Przez dekadę był niekwestionowanym królem Stamford Bridge. Obok Terry’ego, Lamparda i Ashleya Cole’a stał się symbolem wzrostu potęgi „The Blues”, samemu zdobywając pozycję jednego z najlepszych – jeśli nie najlepszego – bramkarza świata. Przed sezonem stało się jednak jasne, że mocna pozycja Czecha może ulec zmianie, a wszystko oczywiście za sprawą genialnego młodziana Thibaut Courtois. Poprzednie sezony pokazały, że Belg jest już gotowy do gry na najwyższym poziomie i jego powrót na Stamford Bridge ma sens tylko wtedy, gdy będzie grał pierwsze skrzypce. Tak też się stało w meczu przeciwko Burnley i Petr Cech usiadł na ławce, a cały świat futbolu zadał sobie pytanie: Czy zmiana warty w bramce Chelsea stała się właśnie faktem?

Time to say goodbye? Koniec ery Petra Cecha

Prasa przed sezonem pisała, że Mourinho kocha takie dylematy bogactwa, ale będzie to bardzo ciężkie do pogodzenia. Jedni pisali, że jest to układ, który Portugalczyk jest w stanie poskładać w sensowną całość. Inni twierdzili znów, że nie będzie to uczciwe dla żadnego z bramkarzy i żaden z nich nie przystanie pewnie na bycie tym drugim. Zgadzam się z drugą opcją – gołym okiem widać, że posiadanie dwóch z trzech najlepszych golkiperów świata w jednym zespole to fatalna sytuacja i nie skończyłaby się dobrze dla drużyny Portugalczyka. Kogo zatem wybrać? To niezbyt trudne. Sport jest okrutny – skoro Courtois jest gotowy, to trzeba wybrać młodszego.

Ciekawie do całej sprawy podszedł były obrońca Arsenalu, Martin Keown. Twierdzi on, że owszem, puchary i zwycięstwa są ważne, ale to tylko jedna strona medalu. Jeśli nie grasz regularnie, to guzik Cię to obchodzi. Piłkarze – tak jak inni ludzie – są zazdrośni i egoistyczni. Jeśli grasz, jesteś szczęśliwy. Jak grzejesz ławę, wpływa to na twoje całe życie, nie tylko sportowe. Poza tym tu chodzi o Petra Cecha. Nie mówimy o byle piłkołapie, tylko najlepszym bramkarzu ostatniej dekady w Premier League. Dzisiaj Czech nie jest już wyłącznie świetnym piłkarzem – to prawdziwy pomnik wśród golkiperów.

Image and video hosting by TinyPic
źr. whoscored.com

Sam „The Special One” widzi to tak, że z chęcią zachowałby obu, ale wie, że to nierealne. Poza tym czy byłby to mądry wybór? Z pewnością nie, ponieważ zachwiałoby to zespołem. Pozycja bramkarza jest najbardziej kluczową w drużynie i jeśli dany gracz nie ma czarno na białym powiedziane, że to on jest numerem jeden w bramce, to w końcu straci pewność siebie i zacznie zaliczać gafy. Chelsea zawsze słynęła z perfekcyjnej organizacji w obronie, a obecna sytuacja zdestabilizowałaby grę tego zespołu. Poza tym tak jak wspomniałem wcześniej – wątpię, by któryś z nich chciał dzielić się miejscem między słupkami lub być opcją rezerwową.

Chociaż futbol ma w sobie sporą dozę romantyzmu, ostatecznie nie jest w stanie pominąć tak banalnych kwestii jak biologia. Nie ma ludzi niezastąpionych, a starsi w końcu ustępują miejsca młodszym. Nawet Ryan Giggs, chociaż mocno powyginał możliwości ludzkiego organizmu, musiał w końcu oddać czerwoną koszulkę z numerem jedenastym.

Nie wiem, czy Thibaut Courtois prezentuje wyższy poziom od Cecha, ale na pewno zbliżony. A w takiej sytuacji „The Blues” nie mogą sobie pozwolić na stratę piłkarza, który rozwiąże problemy klubu z obsadą bramki na następne kilkanaście lat. Oczywiście sam czeski bramkarz nadal jest w kwiecie wieku, gracze na jego pozycji starzeją się przecież wolniej. Przed Petrem jeszcze wiele lat gry na najwyższym poziomie, ale najprawdopodobniej już w innym klubie.

Gdybym był kibicem Chelsea, byłbym naprawdę rozdarty. Z jednej strony Cech jest legendą klubu, częścią rodziny „The Blues” i kimś, kto już na zawsze pozostanie symbolem pewnej ery. Petr zdobył trzy tytułu mistrza kraju, wygrał LM, kilka krajowych pucharów i fajnie byłoby go oglądać na Stamford Bridge do końca kariery. Gdybym jednak był Jose Mourinho, postąpiłbym podobnie jak on i nie miałbym wątpliwości, na kogo postawić. Stawiając hipotetycznie na Cecha dostaniemy kilka lat spokoju, ale co potem? A drugi taki jak Courtois może się długo nie trafić.

Kuba Machowina