Reklama

Derby Anglii w chlaniu. Lee Sharpe vs. Spice Boys

redakcja

Autor:redakcja

27 sierpnia 2014, 09:52 • 7 min czytania 0 komentarzy

Chociaż ta historia zdaje się mieć nieskończenie wiele wersji, postaram się przybliżyć tę najbardziej prawdopodobną. Wczesne lata 90-te, jeden z typowych domów na przedmieściach w Manchesterze. Ryan Giggs i Lee Sharpe szykują się na imprezę. Sharpe siedzi u góry, dobierając koszulę i marynarkę, poprawia włosy. Zniecierpliwiony „Giggsy” jest na dole i popija piwko, oparty o lodówkę. Dwóch lub trzech innych juniorów Manchesteru United krząta się po domu, oczywiście są też jakieś dziewczyny i znajomi. W pewnym momencie dzwonek do drzwi, otwiera Ryan i konsternacja – wchodzi sir Alex Ferguson. Wyrzuca gości, a samego Ryana beszta z góry na dół. To wtedy Walijczyk dowiedział się po raz pierwszy, co znaczy sławna suszarka „Fergiego”. To kluczowy moment kariery Giggsa i Sharpe’a. Po nim już nic nie było takie samo.

Derby Anglii w chlaniu. Lee Sharpe vs. Spice Boys

Mianem derbów Anglii określa się pojedynki pomiędzy Liverpoolem, a Manchesterem United. W latach 90-tych młodych graczy „The Reds” określano mianem „Spice Boys”, ale takowych miały także „Czerwone Diabły” i nie chodzi wcale o Beckhama. Prawdziwym „Spice Boyem” był Lee Sharpe, dlatego dzisiaj zajmiemy się jego historią.

Wróćmy do pechowego wieczoru roku 1992. Podczas gdy sir Alex krzyczał na Ryana, Lee dalej stroił się przed lustrem. Wiadomo – wieczór, piwko, podryw, kluby. Manchester tętniący życiem, na topie zespoły takie jak Stone Roses, a także różnej maści imprezy z muzyką elektroniczną, m. in. Rave czy House. Tego wieczoru jednak „Sharpie” nigdzie nie poszedł. Ktoś nagle wparował do jego pokoju, krzycząc: „Szef wpadł!”. Lee tylko się uśmiechnął, powiedział: „Taaa, jasne…” i nadal się stroił. Na dole trwał jednak popłoch. Inni, anonimowi juniorzy United uciekli (jeden ponoć wyskoczył z pierwszego piętra przez okno), za to na dół zszedł Sharpe.

Wyobraźcie sobie jego zdziwienie, kiedy zobaczył sir Aleksa. Tak jak napisałem wcześniej, był to moment zwrotny w karierze obu panów. Giggs po tym zdarzeniu uspokoił się z imprezami, a gdzie doprowadziła go jego ciężka praca wszyscy doskonale dziś wiemy. Odwrotnie stało się z Sharpe’em – ten niczego się nie nauczył, a jego kariera nie rozwinęła się nawet w połowie tak dobrze, jak przepowiadało wielu ekspertów. A musimy powiedzieć, że był to czas, kiedy Lee uznawany był za równie utalentowanego, co młodszy o dwa lata Ryan.

Image and video hosting by TinyPic

Reklama

Dzisiaj wszyscy mówimy o sławnej już Klasie rocznika 1992, która dała „Czerwonym Diabłom” Giggsa, Scholesa, braci Neville’ów, Butta i Beckhama, a zarazem dała podwaliny pod dalsze sukcesy United. Pierwszym z młodziaków, który wszedł do dorosłej drużyny był jednak Lee Sharpe, o czym niewielu już dzisiaj pamięta. Efektowny, utalentowany, do tego ulubieniec wszystkich nastolatek. Dziś mówi się, że był pewnym spoiwem łączącym czasy George’a Besta i Davida Beckhama. To Lee był pierwszym „Spice Boyem” w Manchesterze, do tego przylgnęła do niego łatka, której nikomu nie trzeba tłumaczyć – „party animal”. Na początku lat 90-tych marzono o „Nowym Beście”, a taką etykietkę przyklejano kolejnym piłkarzom, w tym właśnie Giggsowi i Sharpe’owi. Jak pokazało życie, to właśnie Lee zbliżył się najbardziej do trybu życia legendarnego „Chłopaka z Belfastu”, oczywiście w złym tego słowa znaczeniu.

Zacznijmy jednak od początku. Talent „Sharpie’ego” wystrzelił niesamowicie szybko. Chłopak miał 17 lat, kiedy zadebiutował w barwach Torquay United. Zdążył zaliczyć ledwie 14 meczów, po czym sir Alex Ferguson zakochał się w jego grze i wyłożył 200 tysięcy funtów na transfer. Był rok 1988, a suma ta stanowiła wówczas najwyższą, jaką zapłacono za gracza poniżej 18 roku życia. Lee momentalnie wszedł do drużyny i zaczęło się szaleństwo. Nie było w całym Manchesterze dziewczyny, która nie kochałaby się w młodym gwiazdorze. Cytując jednego z angielskich dziennikarzy: „Nastawała powoli era modnych, młodych gwiazdek futbolu. Sam sport pozbywał się za to systematycznie etykietki „rozrywki dla pariasów”. Sharpe świetnie wpisywał się w ten trend”.

