Widzew i Piast dograli wczorajszy mecz: na pożegnanie z Łodzią błysnął Wasiluk

redakcja

Autor:redakcja

28 maja 2014, 23:40 • 2 min czytania

Widzew i Piast dograli wczorajszy mecz: na pożegnanie z Łodzią błysnął Wasiluk

Widzew godnie żegna się – o ile w przy spadku może być mowa o godnym pożegnaniu – z własną publicznością. Jak długo kibice w Łodzi nie zobaczą swojej drużyny w Ekstraklasie, dziś trudno zgadywać. Ostatni mecz z Piastem zapamiętają jednak jako zwycięski, po golach Marka Wasiluka i – niewykluczone, że przy ostatnim występie na tym stadionie – Eduardsa Visnakovsa.
Dziś Wasiluk wyglądał tak, jakby nikt mu nie powiedział, że to już pozamiatane, że Widzew spadł z ligi. On od samego początku rozgrywał jednak swój własny mecz o utrzymanie. Najpierw pięknym strzałem bezpośrednio z rzutu wolnego pokonał Trelę, chwilę później przebiegł z piłką przy nodze ponad pół boiska, a jeszcze przed przerwą załadował jak z armaty – tyle, że minimalnie obok. Gdyby nie Wasiluk, to o pierwszej połowie ciężko byłoby cokolwiek napisać. Raz Kasprzak, niezdarnie przyjmując piłkę, zagrał ręką we własnym polu karnym, ale gwizdek sędziego milczał. Raz też Kędziora zakręcił w szesnastce trzema obrońcami, lecz bez jakiegokolwiek efektu… I tyle, tylko tyle.

Reklama

Widzew na boisku potwierdził to, co w wywiadach zapowiadał jego prezes i trener: drużyna ma walczyć o piętnaste miejsce, bo do zgarnięcia jest 200 tysięcy złotych więcej. Z tego też względu cofnięto zgodę na wyjazd Visnakovsa na kadrę. فotysz bardzo długo był niewidoczny, ożywił się dopiero po blisko godzinie gry: miał wtedy świetną okazję, znalazł się sam na sam z Trelą. Drugiej sytuacji, którą miał chwilę później, już nie zmarnował – po ładnej akcji i dobrym dograniu rezerwowego Kaczmarka.

فodzianie starali się, walczyli, grali ambitnie i dochodzili w drugiej połowie do sytuacji, ale większość z nich fatalnie marnowali. Im chciało się jednak bardziej, zależało im na odpowiednim podziękowaniu kibicom za cały sezon. Piłkarze Piasta mieli z kolei szans znacznie mniej: po ich zagraniach piłka przelatywała przez pole karne rywali, a jak coś się już zaczęło dziać, to albo na drodze stawał Wolański, albo poprzeczka. W końcówce meczu po ładnej wymianie podań Jurado-Badia-Kędziora trafił ten ostatni, ale na wyrównującego gola zabrakło już czasu. Mocno musiał na niego liczyć trener Piasta, skoro nie chciał tracić czasu na zmiany i ostatecznie nie wprowadził nikogo. Poza tym, zapewne widział, że Widzew z każdą minutą opadał z sił.

Reklama

– Nie wiem, czy jest jakieś miejsce w Polsce, gdzie w takiej sytuacji kibice tak mocno dopingowaliby zespół – stwierdził po meczu trener Skowronek. W tym sezonie, który w Łodzi właśnie dobiega końca, jedynym pozytywem byli właśnie ci, którzy przychodzili na stadion. Na drużynę godną Ekstraklasy będą musieli poczekać przynajmniej rok…

Fot.FotoPyk

Najnowsze

Polecane

Polski Związek Narciarski skreślił alpejkę. „Oszukanie młodego człowieka”

Jakub Radomski
3
Polski Związek Narciarski skreślił alpejkę. „Oszukanie młodego człowieka”
Reklama

Weszło

Reklama
Reklama