Pawlak zostaje w Widzewie, Śląsk wciąż zalega Sobocie, Boruc o presji w kadrze

redakcja

Autor:redakcja

10 października 2013, 07:16 • 14 min czytania

Reklama
Pawlak zostaje w Widzewie, Śląsk wciąż zalega Sobocie, Boruc o presji w kadrze

Zapraszamy na czwartkowy przegląd sześciu tytułów prasowych.

Reklama

FAKT

Koźmiński: Głowacki powinien być w kadrze.

Trzynaście lat temu, też był problem. Nikt na was nie stawiał w meczu z Ukrainą. Liczyliśmy Engelowi mecze bez goli, bez wygranych.
– W drużynie wszystko jednak buzowało, czuliśmy, że za chwilę musi być eksplozja formy, Brakowało tylko iskry, który dał nam mecz z Ukrainą. My tam przecież powinniśmy wygrać jeszcze wyżej, bo już przy 3:1 mieliśmy rzut karny. Osobiście jest mi przykro, że nie udało się go wykorzystać, bo nakłoniłem Andrzeja Juskowiaka, żeby strzelał, choć nie był do tego wyznaczony. Dał się przekonać i mu tym zaszkodziłem. Engel później już na niego nie stawiał.

Wtedy był pan piłkarzem i musiał słuchać pomysłów wiceprezesa PZPN Zbigniewa Bońka.Teraz to pan jest mi wiceprezesem, a Boniek szefem wszystkich szefów. Zmienił się przez te wszystkie lata?
– Jasne, że tak. Wszyscy się zmieniamy. Zbyszek jako człowiek zarządzający polskim futbolem jest bogatszy o wiele doświadczeń.
Co to znaczy?

Reklama

MAREK KOٹMIŁƒSKI: Kiedyś wiele spraw traktował zero-jedynkowo. Pamiętam nasze dawne dyskusje z piłkarzami Jerzego Engela o kwestiach marketingowych.
– On z nami nie dyskutował, tylko informował, że ma być tak, jak mówi i koniec. Był bezwarunkowo przekonany do swojej, jedynie słusznej, wersji. Nie muszę chyba dodawać, że takie stawianie sprawy zawsze jest źródłem konfliktów. Niedawno na tapecie znowu były kwestie udziału piłkarzy w reklamach. I znowu do akcji musiał wkroczyć prezes Boniek, ale tym razem nie mówił do piłkarzy, że ma być tak jak on chce, tylko zaproponował – dogadajmy się.

Fornalik dla Faktu: Trzon defensywy nam się rozleciał.

Defensywa w obecnych eliminacjach spisuje się bardzo źle. Polska gola nie straciła tylko w dwóch pierwszych meczach: z Mołdawią (2:0) i San Marino (5:0). Brakuje stabilizacji, do tego doszła kontuzja pewniaka فukasza Piszczka (28 l.).
– Mieliśmy trzon defensywy, który się rozleciał. Piszczek, to jeden z najlepszych prawych obrońców w Europie. Do tego Jakub Wawrzyniak też miał swoje kłopoty zdrowotne. Poszukiwania w obronie były konieczne. W defensywie nie mieliśmy ani jednego spotkania żeby powiedzieć „O, to był ten mecz, w tym konkretnym ustawieniu. Nie wolno tego ruszać.” Nie pracuję jako trener od roku. Środek obrony, to jest dwójka ludzi, która musi się rozumieć i uzupełniać. Musi wykonywać stawiane zadania. Tutaj tego nie było, stąd zmiany – powiedział Faktowi Fornalik.
Wszystko wskazuje na to, że trener zdecyduje się na czwórkę: Jędrzejczyk, Glik, Szukała, Wojtkowiak. Nawet, jeśli chciałby eksperymentować, to pole manewru jest bardzo ograniczone. W środę ze składu wypadł Bartosz Salamon (22 l.), który naruszył wiązadła w stawie skokowym. Jeśli trener myśli o awansie i zachowaniu posady, tym razem musi liczyć nie tylko na solidną grę obrony, ale też skuteczność. Remis nic nam nie daje. Podział punktów w Charkowie oznacza koniec marzeń o wyjeździe do Brazylii. I najprawdopodobniej zwolnienie Fornalika.