Paul Gascoigne na mundialu w Italii w 1990 roku skradł serca wszystkich Anglików, ale wkrótce to Sharpe ukradł cały blask „Gazzie”. Lee zaliczał kolejne gole, po których prezentował efektowne cieszynki. Raz było to kołysanie biodrami w stylu Elvis Presleya, jeszcze innym razem tańczył lambadę. Korzystał ze sławy jak mógł, a kiedy wychodził wieczorem do klubów, wraz z nim bawił się cały Manchester. Zacytujmy jeszcze raz prasę: „Był to czysty hedonizm – zarówno na murawie, jak i poza nią”. Z dzisiejszego punktu widzenia Sharpe’a można nazwać prototypem Davida Beckhama. Ale Lee nie tylko balował, był także świetny na boisku. Zadebiutował w kadrze Anglii, otrzymał tytuł najlepszego młodego gracza ligi, a wraz z United zdobył Puchar Zdobywców Pucharów. Po drodze „Czerwone Diabły” wyeliminowały m. in. Legię, a „Sharpie” strzelił taką oto bramkę.

Miał kilka legendarnych spotkań, w tym hattrick przeciwko Arsenalowi w Pucharze Ligi czy sławna piętka w meczu z Barceloną, ale w pewnym momencie cała ta piękna bańka pękła. Sharpe złapał kontuzje, po których nigdy już nie wrócił do pewnej sprawności i musiał ustąpić miejsca wchodzącemu do drużyny Ryanowi Giggsowi (grali na tej samej pozycji). Dodatkowo, coraz mniej rozumiał się z Fergusonem. Sir Alex był prostym człowiekiem z Govan, wyznającym zasady klasy robotniczej, nie lubił blichtru. A „Sharpie”? Fajne wozy, piękne dziewczyny, imprezy i zmiany fryzur. Mówi się, że jego zła forma zaczęła się wraz z nasileniem imprezowego stylu życia, ale sam piłkarz mówi co innego. Zdaniem Lee w jego karierze zabrakło tzw. „okresu przejściowego”.

Klasa 92 trenowała od małego na Old Trafford, a jego od razu wrzucono na głęboką wodę. Pograł trochę w Torquay i zaraz grał już w Manchesterze United. Nie miał tej podstawy, jaką mieli Scholes i spółka. Dodatkowo gra Sharpe’a opierała się przede wszystkim na jednym – szybkości. Sam Lee wspomina: „To proste. Piłka przed siebie i biegłem”. Kontuzje zrobiły swoje, a kiedy zabrakło szybkości, to nie był już ten sam gracz. Oczywiście miewał przebłyski, ale gdzieś to wszystko uciekło, a gorzała i balangi dopełniły aktu zniszczenia. „Sharpie” nie zaistniał także w kadrze. Mimo, iż był najmłodszym powołanym piłkarzem United od czasów Duncana Edwardsa, zdołał zagrać ledwie osiem razy. Miał zastąpić na lewej flance Johna Barnesa. Nie wyszło.

Reklama

Po odejściu z Old Trafford grał jeszcze w Leeds, Bradford i kilku innych klubach, a nawet w Islandii. Kończyło się zawsze tak samo – kolejni menedżerowie po jakimś czasie odstawiali go na boczny tor. Sam Lee nie ma wątpliwości: „To dlatego, że grałem z uśmiechem na ustach, a w futbolu wszystko jest takie poważne”. A on był kolorowym ptakiem, któremu przede wszystkim zależało na dobrej zabawie. Kontuzje miały duży wpływ na jego karierę, ale u Sharpe’a leżał także etos pracy. Sam skrzydłowy nigdy nie chciał dostosować się do nowych realiów. Mało pracował nad swoją grą, nie robił postępów. Kiedy stał się wolniejszy, było praktycznie po nim.

Image and video hosting by TinyPic

Koledzy z United zostawali po treningach by się doskonalić, ale on nigdy, miał to gdzieś. Sam po latach wyśmiewał się z nich głośno: „Oglądać powtórki własnych występów, zagłębiać się w statystykach prawego obrońcy West Hamu lub chodzić spać w maju natarty jakąś maścią? To raczej dobre dla Phila Neville’a. Ale ja nim nie jestem…”. Dostawało się także często drugiemu z braci: „Dobra zabawa według Gary’ego Neville’a? Ćwiczenie długich autów…”. Nie można nazwać Sharpe’a profesjonalistą pełną gębą, ale paradoksalnie wszystkie jego zainteresowania poza boiskowe doprowadziły go do… wielkiej sławy.

Dzisiaj „Sharpie” jest celebrytą, często gości w telewizji. Brał udział w brytyjskich wersjach reality show, jak np. „Celebrity Love Island”. Występował także w popularnych programach rozrywkowych, takich jak „Dancing on Ice”, „Celebrity Wrestling”, a nawet wystąpił w jeden z telenowel. Żeby jednak nie było tak, że całkowicie odciął się od futbolu, pracuje także jako piłkarski ekspert telewizyjny. Jego CV w tym względzie jest dość imponujące: BBC Match of the Day 2, ESPN Asia, a nawet Abu Dhabi Sports Channel.

Lee Sharpe nie zmienił się nic a nic wraz z upływem czasu. Nadal lubi się dobrze zabawić, dodatkowo szeroko czerpie garściami ze swojego statusu celebryty. Imprezuje, romansuje z różnymi gwiazdkami, w gruncie rzeczy takimi samymi jak on. O swojej karierze mówi za to tak: „Dobre czy złe rzeczy, ale wszystko to co wydarzyło się w futbolu, doprowadziło mnie do tego, co mam dzisiaj”. Spytany czy żałuje czegokolwiek ze swojej kariery, zaprzepaszczonej szansy itp., jedynie uśmiecha się szeroko w swoim stylu, mówiąc: „A skąd. Jest super”.

Kuba Machowina

Najnowsze

Anglia

Anglia

Oficjalnie: Jakub Moder ma nowego trenera. To 31-latek

Bartosz Lodko
2
Oficjalnie: Jakub Moder ma nowego trenera. To 31-latek

Komentarze

0 komentarzy

Loading...