Skąd się biorą polscy piłkarze? Z przypadku. Równie dobrze mógłby ich dostarczać bocian. Byłoby to dokładnie tak samo logiczne. Przeanalizowaliśmy pierwsze kluby tych, którzy załapali się do naszego rankingu za poprzedni rok, najlepszych 90. Poza nielicznymi, naprawdę nielicznymi przypadkami, pochodzą z malutkich, prowincjonalnych wręcz klubików. Nikt rozsądny nie uwierzyłby, że da się tam w ogóle grać w piłkę, o wychowaniu piłkarza przez duże „P” nawet nie wspominając. Bo, powiedzmy sobie szczerze, co zresztą poniższy tekst dobitnie potwierdzi: na efekty pracy nowych akademii przyjdzie nam jeszcze kilka lat poczekać.
Najpierw szybki rzut oka na mapkę. Od razu uprzedzamy, że jedno intrygująco puste miejsce to też Polska.

I teraz, krok po kroku, zapraszamy na wycieczkę krajoznawczą po 16 województwach. Napisalibyśmy, że to jak bieg na orientację, lecz niestety – gdzieniegdzie wcale nie ma w czym się orientować…
Bez zagłębiania się – bardzo szacowne grono. Dwóch bramkarzy z Premier League – siedlczanin Artur Boruc i warszawiak Wojciech Szczęsny. Do nich pochodzący z Leszna Robert Lewandowski, który na szersze wody wypłynął nie w Legii, a w Zniczu Pruszków. I to właśnie przez drugoligowca przewinęło się jeszcze kilku zawodników z „lepszą” przyszłością. Radosław Majewski od małego uchodził za najzdolniejszego, dlatego gdy pod Warszawą zrobiło się dla niego za ciasno, a Legia wcale nie podzielała entuzjazmu młodego rozgrywającego, ten wyjechał do Grodziska Wielkopolskiego. Wychowankiem Znicza jest również Jakub Wójcicki, coraz lepiej radzący sobie w Zawiszy Bydgoszcz.
Droga na najwyższy poziom 25-latka była bardziej okrężna niż nowa obwodnica. Piastów, Nadarzyn, a nawet Nowa Wieś, gdzie dogrywał obecnemu podania sekretarzowi generalnemu PZPN, Maciejowi Sawickiemu. Grupę reprezentantów Mazowsza uzupełniają Mateusz Lewandowski, który pierwsze kroki stawiał w Wiśle Płock, skąd później pożegnano go bez żalu, Jakub Kosecki, czyli wychowanek własnego ojca, Cezary Wilk z Polonii Warszawa, a także Jacek Kiełb z Pogoni Siedlce i Łukasz Teodorczyk, ładujący gole we Wkrze Ł»uromin. Ani jednego piłkarza z akademii, natomiast co jeden, to ciekawsza historia.

Gdziekolwiek by pojechać, tam kopią piłkę. Na osiedlach, przy famiokach czy zakładach pracy. W naszym rankingu województwo śląskie jest najaktywniejsze. W zależności od doboru kryteriów rywalizowałoby z mazowieckim o palmę pierwszeństwa. Dwie klasy międzynarodowe – Jakuba Błaszczykowskiego i Łukasza Piszczka, reprezentacyjna dla Kamila Glika oraz cała masa wyróżniających się ligowców. Tłok jak w monopolowym w Sylwestra. Postanowiliśmy więc wyróżnić Ślązaków w specjalny sposób, przygotowując na tę okazję dream team. Cała jedenastka, przyzwoita na tyle, że poza wyjściowym składem znaleźli się całkiem nieźli przecież Tomasz Hołota, Michał Chrapek i Łukasz Janoszka. A zresztą, zobaczcie sami!

Jak ma wyglądać nowy Śląsk Wrocław? Oparty na wychowankach i piłkarzach z regionu. Takie ambitne założenie postawiono przed Stanislavem Levym, w związku z czym jako że słyniemy z uprzejmości, ochoczo służymy pomocą. Uprzedzamy tylko: to nie będzie tania zabawa. Piotr Zieliński z Ząbkowic Śląskich, świdniczanin Janusz Gol czy zaczynający biegać za piłką w Brochowie Kamil Biliński, którego ze Śląska przegonili bez żalu, mimo tytułu króla strzelców Młodej Ekstraklasy.
