z Borussii Dortmund, czego efekt zobaczycie za chwilę.

Puchar Syrenki: Nasi z Chelsea i Dortmundu (video)

O Adamczyku wszyscy ludzie z jego otoczenia, z którymi przyszło nam rozmawiać, odpowiadają wyuczoną – zdawałoby się – formułką: „Bardzo skromny chłopak, krótko trzymany przez wyjątkowo rozsądnych rodziców”. OK, możemy przyznać się bez bicia, że takie powtarzające się opinie zachęcały nas do śmieszkowania. Gość zamiast do liceum w Bydgoszczy jedzie na Stamford Bridge i ma być cichy? Grzeczny? Po co ta cała bajerka? Ale on już od pierwszych słów sprawia wrażenie kogoś, kto ma parę lat więcej. A jeśli do tego rzeczywiście dochodzą ogarnięci rodzice – tym lepiej. Ci, którzy są naocznymi uczestnikami meczów juniorskich doskonale bowiem wiedzą, że niewiele jest gorszych rzeczy od eksperta-tatusia czy rozjuszonej mamuśki…

Bardzo podobną opinią cieszy się Ostaszewski. Wyluzowany, jak na swój wiek, z dystansem do swojej osoby, co u 16-letniego zawodnika nie jest wcale normą. No, tyle że jeśli chłopak w trzy miesiące nauczył się niemieckiego praktycznie od zera do takiego stopnia, że nie dość, że może się swobodnie komunikować, to jeszcze chodzi do zwykłej szkoły w Dortmundzie i uczy się razem z rówieśnikami… To zasługuje na uznanie, serio.

Żeby nie przedłużać tego ciut długiego wstępu: w żadnym stopniu nie przesądzamy, że oto przed wami przyszli koledzy Gundoganów czy innych Oscarów. Przed wami kandydaci na dobrych lub bardzo dobrych piłkarzy, jednak wciąż tylko kandydaci. Po tym spotkaniu jesteśmy trochę bardziej przekonani, że może im się na Zachodzie udać, aczkolwiek kluczowe lata i tak dopiero przed nimi…