Jesteśmy na dobrej drodze, musimy poprawić tylko jeden element gry. Kto to powiedział? I Kocian, i Pacheta. Jedyna różnica w tym, że szkoleniowiec Ruchu chce pracować nad ofensywą, a Korony nad defensywą. Nie może to dziwić: chorzowianie stracili ledwie trzy bramki odkąd mają nowego szkoleniowca. Z drugiej strony Korona w ciągu dwóch ostatnich kolejek strzeliła tyle samo goli, co Ruch za całej kadencji Kociana. Problem w tym, że w owe 180 minut Małkowski musiał wyciągać piłkę z siatki równie często, co bramkarz Ruchu za całych rządów Słowaka w Chorzowie.
Porażka może zmotywować, a może też zdołować. W przypadku kieleckiej jedenastki zdecydowanie mowa o tym pierwszym przypadku. Korona miała Pogoń w garści, kontrolowała grę. A potem we wszystko włączył się sędzia, swoje zrobiły błędy indywidualne, i mimo ambitnej walki do ostatnich minut zespół wrócił do Kielc bez punktów. Jednak pozytywów na pewno nie brakowało. Kocian też je zauważa: komplementuje gospodarzy, nazywając ich niezwykle charakterną drużyną. To nie kurtuazja, po szczecińskiej batalii zasłużyli na to miano.
W Kielcach powoli wprowadzany do drużyny jest Maciej Korzym. – Na pewno zagra i dziś, dostanie trochę minut. Nie mogę podejmować jednak nagłych decyzji, wszystko musi mieć swój czas – przekonywał na konferencji prasowej Pacheta. Sam zainteresowany choć pali się do gry, tak jednocześnie rozumie, że nie ma co się przeforsowywać na tym etapie. – Jeśli zagram, bardzo chciałbym strzelić bramkę dla „Lisa” – obiecuje gola kontuzjowanemu Tomkowi Lisowskiemu napastnik Korony.
W Chorzowie wciąż są zaskoczeni, jak nowy trener odmienił zespół, przez wielu skazywany na rozpaczliwą walkę o spadek. Co fachowiec, to jednak fachowiec. Przypadkowo selekcjonerem Słowacji się nie zostaje. Ruch prezentuje bardzo solidną defensywną murarkę, a nie efektowne kombinacyjne akcje, ale przecież w żadnym stopniu nie musi być to wada. Nie masz drużyny wirtuozów, nie próbuj zrobić zespołu grającego jak mistrz świata. Dopasuj piłkarzy do taktyki – stara trenerska zasada, którą Słowak umie wprowadzić w życie.
Jeśli mielibyśmy sprzedać ten mecz za wszelką cenę, nazwalibyśmy Kociana Rehhagelem znad Zitavy. Po jednej stronie murawy stałby już więc nie Ruch, ale ligowy odpowiednik reprezentacji Hellady. A Korona? Nigeria gra tyleż fantazyjnie w obronie, co w ataku, a więc już mamy starcie potomków Spartan kontra Superorły, podane w swojskim, polskim sosie. Naciągane? Pewnie. Ale ciekawiej będzie się oglądać? Jasne, smacznego.
Fot. FotoPyk