Jest decyzja. Pawlak zostaje w Widzewie.

Reklama

Pawlak nie jest już tymczasowym trenerem zespołu z al. Piłsudskiego. Zarząd klubu podjął decyzję, że szkoleniowiec ten będzie odpowiadał za wyniki drużyny do końca obecnych rozgrywek. – Rafał Pawlak przejął drużynę w trudnym momencie i w ostatnich dwóch meczach udowodnił, że ma pomysł na prowadzenie zespołu. W związku z tym szkoleniowiec został wybrany spośród wszystkich kandydatów i otrzymał szansę poprowadzenia zespołu w kolejnych meczach – mówi prezes Widzewa, Paweł Młynarczyk. – Liczymy, że drużyna zacznie regularnie punktować i dołączymy do walki o górną część tabeli. Interesuje nas awans do pierwszej ósemki zespołów w T-Mobile Ekstraklasie. Potencjał w drużynie na pewno jest, co pokazał choćby ostatni mecz z Lechią Gdańsk – dodaje szef łódzkiego klubu.

RZECZPOSPOLITA

Artur Boruc: Nikt nie wierzy, mniejsza presja.

Ta kadra nie miała jeszcze dobrego okresu, takiego jak za Jerzego Engela, Pawła Janasa czy Leo Beenhakkera…
– Też o tym ostatnio pomyślałem i mam nadzieję, że ten dobry okres przyjdzie właśnie teraz, kiedy nikt się tego nie spodziewa. To może być fajny czas, jeśli w Charkowie udowodnimy, że całkiem nieźle gramy w piłkę. Może to przewrotne, ale lubimy grać, gdy wszyscy nas już skreślają. Nie ma takiej presji, jaka była wcześniej, a przecież swoje wiemy. Gramy o wszystko, wierzymy w siebie i chciałbym, żeby wreszcie nam się udało.

Reklama

Na wyjeździe z poważnym rywalem nie potrafimy wygrać od lat.
– Między meczami na własnym stadionie i na stadionie rywala różnica jest tylko w otoczce. Zapewne nie jest to wymarzony scenariusz, że kończymy eliminacje dwoma spotkaniami z silnymi rywalami na wyjeździe, ale nie ma to większego znaczenia. Nie ma różnicy w przygotowaniach czy podejściu do gry. Gdybyśmy grali w Warszawie, ciśnienie pewnie byłoby większe.

To dobrze, że stadion w Charkowie został otwarty dla publiczności?
– To niewielka różnica, bo kibiców z Polski i tak będzie niewielu. Decyzja o zawieszeniu kary została ogłoszona tydzień przed meczem. Mogliśmy grać przy pustych trybunach albo przy stadionie pełnym Ukraińców. W jednym i drugim przypadku nie możemy liczyć na wsparcie.

GAZETA WYBORCZA

Nowy pomysł UEFA. Powstanie Liga Narodów?

Reklama

Nudzą cię towarzyskie spotkania? UEFA ma pomysł, co z tym zrobić! Na kongresie europejskiej centrali futbolowej pojawił się pomysł, by wprowadzić ligę reprezentacji narodowych. Podzielone kraje na pięć grup miałyby ze sobą rywalizować na wzór rozgrywek klubowych. Pomysł jest interesujący. UEFA zrzesza obecnie 54 kraje. Wszystkie miałyby zostać podzielone według rankingu reprezentacji na pięć grup, a w pierwszej znalazłyby się oczywiście te najlepsze, jak Hiszpania, Niemcy, Holandia czy Włochy. Zwycięzca turnieju, w którym mierzyłyby się drużyny z grupy pierwszej, zostawałby mistrzem Ligi Narodów i zgarniał pokaźną sumę pieniędzy. Najsłabsze zespoły z wyższej grupy spadałyby do niższej, a najlepsze z niższej awansowałyby do wyższej. W pierwszej i drugiej grupie byłoby osiem zespołów, w trzeciej i czwartej – 16, a w ostatniej – sześć. Turnieje między nimi (grupy podzielone zostałyby na czterodrużynowe podgrupy) miałyby być rozgrywane co dwa lata między mistrzostwami Europy i świata. I być alternatywą dla nudnych meczów towarzyskich, w których gra się „o pietruszkę”. Poza tym dla najlepszych reprezentacji eliminacje do – powiększonych do 24 zespołów – mistrzostw Europy stały się małym wyzwaniem.

