Paixao w reprezentacji Portugalii? Media bawią się statystykami

redakcja

Autor:redakcja

10 października 2013, 18:10 • 3 min czytania

Reklama
Paixao w reprezentacji Portugalii? Media bawią się statystykami

Portugalia napastnikami nie stoi, wiadomo, ale żeby szansę na powołanie miał mieć snajper z polskiej ligi? Trochę trudno w to uwierzyć. Gdy Marco Paixao opowiadał nam w wywiadzie, że jest przekonany, że trafi w końcu do kadry, błądziliśmy gdzieś między jego nadmierną pewnością siebie, a naszym zdrowym rozsądkiem. O czym on bredzi? Portugalia? Jest słabo, ale bez przesady. Tymczasem dziś tamtejsze media rozpisują się o sporych problemach Paulo Bento z napastnikami przed decydującymi meczami eliminacyjnymi i podsuwają na przyszłość kandydaturę nie tylko Paixao, ale – żeby było ciekawiej – nawet… Vasconcelosa.
Są to oczywiście rozważania czysto teoretyczne i traktować je trzeba raczej w kategoriach ciekawostki, ale na swój sposób obrazują pewną sytuację. Jak wielka bryndza musi być z klasycznymi portugalskimi „dziewiątkami”, skoro w gronie potencjalnych zbawców kadry wymienia się właśnie Paixao…

Reklama

Zaczęliśmy się nawet zastanawiać, co musiałoby się stać, żeby przyparty do muru Bento zaczął szukał ratunku we Wrocławiu. Teoretycznie? Niewiele. Helder Postiga, choć trochę w życiu nastrzelał, w tym sezonie zdobył tylko trzy gole, a z Izraelem i tak nie zagra za czerwoną kartkę z poprzedniego meczu. Przymierzany go gry na szpicy w ostatnim towarzyskim spotkaniu z Brazylią Nelson Oliveira (Rennes) też nie grzeszy skutecznością (4 gole). Pozostali? Słabo. Po dłuższej nieobecności do łask wrócił wprawdzie Eder (Braga), ale bardziej z braku laku niż w celu zbawienia portugalskiej kadry. Nie dość, że ani razu nie znalazł w tym sezonie drogi do siatki, to jeszcze – co podkreślał ostatnio m.in. Jesualdo Ferreira – nie jest najlepiej przygotowany pod względem fizycznym. Numerem jeden na najbliższe mecze z Izraelem i Luksemburgiem powinien być Hugo Almeida – jedyny portugalski napastnik, który nie musi wstydzić się statystyk (8 meczów, 7 goli). Wśród powołanych są jeszcze oczywiście Cristiano Ronaldo, Silvestre Varela czy choćby Danny, ale żaden z nich nie jest przymierzany do gry na szpicy.

– Zawsze wierzyłem, że stać mnie na europejski top i do dziś wiem, że jeszcze mi się to uda i trafię do reprezentacji. Jestem o tym przekonany. Wierzę w to, nie ma rzeczy niemożliwych – mówił w niedawnej rozmowie z nami Marco Paixao. – Wierzę, że skauci reprezentacji mają mnie na uwadze – dodał na łamach portugalskiego Mais Futebol.

Wprawdzie naszym zdaniem prędzej Polska awansuje na mundial w Brazylii, niż Paixao dostanie powołanie do kadry, ale wrodzona dociekliwość kazała sprawdzić, jak na tle konkurentów wypadają dwaj przedstawiciele Ekstraklasy. I wyszło… zaskakująco dobrze. Marco ma w tym sezonie we wszystkich rozgrywkach tyle samo bramek, co Cristiano Ronaldo (12), a Vasconcelos z 23 trafieniami na koncie jest drugim najlepszym portugalskim strzelcem w 2013 roku. Świadomi wątpliwej klasy naszej ligi portugalscy dziennikarze w przypadku napastnika Śląska podkreślają przede wszystkim bramki zdobywane przez niego w Lidze Europy. O Vasco, który twierdzi zresztą w rozmowie z Mais Futebol, że Paixao powinien dostać swoją szansę, piszą bardziej w formie ciekawostki.

Droga do drużyny Paulo Bento jest długa i wyboista. Dla Paixao – zbyt trudna do przebycia i raczej nie do pokonania. Wyżej stoją notowania choćby odradzającego się pomalutku w Anglii Ricardo Vaz Te, więc generalnie nie ma się co podniecać doniesieniami z Portugalii. Wygląda jednak na to, że poza polskimi koneserami ktoś tę naszą ligę mimo wszystko ogląda.

Reklama

Fot. FotoPyk

Najnowsze

Reklama
Piłka nożna

Zwolnili trenera… na dwie minuty przed upływem terminu. Zastąpi go znane nazwisko

Kacper Korpak
0
Zwolnili trenera… na dwie minuty przed upływem terminu. Zastąpi go znane nazwisko

Weszło

Reklama