Jest jeszcze Marcin Robak, wychowany w Konfeksie Legnica oraz dwóch bramkarzy. Na Tomasza Kuszczaka trzeba będzie poczekać tak długo, aż w Anglii podziękują mu serdecznie i wręczą bilet do Polski, taki w jedną stronę. Wcześniej, przede wszystkim taniej, można sięgnąć po Radosława Janukiewicza. On uczył się łapać piłkę właśnie w Śląsku, lecz zanim przeciętny kibic poznał jego nazwisko, wygrzewał już ławkę Herthy Berlin.
10-tysięczny, opolski Ozimek dał i Adamowi Nawałce do kadry, i nam do rankingu dwóch piłkarzy. A ilu zawodników wyrosło w ponad dwumilionowym województwie? ZERO, ani jednego! To widocznie efekt tego, że Bydgoszcz Ekstraklasę ma ledwie od pół roku, a w Toruniu wciąż wolą żużel i pierniki. W zasadzie należałoby więc uznać kujawsko-pomorskie za czarną plamę polskiego futbolu, gdyby nie… Inaczej: jeżeli zajrzeć do naszego zestawienia juniorskiego, sytuacja jest odwrotna.
Na 45 wyróżnionych przez nas kandydatów na piłkarzy, co piąty pochodzi właśnie stąd. Damian Ciechanowski łapie minuty w Zawiszy, Robert Bartczak z Włocławka robi furorę w rezerwach Legii, Bartosz Wolski i Damian Rasak, wychowankowie Elany Toruń, wyjechali do włoskiej Primavery (odpowiednio: Latina Calcio oraz Chievo Werona), Michał Borecki przeniósł się z Chemika Bydgoszcz do Lazio Rzym, a jego rok młodszy kumpel z byłej drużyny (za młody na nasze zestawienie) Hubert Adamczyk trafi do Chelsea.
Jak po obrońcę, to najprościej zjechać z autostrady w Łódzkiem, w Strykowie. Cała czwórka, na nasze warunki, wyjściowa jak dobrze skrojony garnitur w miejscowych zakładach włókienniczych. Schludny i dopasowany, ale niekoniecznie ekskluzywny. Z prawej strony Paweł Golański, w środku duet kumpli, a więc Jakub Rzeźniczak z Marcinem Komorowskim, natomiast na lewej – Adam Marciniak. Dwaj boczni z ŁKS-u, środek zaś, zapiszmy roboczo: widzewsko-pabianicki.
Z ŁKS-u wyszło również dwóch niezłych skrzydłowych – Łukasz Madej, który mógł być bardzo dobry, a także Bartłomiej Pawłowski, który wciąż ma szanse takim być. Jest jeszcze Maciej Rybus, wychowany w Łowiczu, oraz widzewiak od małego, czyli Piotr Grzelczak. Brakuje bramkarza i napastnika, żebyśmy mogli rzucić im piłkę i wystawić przeciw najlepszym piłkarsko województwom w Polsce.
To nie przypadek, że województwo lubelskie nie ma swojego przedstawiciela w Ekstraklasie. I naszym zdaniem raczej przez kilka następnych lat nie będzie miało, bo trudno uwierzyć, by wiosną Górnikowi Łęczna nie podwinęła się noga, a Motor Lublin w końcu odpalił na miarę niczym nieuzasadnionych oczekiwań. Mało tego: jeżeli przyjrzymy się, skąd wywodzi się wyróżnione w rankingu lubelskie trio, okaże się, że wszystko i tak stało się przez przypadek. No to po kolei.
Najpierw Tomasz Brzyski z Lublinianki, który zanim po trzydziestce zdołał cokolwiek w piłce osiągnąć, po drodze musiał pracować w mleczarni. Wyszło mu ostatecznie dzięki własnemu uporowi, a nie za sprawą udogodnień lubelskiego futbolu. Nie byłoby także obronionego karnego Przemysława Tytonia z Zamościa, gdyby po takim sobie początku w Ekstraklasie ktoś nie wysłał go do Holandii. A Dawid Nowak? Po tym, kiedy opuścił rodzinny Hrubieszów, by sprawdzić się w łódzkiej SMS, zaczynał od najsłabszej piłkarsko klasy w szkole i dopiero później przeskoczył dwa poziomy wyżej.
Cóż, komuś, kto pochodzi z lubelskiego, a zachciało mu się piłkarskiej kariery, proponujemy jedyne rozwiązanie: umiesz liczyć, licz na siebie. My zaś mamy nadzieję, że za rok o tej porze wyróżnimy złotego dzieciaka z Białej Podlaskiej. O sytuacji Ariela Borysiuka najlepiej powiedzieć tyle, że może się już tylko odbić.
Mamy czterech przedstawicieli lubuskiego, mimo że tak naprawdę z tym regionem kojarzy nam się wyłącznie Michał Janota, pochodzący z Zielonej Góry. Co ciekawe, do Korony Kielce, której barwy reprezentuje po powrocie z Holandii, dobrali mu Kamila Sylwestrzaka. Obaj już kiedyś spotkali się właśnie w Zielonej Górze, lecz występowali w różnych rocznikach, więc znali się tylko z widzenia.
Mało kto natomiast kojarzy Piotra Leciejewskiego. Względnie szybko spakował manatki, by wyjechać do Norwegii. W Polsce pozostawił po sobie wrażenie takie sobie – był na tyle przeciętny, że przed szereg nie wychodził. Na obczyźnie wybił się w drugiej lidze, a w niedawno zakończonym sezonie Tippeligaen został wybrany najlepszym bramkarzem rozgrywek. Nieźle, niewielu się tego spodziewało.
Do zawodników, których wychowało województwo lubuskie należy też mający świetny sezon Łukasz Garguła. Należy, powiedzielibyśmy jednak wyłącznie geograficznie, ponieważ na dobre wypłynął dopiero w Polarze Wrocław. Z kronikarskiego obowiązku przypominamy też: z Gorzowa Wielkopolskiego wywodzi się Dawid Kownacki, jeden z najzdolniejszych polskich piłkarzy U-18.

Szukając piłkarzy z Małopolski, trzeba się nastawiać, że nie będzie komu strzelać goli. No, chyba że sięgnie się niedaleko, do Kielc, żeby wyciągnąć nowego Brożka. Kraków i okolice to bowiem przede wszystkim obrońcy i pomocnicy. Niejako przy okazji wyraźniejszych barw nabiera obraz skautingu Wisły, która kompletnie przeoczyła Nowy Sącz (Damian Zbozień) i Tarnów (Mateusz Klich). Najśmieszniejsze jednak dopiero przed nami: i Dariusz Trela, i Mateusz Mak (bliźniak Michał również), i Adam Kokoszka byli przecież zawodnikami Białej Gwiazdy.
O ile Kokoszka zdążył zaistnieć w pierwszej drużynie, to resztę odpuszczono na wcześniejszym etapie. Śladami Klicha, czyli pograć w Ekstraklasie i wyjechać na Zachód, chciałby pójść Sebastian Steblecki. Jeśli powtórzy progres z minionych dwunastu miesięcy, może stanąć przed taką szansą…
Ewidentny przykład na to, że aby dostarczyć w miarę porządnych piłkarzy, wcale nie trzeba zunifikowanych sieci akademii, Bóg wie jak wyszkolonych trenerów czy bazy z prawdziwego zdarzenia. Co więcej, można by z czystym sumieniem stwierdzić: jeśli chłopak ma bieg, to i kopać piłkę się nauczy. Małapanew Ozimek, klubik z niespełna 10-tysięcznego miasteczka spod Opola zrobił robotę za całe województwo.
To chyba drugie w historii najmniejsze miasteczko, które wychowało przynajmniej dwóch reprezentantów kraju, po Woli Suchożebrskiej (Gołoś, Kiełb). Bo gdyby nie Paweł Olkowski i Waldemar Sobota, naprawdę byłoby sucho…Obaj, trzeba przyznać, o zbliżonych możliwościach motorycznych, z dyskretnym uwzględnieniem, że prawy obrońca Górnika ciut lepiej stoi z wydolnością, z kolei u skrzydłowego Clubbe Brugge najbardziej imponuje przyspieszenie na pierwszych kilku metrach.
Prawdę powiedziawszy, myśleliśmy, że będzie gorzej. Jest Adrian Mierzejewski, który od najmłodszych lat rokował na bardzo dobrego skrzydłowego. Gdy wchodził do seniorskiej piłki, jego głównym atutem miała być… szybkość. Nie ustrzegł się pozaboiskowych problemów, później z kolei został przebranżowiony na playmakera i jednak – w przeciwieństwie do kilku kumpli z Naków Olsztyn – teraz żyje jak król. To zresztą znamienne, że jak sięgnąć pamięcią, warmińsko-mazurskie kojarzy się z wieloma talentami, z reguły mają mocne drużyny juniorskie, tymczasem po latach sensownych zawodników możemy policzyć na palcach jednej ręki.
Łukaszowi Broziowi z Giżycka w pewnym momencie dmuchnęło więcej szczęścia niż bratu Mateuszowi, razem z którym trafił do Widzewa. Wywodzący się z Zatoki Braniewo Tomasz Lisowski również od kilku lat solidnie radzi sobie w Ekstraklasie, choć był moment, kiedy wydawało się, że zahaczy nawet o reprezentację. Kolejnym boczny obrońca z tego regionu to Jonatan Straus, wychowany w Nowym Mieście Lubawskim. Jedno z większych odkryć jesieni, lecz trochę w mniejszej skali od wizytówki Sokoła Ostróda, czyli Pawła Dawidowicza. Materiał do piłkarskiej obróbki, to na pewno. Tyle że jego potencjał koordynacyjno-motoryczny daje nam dużą nadzieję, że z tej mąki będzie pyszny chleb. Aha, no i Dawidowicz to dla piłkarskich skautów kamyczek do ogródka: nie zatrzymujcie się w Ostródzie wyłącznie w McDonald`s, panowie!
Na komendę: „reprezentanci Podlasia, wystąp!”, wyszłoby tylko dwóch piłkarzy. Gdyby za moment krzyknąć: „prezentuj broń!”, naszym oczom ukazałaby się stara, choć wcale niezakurzona wiatrówka, a także… pistolet na wodę. Bo Radosław Sobolewski, mimo wieku i kosza od „swojej” Wisły Kraków, jesienią spisywał się wybornie. Bardziej dystyngowany – to bodaj jedyna zauważalna różnica w stylu gry. Jest ostatnim Mohikaninem, wciąż aktywnym piłkarsko wychowankiem słynnej grupy trenera Ryszarda Karalusa z Jagiellonii. Mariusz Piekarski, Marek Citko, Tomasz Frankowski…
No dobra, sentymenty na bok. Coraz korzystniej oceniamy Igora Lewczuka, w głównej mierze dlatego, że o zawieszoną poprzednimi sezonami poprzeczką, niewiele brakowało, a jesienią kilka razy by się wyrżnął. Gdzie reszta? Tuż za rogiem stoi żubr, więc pewnie gdzieś dalej.
To tam naprawdę grają w piłkę? Bo że grali, wiadomo. Leszek Pisz, Jacek Zieliński… Odkopaliśmy Artura Jędrzejczyka, który nim stał się największym śmieszkiem w lidze, używał sobie na kolegach z Dębicy. Nigdy do miana wielkiego talentu nie aspirował, mało tego – sam często podkreśla, że gdyby nie splot pewnych okoliczności, zająłby się w życiu czymś innym. Był czas, że siedział u siebie na ławce i jeżeli kumpel by się nie wykruszył, pewnie to on grałby w sparingu z Legią…
Oprócz „Jędzy”, podkarpackie ma jeszcze Sławomira Peszkę. Ten, zanim został postrachem niemieckich taksówkarzy, co więcej – zanim jako nastolatek wyruszył do Wisły Płock, biegał w barwach Nafty Jedlicze. Rośnie grono następców, pod przewodnictwem Michała Walskiego z Tarnobrzegu, który jesienią, jako 16-latek, zadebiutował w Ekstraklasie. Jest źle, ale przynajmniej są perspektywy.
Paweł Brożek, a dalej już tylko przeraźliwie długa i wymowna cisza. Dla bliźniaka Piotra zabrakło miejsca w zestawieniu, podobnie jak w przypadku Kamila Kuzery. Przed laty, we trójkę opuszczali Kielce, by trafić pod Wawel. Zaczęli grać w mocnej Wiśle w stosunkowo młodym wieku, lecz z czasem jeden z braci wskoczył poziom wyżej. Tak czy inaczej – świętokrzyskie to piłkarska stypa. Niestrawna, jakby przygnębienia było za mało… W naszym rankingu juniorów, a jakże, przedstawicieli tego województwa również zabrakło. Najzdolniejszy dzieciak, 14-letni Mikołaj Kwietniewski, którego chciały mieć u siebie czołowe polskie akademie, zdecydował się na wczesną emigrację do Fulham.
I tutaj mamy prawdziwy zgryz. Nazwisk mało, zdecydowanie mniej niż się spodziewaliśmy, za to konkretne. Czołowy środkowy pomocnik Ekstraklasy Rafał Murawski, pochodzący z Malborka, który do większego futbolu trafił z Arki Gdynia. Jest Paweł Wszołek, wyrzut na sumieniu trenerów grup młodzieżowych Lechii Gdańsk. Skrzydłowego Sampdorii mieli na chwilę w swojej szkółce, po tym, jak wyróżniał się w Tczewie. Lecz co z tego, skoro odpuścili temat, a szydło wyszło z worka dopiero wówczas, gdy niedoszły lechista stawał się gwiazdą ligi, tyle że w barwach warszawskiej Polonii. W Gdańsku nie odpuścili natomiast Przemysława Frankowskiego, związanego z klubem od dziecka.
Dziwnie toczyły się losy Krzysztofa Pilarza i Rafała Kosznika. Naprawdę sporo czasu minęło, odkąd byli młodzi, a trudno oprzeć się odczuciu, że dopiero w okolicach trzydziestki weszli na poważny poziom. O ile jeszcze Pilarz grywał tu i tam, to na lewym obrońcy reprezentacji wielu postawiło już krzyżyk. My również. Słabo wyglądał w Lechii, wyjazd na Cypr okazał się klapą, Warta Poznań była tylko pierwszą ligą. A 2013 rok? Rewelacyjny, chyba sam w taki obrót sprawy by nie uwierzył…
Nie wiemy, czy w województwie zachodniopomorskim nie uczą gry w obronie, czy po prostu każdy jeden chce kreować akcje. Bramkarza nie ma, obrońców – poza ćwiczącym od najmłodszych lat karate Piotrze Celebanie – brak. Wychowany w Kotwicy Kołobrzeg Frączczak bocznym defensorem jest z odzysku, w zasadzie to nim co jakiś czas bywa. Widzieliśmy go przecież i w ataku, i na skrzydle. Grzegorza Krychowiaka z Orła Mrzeżyno z czasem przesunęli na szóstkę, gdy stało się jasne, że brakuje mu cech typowych dla prawoskrzydłowego (wcześniej) lub rozgrywającego (później).
A teraz uważajcie. Dwóch, na nasze warunki, bardzo dobrych playmakerów – Sebastian Mila z Koszalina, a także prawie dekadę młodszy Filip Starzyński, który zaczynał asystowanie w Wichrze Przelewice, by następnie przez Salos Szczecin wyjechać do Chorzowa. Z równie egzotycznej drużyny – Pomorzanina Sławoborze, wywodzi się Szymon Pawłowski. Kamil Grosicki z kolei, podobnie jak Celeban, od pierwszych treningów związał się z Pogonią Szczecin.
A w Wielkopolsce odwrotnie niż w Zachodniopomorskiem. Ani jednego napastnika, bez pomocników, za to obrońców do woli. W Poznaniu, konkretnie w TPS Winogrady, grę w piłkę zaczynali Arkadiusz Głowacki i Bartosz Bereszyński. Z Nowego Tomyśla pochodzi Błażej Telichowski, z Kępna Marcin Kowalczyk, a ze Złotowa Jakub Wawrzyniak. Sami przyznacie, że gdyby mądrze ich rozstawić, defensywa byłaby całkiem przyzwoita.
Jeżeli dowolnego kibica polskiej Ekstraklasy zapytalibyśmy, z jakim regionem geograficznym kojarzy mu się Wojciech Kaczmarek, dwumetrowy golkiper Zawiszy, idziemy o zakład, że większość odpowie: z Krakowem. Młodsi wspomną przy okazji czasy Śląska Wrocław i Cracovii. Pod Wawelem mieszkał jako młody, solidnie zapowiadający się bramkarz, gdzie chodził do tamtejszej SMS i – mówiąc oględnie – prowadził niezbyt sportowy tryb życia. A Kaczmarek uczył się łapać piłkę w wielkopolskim Gostyniu, lecz w swoim rodzimym województwie nigdy przesadnie się nim nie interesowali.
*
Zdarza się, że przypadek przesądza o losach piłkarskich meczów. W Polsce natomiast od przypadku wszystko się zaczyna i tenże przypadek tak już się do naszej piłki przyzwyczaja, że później za nic nie chce się odczepić…













