Był sobie kiedyś Piast Gliwice. Zespół niepozorny – wyrazisty mniej więcej tak jak jego trener – choć przez jakiś czas robiący w Ekstraklasie nadspodziewanie dobry wynik. Całkiem nieodległa przeszłość, niemniej wielu pewnie wraca do niej z sentymentem, bo to, co dziś dzieje się w Gliwicach nadawałoby się raczej na wieloodcinkowy serial. Przy czym nie byłaby to produkcja śmiertelnie poważna, raczej lekko komediowa. W Piaście oczywiście prężą muskuły do kamery, robią groźne miny, wrzucają trudne hiszpańskie słówka, ale fundamenty tej konstrukcji zdają się być tak solidne jak te domki na palach, które trener Perez Garcia oglądał na Malediwach.

W Piaście stworzyli potwora. Trenerskie perpetuum mobile!

Gliwiczanie w Szczecinie zamykają dziś czwartą kolejkę Ekstraklasy. I jak dla nas – znów proszą się o lanie. Kursy bukmacherów: 1.6 – 1.7 aż wołają do nas: weź mnie i skorzystaj.

Przynajmniej z dwóch powodów.

1. Pogoń jeszcze w tym sezonie nie przegrała. Jednak to co szczególnie nam się w niej podoba, to jak zareagowała na perspektywę utraty Robaka i Akahoshiego. Bądź co bądź obaj zapewnili jej w poprzednim sezonie 29 goli i 19 asyst. Widać, że przez całe lato Dariusz Wdowczyk musiał nieźle się nagłowić, jak z tej sytuacji wyjść obronną ręką i póki co wychodzi. Robak oczywiście wrócił, ale w międzyczasie Pogoń zdążyła wbić rywalom 9 goli, które rozłożyły się między siedmiu zawodników. Nie tylko dobrze wprowadził się Zwoliński (2 trafienia), ale pomysłowo udało się wykorzystać też ofensywne zapędy Frączczaka. Zmienić mu pozycję, nakłonić do strzelania goli i dawania asyst.

2. Piast zdaje się być na zupełnie przeciwnym biegunie. Jego bolączka numer jeden, niezmiennie poza toną szrotu w składzie, to gra defensywna. 3 mecze, 8 straconych goli. Notoryczne błędy – a to Piotra Brożka, a to duetu stoperów Horvath – Polak. Do tego wątpliwa jakość Cifuentesa w bramce.

Mimo wszystko dobrze wiedzieć, że mimo tych kłopotów w Gliwicach nie tracą rezonu. Asystent Angela Pereza Garcii (ten o trudnym tunezyjskim nazwisku) jeszcze dziś na łamach katowickiego Sportu zdążył puścić takiego bąka, że aż zrobiło nam się słabo i musieliśmy otworzyć okno. Czytajcie uważnie:

– Nasi nowi zawodnicy zagraniczni byli najpierw bardzo dobrze przez nas obserwowani. Widzieliśmy wiele meczów, w których się prezentowali i dopiero wtedy podejmowaliśmy decyzje. Pracujemy z Angelem wiele lat i rozumiemy się bez słów. Oglądamy razem mecze praktycznie 24 godziny na dobę. Czujemy piłkę tak samo. Pracując z Angelem wszystko jest łatwiejsze.

Duet idealny. Z Angelem można konie kraść! Aha, jeśli ciągle nie wiecie o jakich to zawodnikach mowa, którzy byli tak dokładnie obserwowani podczas 24-godzinnych futbolowych maratonów, przedstawiamy. Zresztą w komplecie powinni dzisiaj zagrać. Po pierwsze – Armando Nieves. Stoper, który ostatnio nadrabiał zaległości w trzeciej lidze, ale można być spokojnym, że trenerzy Piasta dokładnie przestudiowali wszystkie jego mecze w lidze kolumbijskiej. Roboty nie mieli zresztą wiele, bo w tym roku kalendarzowym zaliczył ich dokładnie pięć. Po drugie – Amine, inaczej mówiąc Mohamed Hadj Said, Tunezyjczyk, którego asystent trenera z pewnością nie musiał długo maglować, bo jeszcze 3 lata temu wspólnie grali w jednym klubie (CD Badajoz). Ostatnio zresztą zadanie byłoby lekko utrudnione, bo w barwach Club Africain występował, delikatnie mówiąc, nieregularnie. I po trzecie – Alberto Cifuentes, bliski kumpel wspomnianego asystenta. Człowieka zawodowo zajmującego się zresztą menedżerką.

Ale dobrze wiedzieć, że kawał ciężkiej roboty został wykonany. Czekamy na owoce!