Mecz o trzecie miejsce jest bez sensu? O ile potrafię jeszcze zrozumieć rozgoryczonych po porażce w półfinale piłkarzy, którzy tak twierdzą, o tyle gdy kibice powtarzają, że rozgrywanie małego finału ma mniej więcej taki sam sens, jak budowanie linii metra w Radomiu, to zapala mi się czerwona lampka. Serio? Wolelibyście dzisiaj wieczorem oglądać – przykładowo – setną powtórkę Festiwalu Kabaretowego w Koszalinie niż spotkanie Brazylia-Holandia?

Wolicie Koszalin od małego finału? Puknijcie się w głowę

Dziwię się tym bardziej, że historia mundiali pokazuje przecież, że te spotkania zawsze mają swój urok i pełne są smaczków. Przede wszystkim tych czysto piłkarskich. Przeglądając archiwa, trzeba się cofnąć naprawdę daleko w czasie, by znaleźć mały finał, w którym doświadczyliśmy typowego męczenia buły. Nikt mi nie mówi, że gra o brązowy medal nie jest potyczką o konkretną stawkę. Można zaryzykować tezę, że jest ona na tyle wysoka, że piłkarze gryzą każdy milimetr stadionowej murawy, by móc zawiesić go sobie na szyi. Jeśli nie – zawiedzione przegranym półfinałem – gwiazdy, to przynajmniej głodni gry rezerwowi.

W małych finałach mundiali padają średnio cztery bramki na mecz, a w tych właściwych średnia ta jest prawie o pół gola niższa. Gdyby wziąć pod uwagę jedynie ostanie sześć turniejów, to pod względem strzelanych bramek, różnica ta jest jeszcze zdecydowanie większa. Wręcz miażdżąca. W meczach o złoto padło zaledwie 9 bramek, podczas gdy piłkarze grający o brąz strzelili ich aż 24!

W dodatku małym finałom prawie zawsze towarzyszą ciekawe wydarzenie – nazwijmy to – okołofutbolowe. Mistrzostwa w Brazylii są piątymi, które oglądam w pełni świadomie, co oznacza, że przypatrując się starciom o brąz, byłem świadkiem:

1. Pięknego zwieńczenia mistrzostw we Francji w wykonaniu Chorwacji. Przecież w dużej mierze właśnie dzięki brązowym medalom, Davora Sukera i spółkę uznaje się najlepszego czarnego konia w mundialowej historii. Wtedy również obie drużyny miały prawo być rozczarowane. Holandia swój półfinał przegrała z Brazylią dopiero w rzutach karnych, a Chorwacja miała Francuzów w zasadzie na talerzu po czerwonej kartce dla Laurenta Blanca. Mimo to zobaczyliśmy świetny mecz, a wspomniany już Suker zdobył koronę króla strzelców.

2. Gola zdobytego przez Hakana Sukura, zanim jeszcze zdążyłem rozsiąść się w fotelu, który do dziś pozostaje najszybciej strzeloną bramką w historii mistrzostw. Na marginesie: sam mecz również świetny.

3. Godnego pożegnania Olivera Kahna z reprezentacją Niemiec w meczu o brąz z Portugalią. Przez cały mundial świetnie spisywał się Jens Lehmann, a przed ostatnim meczem wykazał się miłym gestem i ustąpił miejsca w składzie bramkarzowi Bayernu. „Oli” oczywiście stanął na wysokości zadania i zagrał bardzo dobre zawody. W tym samym spotkaniu reprezentacyjną karierę kończył Luis Figo. Dwie piłkarskie legendy po raz ostatni w narodowych barwach. Mecz – tradycyjnie już – świetny. Słabo?

4. Jednego z najlepszych – jeśli nie: najlepszego – spotkań mundialu w RPA, w którym Niemcy ograły Urugwaj 3-2. Porównywać ten mecz z późniejszym finałem, to jak zestawiać ze sobą Champions Legue i Ekstraklasę. Pod względem emocji: niebo a ziemia. Widziałem też fenomenalną bramkę Diego Forlana i Thomasa Muellera sięgającego po Złotego Buta.

Całkiem sporo się działo, jak na “nic nie warte mecze”, nieprawdaż?

Tak jak zaznaczyłem na wstępie, potrafię zrozumieć van Gaala i Robbena, którzy – za przeproszeniem – pieprzą dyrdymały o bezsensowności grania o brąz. Wierzę, że to profesjonaliści, ale chcą podkreślić, jak bardzo żal im straconej szansy. A kibice? Jak można – mając w pamięci choć jedno z wyżej wymienionych spotkań – z czystym sumieniem mówić, że mecz o brąz jest gówno warty? Tego nie pojmuję. Przecież to jeden z ostatnich akordów fenomenalnego mundialu. A jak pokazuje historia, zazwyczaj jeden z piękniejszych.

Mateusz Rokuszewski

Liczba komentarzy: 1
Subscribe
Powiadom o
guest
1 Komentarz
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments