Czy wam się to podoba, czy nie, wkraczamy w epokę farbowanych lisów. Okres, w którym wszelkie granice są płynne i coraz mniejszej liczbie ludzi przeszkadza, że futbol reprezentacyjny staje się futbolem klubowym. Już za moment barw Hiszpanii bronił będzie dwukrotny reprezentant Brazylii, a „wonderkid” z Manchesteru zasiądzie przy stole z ojcem, by przedyskutować, która reprezentacja oferuje mu lepsze perspektywy – Anglia czy Belgia? A może w przypływie patriotyzmu zdecyduje się na Kosowo? Albo Albanię? Nierealne. Bo czy ktoś mając do wyboru Chelsea i FK Tirana skłoni się ku temu drugiemu?
Piłkarska Anglia od kilku dni debatuje tylko na ten temat, a my – czytając tamtejsze media – mamy przed oczami deja vu. Tyle że rolę Obraniaka/Perquisa odgrywa tutaj Adnan Januzaj, a Błaszczykowskiego – Jack Wilshere. Ten pierwszy to prawdziwy – uwaga, trudne słowo! – apatryda, czyli bezpaństwowiec. Osoba, która może reprezentować kilka krajów, w pełni nie utożsamia się z żadnym, ale za to w każdym budzi coś pomiędzy zazdrością a frustracją. Większość chciałaby go w swoich szeregach, mając z drugiej strony przekonanie, że liczy się wyłącznie interes 18-latka, nad którym wciąż zastanawia się jego ojciec. Machina spekulacyjna ruszyła, a Januzaj senior waha się, czy bardziej opłaca się oddać syna w ręce Belgów czy… odczekać pięć lat – to podstawowy wymóg – i pozwolić mu reprezentować Anglię.
Ten drugi scenariusz raczej jest niemożliwy, ale na Wyspach mimo wszystko wzbudził spory niesmak. Jako pierwszy zareagował wspomniany Wilshere, który wypuścił na temat Januzaja kilkanaście tweetów. W skrócie chodziło o to, że choć Adnan jest wspaniałym zawodnikiem, nie każdy, kto mieszka w Anglii, ma prawo czuć się Anglikiem. Po takich słowach momentalnie wytworzyły się dwa obozy. Atakujące Wilshere’a i wypominające mu, że Anglię w biegach reprezentuje urodzony w Somalii Mo Farah oraz broniące go. Tych drugich jest zdecydowanie więcej. A należą do nich…
– Harry Redknapp: – Stoję za Wilsherem. Niektóre kluby Premier League mają drużyny młodzieżowe absolutnie wypełnione obcokrajowcami. Niedługo w ogóle nie będzie w nich Anglików. Nasze dzieci, które chodzą do akademii w wieku 8, 9 czy 10 lat dążą do bycia zawodowcami, ale w reprezentacji Anglii nie będzie dla nich przyszłości, jeśli będziemy pozwalać na takie sytuacje.
– Alan Shearer: – Rozumiem, że gra ewoluuje, ale jeśli spędziłeś w kraju 5 czy 6 lat, to nie znaczy, że możesz grać w reprezentacji Anglii. Jeśli chcesz być Anglikiem i grać w barwach tego kraju, powinieneś się w nim urodzić.
Gary Lineker dorzucił natomiast, że Wilshere po zakończeniu kariery będzie świetnym ekspertem telewizyjnym. A w międzyczasie starania o Januzaja wznowiły dwie reprezentacje. Anglia, która już skontaktowała się z jego ojcem oraz Belgia, która nawet wysłała powołanie. Chłopak odrzucił je jednak, twierdząc, że nie jest jeszcze gotowy na podejmowanie tak trudnych decyzji i najpierw woli ustabilizować swoją sytuację w klubie, z którym notabene negocjuje właśnie nowy kontrakt. Selekcjonerowi Wilmotsowi taka gra na zwłokę zupełnie nie przeszkadza. Podkreśla, że szanuje decyzję piłkarza, ale chce się wkrótce z nim spotkać, by poznać jego uczucia do kraju, w którym spędził sześć lat grając w młodzieżówkach Anderlechtu.
W całym tym sporze Anglia na 99% stoi na straconej pozycji. Jeśli Januzaj faktycznie poczeka na obywatelstwo te pięć lat, to w wieku 23 nie będzie miał na koncie ani jednego występu w kadrze. Jeżeli natomiast wybierze Belgię, bardzo możliwe, że za rok będziemy go oglądać na brazylijskim mundialu. – W tej sprawie nie chodzi o indywidualności, ale reguły, jakich chcemy przestrzegać. Powinniśmy na nie popatrzeć i zastanowić się: „OK, stawiamy granicę tutaj czy tam” – wypowiadał się dość enigmatycznie szef federacji, Greg Dyke, nie chcąc nikomu się narazić. Jeśli z góry odrzuciłby Januzaja, zaczęto by go krytykować, że reprezentacja nie ma wyników i rezygnuje z wielkich talentów. Z drugiej jednak strony – gdyby ułatwił piłkarzowi United drogę do kadry – mogłoby to stworzyć podstawy do niebezpiecznego precedensu. Już teraz kluby Premier League zaledwie 1/10 wydają na transfery Anglików, a liczba minut rozegranych przez nich w lidze spadła przez dziesięć lat o połowę. Młode talenty pojawiają się z taką częstotliwością jak w Albanii, a dyskusja o przyszłości kadry brzmi bardziej jak zbiór najlepszych mów pogrzebowych, niż zjazd optymistów z działu marketingu.
Januzaj otwiera poniekąd nowy rozdział w angielskim futbolu – rozdział, w którym jeden z ostatnich bastionów pozytywnie rozumianego nacjonalizmu staje się kolejnym przyczółkiem dla wielobarwnej i wielonarodowościowej mozaiki. Co gorsza, zestawienie Adnana z młodymi angielskimi zawodnikami prowadzi do smutnych wniosków – albo import, albo dalszy impas bez jakichkolwiek sukcesów reprezentacyjnych. Ciąg dalszy? Januzaj niemal na pewno nie wybiegnie na murawy w koszulce Synów Albionu, ale sam fakt, że podjęto dyskusję na ten temat to czerwony alarm dla całego angielskiego środowiska futbolowego. Przecież w czasach Scholesa, Gerrarda, Lamparda i Beckhama nikt nawet nie pisnąłby o naturalizacjach ludzi, którzy dobili na Wyspy kilkanaście miesięcy wcześniej. Teraz Adnan to temat czołówkowy, zarówno w brukowcach, jak i szanowanych magazynach opiniotwórczych. Gdy opadnie kurz po tym huraganie zostanie tylko jedno smutne pytanie – jak źle ma się futbol spod znaku Trzech Lwów, skoro wszyscy oszaleli na punkcie nastoletniego podróżnika?
