Olivier Kapo, 9-krotny reprezentant Francji, były piłkarz m.in. Juventusu Turyn, na rok w Koronie Kielce. Jeszcze parę lat temu przyjęlibyśmy to pewnie tak jak informację „Pierwszy Polak na księżycu”, ale dziś… Dziś łapiemy się na tym, że wyłącznie przyglądamy się tej historii z niepewnością i tak typowo po polsku zastanawiamy: gdzie jest feler? Kiedy i z jakiego powodu zakończy się bez happy-endu.

Kapo w Kielcach. Fajnie, choć to on jest już tak nisko, a nie Korona tak wysoko

Kiedyś owszem – kiedyś Kapo to był piłkarz. Na przykład 10 czy 12 lat temu, kiedy grywał w reprezentacji Francji z czasów Zidane’a, Blanca, Desailly’ego czy Petita. Gdy z Auxerre odchodził do Juventusu Turyn prowadzonego przez Capello i kopał tam ramię w ramię z Buffonem, Nedvedem czy Thuramem. Głównie na treningach, ale z takimi to przecież nawet nie wstyd przegrać. Jak sam twierdzi – piłkarza zrobił z niego Guy Roux. Didier Deschamps z wszystkich sił próbował go zwerbować do Monaco, a gdy wreszcie to się stało, zaraz stracił pracę. Powtórzymy: niewątpliwie swego czasu TO BYŁ PIŁKARZ, który na myśl o polskiej lidze mógłby się najwyżej uśmiechnąć. Ironicznie. Jeszcze siedem, no od biedy pięć lat temu.

Z drugiej strony, dwanaście, dziesięć, siedem sezonów temu – jakie to ma przełożenie na tu i teraz? Mamy wręcz silne przeświadczenie, że gdyby cała kariera Kapo wyglądała tak, jak jego pięć ostatnich sezonów, to pewnie… Nigdy byśmy o nim nie usłyszeli. Spójrzcie sami:

Sezon 2009/2010: Boulogne (Francja, 1. liga)
16 meczów, 2 gole, 2 asysty

Sezon 2010/2011: Celtic Glasgow (Szkocja) i AL Ahli (Katar)
2 mecze w Celticu, 0 goli, 1 asysta. Al Ahli – 6 meczów, 2 gole

Sezon 2011/2012: AJ Auxerre (Francja, 1. liga)
15 meczów, 4 gole, na przemian pierwszy skład i ławka

Sezon 2012/2013: AJ Auxerre (Francja, 2. liga)
24 mecze, 8 goli, 3 asysty

Sezon 2013/2014: Levadiakos (Grecja)
19 meczów, 2 gole, 5 asyst. Rzadko po 90 minut. Końcówka sezonu z kontuzją.

To zdecydowanie nie jest facet znikąd. Jak parę miesięcy temu wyprawiał wesele, to bawili się na nim piłkarze, działacze, politycy. Z jednej strony El Hadj Diouf, z drugiej dyrektor sportowy Auxerre. Tak na marginesie: do żon też ma nie byle jaką rękę, bo po tym jak rozstał się z wicemiss Wybrzeża Kości Słoniowej, parę miesięcy temu pobrał się z Miss Senegalu.

Ale wracając do tego, co istotne: piłkarsko już od sezonu 2008/2009 jest u niego raczej słabo. A przynajmniej znacznie poniżej oczekiwań z początków kariery. W Celticu nie pograł ani trochę. Narzekał, że nie mógł się odnaleźć i musiał zmienić klimat. Wyjechał do Kataru, zaraz wrócił do Auxerre, w którym z kolei czuł się jak u siebie w domu. W wywiadach powtarza w nieskończoność, że to jest w klub, zawdzięcza mu wszystko i mógłby w nim zakończyć karierę.
Rzecz w tym, że nie skończył, tylko spadł do drugiej ligi, po czym odszedł do Levadiakosu.

– Mam wielkie pragnienie, by pokazać, że moja lewa noga jeszcze coś znaczy – tak mówił rok temu w wywiadzie dla rodzimych mediów z Abidżanu. Rodzimych, bo przecież pochodzi z WKS, choć wiele lat temu zdecydował się na występy dla Francji. Co ciekawe, skromny udział w podjęciu tej decyzji mieli dwaj Polacy – Tomasz Kłos i Marcin Kuźba, z którymi pod koniec minionego wieku grał w Auxerre. W lidze francuskiej obowiązywał wówczas limit obcokrajowców, a AJA miał już w składzie Marokańczyka oraz dwóch Polaków. Wszystkim w klubie było więc na rękę, że Kapo zatroszczył się o francuski paszport.

– Wiem skąd pochodzę i co osiągnąłem. Dojść do tego w mojej sytuacji… Tylko dziękować Bogu, że mi się udało – tak podsumowywał przed rokiem, zapowiadając jednak, że chciałby jeszcze znaleźć klub we francuskiej Ligue 1. Jak wiadomo, niewiele z tego wyszło.

Żeby było jasne: Nie chcemy dowodzić, że transfer do Korony nie ma sensu. Nic z tych rzeczy. To oczywiście transfer bez wielkiej przyszłości. Dość powiedzieć, że jeszcze kilka tygodni temu spekulowano czy Kapo nie zakończy kariery (ma dziś 34 lata) i nie zostanie jednym z dyrektorów w Auxerre. Nie ma w nas euforii, choć atutem jest niewątpliwie cena. Gdybyśmy mieli wybór: płacić 25 tysięcy zł Danielowi Gołębiewskiemu albo 25 tysięcy Olivierowi Kapo (a mniej więcej tyle dostanie w Koronie) to bez dwóch zdań wybralibyśmy tę drugą opcję.

Jesteśmy po prostu… Nieufni. Chyba tak to można ująć. Ryszard Tarasiewicz przed kilkoma dniami mówił: – Zaczerpnąłem o nim języka u znajomych, jak wyglądał w ostatnich miesiącach i są to bardzo pochlebne recenzje. Nie miał problemów zdrowotnych, grał regularnie, a przede wszystkim jest niezwykle pracowity. Wierzę, że będzie naszym solidnym wzmocnieniem.

Tak mówił, a my mamy poważne wątpliwości czy to prawda. We Francji, owszem – w Auxerre, do którego Kapo ma sentyment, w którym de facto się wychował i wypromował, nie powiedzą o nim złego słowa. Ale już z Grecji napływały sygnały dość niepokojące. Że podatny na urazy (w wywiadach sam przyznawał wiele razy, że kontuzje blokowały mu karierę), że miewał przebłyski, ale generalnie pożytek z niego był wątpliwy. Niektóre źródła mówią wręcz o tym, że był ciałem obcym w szatni, że zdarzało mu się np. odmówić występu w sparingu.

Nie mamy pojęcia, nie będziemy wyrokować, co z tego się wykluje. Korona Kielce bez wątpienia nigdy dotąd nie miała takiej postaci w swoim składzie. Mimo 34 lat na karku i sukcesywnego zjazdu coraz niżej, są podstawy aby sądzić, że Kapo piłkarsko może jej się przydać. Koniec końców: to tylko polska liga. Ale równocześnie trzeba mieć świadomość, że to nie Korona wzniosła się na tak wysoki poziom, by być w stanie ściągnąć Oliviera Kapo. To on zszedł tak nisko, żeby tu przyjechać i zarabiać ok. 6 tysięcy euro.