Stawowy nie potrzebuje poklepywania przez prezesów.

Miało tu pana nie być. Tak słyszałem.
– W Cracovii? Pierwszy sygnał, że mogę stracić pracę, dostałem parę godzin po awansie do ekstraklasy. Jadąc na Rynek, by świętować sukces, usłyszałem, że mnie nie będzie. To nie było przyjemne, ale wychodzę z założenia, że skoro na coś nie mam wpływu, to nie będę się przejmował.

W trakcie rundy jesiennej też nie brakowało plotek o pana zwolnieniu.
– Taka już jest ta praca trenera. Kiedy przed laty pracowałem w Cracovii, tego typu pogłoski też się pokazywały. Ale jak popatrzymy na fakty, to mogę mieć czyste sumienie, bo efekty mojej pracy zawsze były widoczne. To normalne, że są spekulacje, ale ja się uodporniłem. Jeśli odejdę z Cracovii, to z poczuciem dobrze wykonanego zadania.

Reklama

Teraz łatwo o tym wszystkim mówić. Ale do niedawna nie był pan pewny, że zostanie?
– Trener nigdy nie może być pewny, że poprowadzi następny mecz. Mam szefa i on o wszystkim decyduje. Oczywiście to nie jest przyjemne, kiedy co chwilę czytam w internecie, że będę zwolniony, że zbliża się mecz o życie. Ale ktoś, kto nie umie sobie z tym poradzić, będzie miał problem z wykonywaniem zawodu. Najgorsze, że na piłkarzy to też ma wpływ. Ale proszę mi wierzyć: nie przejmowałem się, bo mam czyste sumienie. Kiedy do Cracovii przyjdzie mój następca, to będę mu życzył, by zrobił takie rzeczy jak ja.

Krychowiak: Nie chcę być turystą na Wembley.

W piątek Polska musi w Charkowie wygrać. Mamy jakieś argumenty w starciu z Ukrainą?
– Po marcowej porażce z Ukrainą na Stadionie Narodowym każdy kolejny mecz był o wszystko. Ale potem nie pokonaliśmy Mołdawii, a we wrześniu Czarnogóry. Dziś marginesu błędu nie ma, jeśli nie wygramy, stracimy szanse na mundial. Pół roku temu to my byliśmy faworytem, Ukraińcy stali pod ścianą. Porażka eliminowała ich z mundialu. Teraz faworytem jest Ukraina, a my musimy zdobyć trzy punkty. Chcemy i możemy się zrewanżować. Pamiętam, jak agresywnie się na nas rzucili w Warszawie – musimy odpowiedzieć tym samym. Strzelili nam dwa gole w dziesięć minut i było po meczu. W piątek będziemy się bić, żeby nie stracić nadziei.

Rzadko wygrywamy z dobrymi drużynami na wyjazdach. Ostatnio w listopadzie 2006 r. w Belgii.
– Nie mamy nic do stracenia. Niewielu kibiców wierzy, że pojedziemy do Brazylii. Ostatnio stwarzaliśmy wiele okazji do zdobycia bramki, nie mamy z tym problemów, ale za dużo goli traciliśmy. To nasza słabość.

Reklama

Dlaczego z takim potencjałem ofensywnym kadra wygrała w eliminacjach tylko raz z Mołdawią i dwukrotnie z San Marino? Całość jest gorsza niż poszczególne części.
– Tracimy za dużo goli, a błędy wynikają ze złej komunikacji i braku koncentracji. Ostatnio wyglądało to lepiej, ale nawet wybitne jednostki z najlepszych klubów zagranicznych nie gwarantują idealnej jedenastki.

