Moglibyśmy was w ten miły wieczór poczęstować jakimś brawurowym, błyskotliwym tekstem zamykającym czwartą kolejkę Ekstraklasę. Moglibyśmy… Ale z dwóch powodów raczej tego nie zrobimy. Po pierwsze dlatego, że grały ze sobą Pogoń z Piastem. Po drugie (jakby już tamtego było mało) grały tak, że wszyscy obecni na stadionie i przed telewizorami momentami dostawali skrętu kiszek. Jeśli przegapiliście, a z jakichś niewyjaśnionych względów chcecie wiedzieć, jak w polskim wydaniu wygląda „typowy mecz walki”, oto idealny przykład.

To nie mógł być dobry mecz, jeśli pierwsze skrzypce grał Klepczyński

WARSZAWA 28.10.2012 MECZ 9. KOLEJKA T-MOBILE EKSTRAKLASA SEZON 2012/13: LEGIA WARSZAWA - PIAST GLIWICE 3:2 --- POLISH TOP LEAGUE FOOTBALL MATCH: LEGIA WARSAW - PIAST GLIWICE 3:2 ADRIAN KLEPCZYNSKI FOT. PIOTR KUCZA --- Newspix.pl *** Local Caption *** www.newspix.pl mail us: [email protected] call us: 0048 022 23 22 222 --- Polish Picture Agency by Ringier Axel Springer Poland

Spotkanie z serii tych, po których trudno wyróżnić kogokolwiek. Najlepszy dowód, że plusem meczu w Canal+ wybrano Adama Frączczaka, w którego wykonaniu był to najbardziej nijaki występ w tym sezonie. Poprawny, przyzwoity, ale gorszy niż każdy z trzech poprzednich. Pogoń ogólnie nas rozczarowała, bo wszystko co najlepsze w jej wykonaniu zamknęło się w pierwszych dwóch kwadransach. Wtedy jeszcze wydawało się, że może się to skończyć ostrym laniem, ale dwóch okazji nie wykorzystał Marcin Robak, raz fatalnie główkował Takuya Murayama, a potem było tylko gorzej.

Portowcy zaczęli z impetem, szybko odbierali piłki, bardzo uważnie grała cała linia defensywna, ale z czasem w środku pola zaczął się robić coraz większy nieład, w którym goście zaczęli się jako tako odnajdować. Jeśli kogoś, trochę na siłę, mielibyśmy wyróżnić indywidualnie, to po stronie Pogoni byłby to aktywny w ofensywie Sebastian Rudol, w Piaście – Alberto Cifuentes i Adrian Klepczyński. Hiszpan, którego Angel Perez Garcia, jeszcze przed pierwszym gwizdkiem odważnie ochrzcił jako „gran portero” zaliczył pierwszy występ w Ekstraklasie, którego absolutnie nie musi się wstydzić. Kto wie, jakby się to wszystko potoczyło, gdyby na samym początku nie popisał się refleksem i przepuścił piłkę po strzale Robaka. Klepczyńskiemu dobre słowo należy się z tego względu, że od niego zaczęły się obie akcje, po których Piast miał szansę objąć prowadzenie. Pierwszej nie wykorzystał Wilczek, drugą zepsuł Kędziora.

Szkoda. Może wtedy byłoby o czym dyskutować, a tak zostaje nam gdybanie. „Gdyby lepiej strzelił”, „gdyby wykorzystał”, „gdyby nie obronił”. Innym razem.