Radosław Matusiak: Wpis dedykowany Byczkowi

redakcja

Autor:redakcja

10 października 2013, 17:02 • 4 min czytania

Reklama
Radosław Matusiak: Wpis dedykowany Byczkowi

Na początek ciekawostka. Byłem ostatnio u fryzjera. Siedzę sobie na fotelu, gdy nagle kolega fryzjer, zresztą całkiem sympatyczny, pyta: – Radek o czym napiszesz w czwartek na blogu? – Nie wiem jeszcze -odpowiadam. – Bo wiesz, ja to czytam Weszło już od czterech lat. Fajny portal. Tylko ostatnio mnie zdenerwowali, bo zrobili logowanie przez Facebooka i nie mogę już pisać komentarzy jako Józek Wojciechowski, że zrobiłem coś ostatni raz w 79.
Podejrzewam, że pan Marian może mieć podobne odczucia jeśli chodzi o logowanie przez FB.

Reklama

Panie Marianie, pozdrawiamy.

***

Dla milionów ludzi na całym świecie piłka nożna to ulubiona rozrywka. Dla innych jest to hobby. Są jednak również tacy, dla których piłka i ich drużyna to dosłownie całe życie.

Piłkarze, jeśli to czytają, z pewnością będą wiedzieli, o czym piszę. W większości polskich klubów, jeśli nie we wszystkich, znajdziemy człowieka, który jest na każdym treningu. Którego zna prezes, zawodnicy, trener, a nawet panie z magazynu. Ktoś, kto żyje życiem drużyny. Często zdarza się ,że są to ludzie w jakiś sposób niepełnosprawni.

Reklama

W Płocku był to młody cygan imieniem Fabian. Codziennie, witając się z piłkarzami pytał o pożyczkę dwóch złotych. Nigdy o złotówkę czy dziesięć. Zawsze dwa. Oczywiście nigdy nie oddawał. Wszyscy, jasne, o tym wiedzieli, ale ze względu na jego przywiązanie do klubu pożyczali owe dwa złote.

Są tacy ludzie w Widzewie, byli w ŁKS-ie.

Mój dzisiejszy wpis będzie opowiadał o „Byczku”. Chłopaku, który był maskotką GKS-u Bełchatów. „Byczek” miał na imię Sylwester. Miał bodajże 32 lata w tamtym czasie.

Nie wiem, czy zainteresuje was ta historia. Chciałbym natomiast, aby przeczytał ją „Byczek”. Ten wpis to w pewnym sensie podziękowanie dla niego za te wszystkie lata, w których był obecny w życiu klubu. Z pewnością nikomu tak szczerze jak jemu nie leżało na sercu dobro GKS-u. Z pewnością nikt nie pokochał nigdy tego klubu tak jak on.

Reklama

Zacznijmy od początku.

Pamiętam, jak przyjechałem na pierwszy trening. Przy samochodzie stanął niski, krępy mężczyzna, ubrany w dres klubowy. Wyglądał bardzo poważnie.

– Ty jesteś tym nowym zawodnikiem? – padło pytanie. – Jestem drugim trenerem – przedstawił się mężczyzna. – Chodź oprowadzę cię – usłyszałem. Naturalnie zwracałem się do niego – „panie trenerze”.

Zostałem oprowadzony po klubie. Poznałem panie z pralni, baru i większość pracowników. Niezły mieli ze mnie ubaw chłopaki, kiedy „Byczek” przyprowadził mnie do szatni. Nasz Sylwester cierpiał na dziwną przypadłość. Wyobrażał sobie różne role, które odgrywał. Jednego dnia był trenerem, innego bramkarzem. Zdarzało mu się gasić pożary jako strażak i dawać koncert jako piosenkarz. Na pytanie: „Byczek”, ile bramek wpuściłeś w karierze, odpowiadał: „Jak to ile? Ł»adnej”. Nie żartował.

Reklama

Codziennie miał dla nas nową historię. Nie poznałem nigdy wcześniej, czy później człowieka, który miałby taką wyobraźnię. „Byczek” ustalał taktykę przed meczem, wystawiał oceny po. Czasem zdarzało mu się zagalopować i opieprzał zawodników.

Absolutnie nie śmieję się z niego. Jest to jedna z bardziej pozytywnych postaci związanych z piłką, które poznałem. Mam do niego duży sentyment. Kiedy podpisałem kontrakt we Włoszech, „Byczek” przyniósł mi bukiet róż i autentycznie się rozpłakał.

W dzisiejszym świecie pełno jest wyrachowania, pozerstwa, obłudy.

On był zawsze szczery i autentyczny.

Reklama

Opiekowaliśmy się nim i dbaliśmy, by niczego mu nie brakowało. Jadał w klubie obiady, kupowaliśmy mu ubrania. Kiedyś przyszedł do nas z prośbą o buty do grania. Zrobiliśmy zrzutkę. Na drugi dzień „Byczek” przychodzi w nowych butach. Patrzymy, palce u nóg ma zaciśnięte w piąstki. – „Byczek”, te buty nie są za małe? – pytamy. – Nie, nie. Buty są dobre. Noga jest za duża – pada odpowiedź. Taki był nasz Sylwester.

Wyprawialiśmy mu w klubie urodziny, imieniny. Był ulubieńcem naszym i trenera Lenczyka. Kiedy wygrywaliśmy był pierwszy do gratulacji. Po porażce, pierwszy nas pocieszał.

Tak jak napisałem na początku, w wielu klubach są tacy ludzie. Ludzie, dla których mecz to nie tylko mecz. Ludzie, dla których klub jest całym życiem. To są ci najprawdziwsi kibice. Kibice, którzy przychodzą na mecz zawsze. Nawet jeśli drużyna jest na ostatnim miejscu. Nawet jeśli jest koszmarnie zimno. Nawet jeśli pada deszcz.

I wtedy gdy wszystkich opuściła nadzieja, oni wciąż wierzą, że ich drużyna będzie jeszcze kiedyś najlepsza.

Reklama

Ten wpis dedykuję właśnie tym ludziom. Tym kibicom. Dedykuję go „Byczkowi”.

Najnowsze

Reklama
Piłka nożna

Zwolnili trenera… na dwie minuty przed upływem terminu. Zastąpi go znane nazwisko

Kacper Korpak
0
Zwolnili trenera… na dwie minuty przed upływem terminu. Zastąpi go znane nazwisko

Weszło

Reklama