POLSKA THE TIMES

Andrzej Juskowiak: Wciąż dużo od nas zależy.

Proszę o szczerą odpowiedź, wierzy Pan jeszcze w awans polskiej reprezentacji do mistrzostw świata?
– Uważam, że jest kilka przesłanek, na których można opierać optymizm. Nasza grupa jest bardzo wyrównana. Zdecydowany faworyt, czyli Anglia, zawodzi. Punkty się rozkładają i tak naprawdę ciągle wiele zależy od nas. Ukraina przegrała co prawda do tej pory tylko jeden mecz w tych eliminacjach, ale akurat u siebie i to wcale nie z jakimś wielkim zespołem, a z Czarnogórą. Uważam, że mamy szansę na wygranie piątkowego spotkania. Artur Boruc jest ostatnio w bardzo wysokiej formie. Dlatego można przypuszczać, że bramkarz bardzo nam pomoże w tym meczu. Linia obrony za bardzo się nie zmieni, więc pewnie jakieś błędy zostaną popełnione. Jest tylko kwestia, żeby udało się je naprawić, choćby przez skuteczne interwencje Artura. Nieźle natomiast wyglądała ostatnio nasza gra do przodu. Potrafiliśmy stwarzać sobie sytuacje i strzelać bramki. Jedyne o co można mieć pretensje, to procent wykorzystanych okazji. To na pewno trzeba będzie w meczu z Ukrainą poprawić. Oczywiście można też powiedzieć, że trudno uwierzyć w wygraną w Charkowie, skoro do tej pory udało nam się wygrać tylko trzy mecze, dwa z San Marino i jedno z Mołdawią. Czasami już jednak tak w futbolu bywa, że przychodzi moment przełomowy. To jest tylko jeden mecz – bo na razie nie ma co mówić o Anglii – w którym to Ukraińcy będą mieli więcej do stracenia niż my. Oni mają lepszą pozycję wyjściową przed tym spotkaniem i to oni są faworytem, ale my nie stoimy na straconej pozycji.

Reklama

Było dla Pana zaskoczeniem, że trener Waldemar Fornalik sięgnął po takich piłkarzy jak np. Marcin Wasilewski czy Mariusz Lewandowski? Zwolennicy tych powołań twierdzą, że selekcjoner postawił na doświadczenie. Oponenci, że wygląda to tak, jakby tonący brzytwy się chwytał. Pan zalicza się, do której grupy?
– Mychajło Fomienko też wysłał powołania do grupy ponad 20 piłkarzy. To jest normalne. Waldemar Fornalik wcześniej tego nie robił, ale teraz chce mieć zapewne większy wybór. Ja mimo wszystko widzę konsekwencję w postawie Fornalika. Cały czas powołuje piłkarzy, którzy grają regularnie lub ostatnio błysnęli formą. Jeśli jest taka możliwość, że można powołać 25 zawodników, to Fornalik chce z tego skorzystać. Ja to rozumiem i nie dziwię się postępowaniu selekcjonera. Powołanie doświadczonych zawodników, takich jak choćby Mariusz Lewandowski tłumaczę również tym, że Fornalik chce mieć piłkarzy, którzy jeszcze podniosą morale w szatni i pozwolą uwierzyć młodszym zawodnikom, że sukces w Charkowie jest możliwy.

SUPER EXPRESS

Jerzy Dudek: Potrzeba nam 11 tytanów.

Ale na czym budować optymizm? Ta kadra nie pokazała nic wielkiego…
– Optymizm budowałbym na naszej ofensywie, bo w ostatnich meczach ta formacja udowodniła, że jest w stanie zrobić dużo zamieszania w szeregach rywali. Zagramy dwa razy na wyjeździe, co umożliwi nam prezentowanie ulubionego stylu – gry z kontry. A mamy do tego wykonawców. Popracowałbym natomiast nad stałymi fragmentami gry. Kiedyś to była nasza broń, ale ostatnio nie jest. Największy znak zapytania to linia obrony. W każdym meczu popełnia błąd i przeciw Ukrainie też pewnie jej się to zdarzy, bo ciężko w pięć dni zbudować monolit.

Reklama

Jeden z piłkarzy powiedział, że on nie wie, jak ma grać, bo w tej obronie nic nie wiadomo, nikt nie podpowiada, w ogóle nie ma zgrania, bo ciągle inny skład wychodzi.
– Niektóre decyzje trenera są niewytłumaczalne. Widać, że Fornalik nie ma pomysłu na reprezentację. Co mecz to niespodzianki. W piłkarzach jest dużo niepewności, bo polski obrońca nic już nie wie. Czy będzie grał, a jeśli tak, to na jakiej pozycji. To smutne, że nie wyciągamy wniosków z poprzednich spotkań. A powołania… Wasyl nie grał pół roku, raz wystąpił i już jest w kadrze. Peszko też wcześniej nie grał, Salamon nie gra w ogóle. Mówi się, że to talent, ale ciężko ten talent dostrzec, skoro siedzi na ławce.

Mychajło Fomienko: Lewandowski wam nie pomoże.

Wygraliśmy z Polską w Warszawie, więc w rewanżu u siebie jesteście faworytami. Podziela pan tę opinię?
– Trzeba pamiętać, że po przegranych meczach szkoleniowcy mają sposobność wyciągnięcia wniosków i skorygowania błędów, które popełniła drużyna. Trener Polaków na pewno to zrobił, a Polacy są żądni rewanżu. Nie będzie łatwo.

Wam idzie znakomicie, od zwycięskiego meczu z Polską nie przegraliście żadnego meczu o punkty…
– Ale do zajęcia dwóch premiowanych miejsc wciąż pozostaje czterech kandydatów: Anglia, Ukraina, Polska i Czarnogóra. Ł»e tak będzie, przewidywałem już na początku eliminacji.

Reklama

Jest pan zaskoczony, że trener Fornalik niespodziewanie powołał do kadry Mariusza Lewandowskiego?
– Nie. Każdy selekcjoner w jakimś celu wybiera konkretnych piłkarzy. Ale jeśli powołał Mariusza Lewandowskiego, bo ten zna ukraińską piłkę, to… Lewandowski wam nie pomoże. Dzisiaj możliwości podpatrzenia rywala i zdobywania o nim informacji są tak duże, że nie potrzeba do tego szpiegów.

PRZEGLĄD SPORTOWY

Rudzki o kadrze: Presja? Jaka presja?

Eliminacje tak naprawdę już przegraliśmy. Wszystko, co wydarzy się na plus dla Polski, będzie cudem, z pogranicza zmartwychwstania – pisze Przemysław Ruszki, wicenaczelny „PS”. Do historii można przejść tylko dzięki wielkim meczom, dramatycznym rozstrzygnięciom. Przewidywalny scenariusz nikogo nie kręci. Wpisany w naszą, Polaków, historię jest zryw. Po zrywie czujemy się lepiej, nawet jeśli nie jest on zwycięski. Paradoks dotyczący naszych reprezentacji z ostatnich kilkunastu lat polega na tym, że nikt nie uznał awansów drużyn Jerzego Engela, Pawła Janasa, czy Leo Beenhakkera za cuda. Przeciwnie, nawet po tym, jak nasza drużyna narodowa zakwalifikowała się do MŚ w Azji, czekając na to od meksykańskiego mundialu, od razu uznaliśmy, że to po prostu nasze miejsce, które z przyczyn niewyjaśnionych ktoś nam wcześniej odebrał. Awans Janasa i jego piłkarzy został przyjęty wręcz jako coś normalnego, kontynuacja dzieła. Sukces Leo Beenhakkera może smakował nieco inaczej, bowiem na EURO wcześniej nigdy nie graliśmy, było to więc przełamanie bariery niemocy. Fornalik, choć znalazł się w beznadziejnej sytuacji, wciąż może zbudować własną legendę. Osobiście nie wierzę w sukces kadry, natomiast nikt nie powiedział, że jakimś cudem ten awans się jednak nie urodzi.

Reklama

Sobota: „Śląsk wciąż jest mi winien pieniądze.

Przyjeżdżając na zgrupowanie kadry jako piłkarz Club Brugge czujesz się pewniej, niż gdy byłeś powoływany jako piłkarz Śląska Wrocław?
– Można tak powiedzieć. W Belgii okrzepłem, czuję się pewniejszy. Jestem tam dopiero miesiąc, ale w sferze mentalnej wiele się pozmieniało. Sam fakt, że występuję za granicą i wskoczyłem do pierwszej jedenastki, sprawia, że czuję się mocniejszy.

Włodzimierz Lubański twierdzi jednak, że Sobota w Clubb Brugge to jeszcze nie ten Sobota, który zachwycał w spotkaniu Śląska z Belgami w Lidze Europy.
– Trudno, żeby było inaczej, skoro rozegrałem tam dopiero cztery spotkania, do końca nie znam jeszcze tego zespołu. Muszę nauczyć się, jak który zawodnik gra, a to zajmie trochę czasu. Występuję w pierwszej jedenastce, zbieram pozytywne recenzje, ale muszę bardziej zgrać się z kolegami z drużyny.

Mają już do ciebie zaufanie?
– Dostaję dużo podań, więc chyba mają. Zawodnika ofensywnego ocenia się jednak głównie na podstawie statystyk, czyli tego, ile ma asyst, ile goli. Asysty zaliczyłem, ale bramki do tej pory nie zdobyłem. Jeszcze w stu procentach nie dostosowałem się do stylu, w jakim gra moja nowa drużyna.

Reklama

Fornalik walczy z czasem.

Czas. To największy wróg selekcjonera – ciągła walka z czasem. Mamy tylko kilka sesji treningowych, w których trzeba wykorzystać każdą sekundę. Nie możemy sobie pozwolić na bylejakość. Na coś, co w perspektywie może nie przynieść zamierzonego efektu. Zawód, a w zasadzie funkcja selekcjonera, ma swoją specyfikę. Słuchałem i czytałem wiele wywiadów z byłym selekcjonerem Francji Raymondem Domenechiem. W dziewięćdziesięciu kilku procentach potwierdzam, że to, co napisał w swojej książce, to rzeczywistość każdej reprezentacji. Deficyt czasu dotyczy selekcjonerów – z jedną drobną różnicą. Ci, co prowadzili kadrę w wielkich turniejach, mieli kilka tygodni, aby przygotować zespół. Mogli narzucić i odcisnąć piętno na grze drużyny i piłkarzach. O wiele trudniej jest zrobić to w trakcie eliminacji. Nie ma grania bez presji i komfortu, że przegrywając mecz nic się nie dzieje. Ł»e w zamian możemy zyskać potężną dawkę informacji. Tu cały czas chodzi o punkty. Kiedy zbliża się zgrupowanie, nie siedzę długo nad kartką papieru i myślę, jak zmieścić się w tak ciasnych ramach czasowych. Weźmy np. pod lupę zawodnika grającego ligowy mecz w niedzielę i jego cykl tygodniowy w klubie. W poniedziałek odnowa biologiczna, we wtorek dzień wolny, w środę trening. Po prostu komfort pracy. W reprezentacji w tym samym czasie musimy przemycić jak najwięcej zajęć taktycznych, pamiętając o odpoczynku, ale z drugiej strony o odpowiednim przygotowaniu fizycznym do piątkowego meczu. Układanie typowego mikrocyklu jest trudne. Wiele z piłkarzem nie popracujemy.

Najnowsze

Reklama
Piłka nożna

Zwolnili trenera… na dwie minuty przed upływem terminu. Zastąpi go znane nazwisko

Kacper Korpak
0
Zwolnili trenera… na dwie minuty przed upływem terminu. Zastąpi go znane nazwisko

Weszło

Reklama