Tomasz فapiński: – Legia się rozkręci, Lech zasmuci Zuba, a Śląsk ponownie zaskoczy

redakcja

Autor:redakcja

08 sierpnia 2013, 14:28 • 5 min czytania

Reklama
Tomasz فapiński: – Legia się rozkręci, Lech zasmuci Zuba, a Śląsk ponownie zaskoczy

Z Tomaszem فapiński, byłym piłkarzem i komentatorem Polsatu Sport, rozmawiamy o początku ligi i naszych pucharowiczach. O tym, kto zaskoczył i kto rozczarował, o koszmarnym stylu Lecha, problemach Legii, zmęczeniu Śląska i nie tylko.
Legia po wczorajszym wieczorze ma na swoim koncie jeden sukcesik, ale przyznajmy – osiągnięty w wielkich trudach.
Zazwyczaj jest tak, że sukcesy czy nawet sukcesiki zdobywa się w wielkich trudach. Najważniejsze, że one w ogóle są. Doceńmy to. Trudno jednak odnieść te wyniki do klasy przeciwnika – im w lidze nie idzie, a w pucharach pokazali się z niej strony. Norwegowie słabi na pewno nie byli. Lepszym drużynom, niż Legia, też sprawiliby sporo problemów.

Reklama

Jan Urban mówi: „Nie patrzmy na styl, skoro wynik jest dobry”. Kupuje to pan?
Jeżeli drużyna nie osiągnęła jeszcze apogeum swojej formy, dopiero jest na odpowiedniej drodze, a przy tym jest w stanie awansować – to tak. Legia może wkrótce się rozkręcić, osiągnąć właściwy poziom fizyczny i będzie wyglądała adekwatnie. Oglądałem mecze i odniosłem wrażenie, że ten zespół powinien niedługo wejść na właściwe tory. Zniżki formy się nie spodziewam. Jest więc nadzieja, że Legia zaraz wskoczy na wyższe obroty, może akurat na IV rundę eliminacyjną.

Co pana najbardziej zaskakuje na początku sezonu?
Liczyłem, że Śląsk lepiej zacznie. Jagiellonia fajnie weszła w sezon, rozegrała na początku dwa niezłe mecze. Zresztą, oba te zespoły ze sobą już grały, a w pewnym momencie we Wrocławiu zapowiadało się na 4:0 dla Jagi. Widać w tym rękę Stokowca.

No właśnie, Śląsk odwrotnie niż Legia – w Europie wygląda dobrze, w lidze nie przekonuje.
Przed tą rundą Ligi Europy dawaliśmy Śląskowi najmniej szans, większość właściwie go skreśliła. A oni zaskoczyli, i to bardzo, rozgrywając z Belgami świetny mecz. Teraz trzeba liczyć na kolejne zaskoczenie. Po pierwszym spotkaniu wysoko zawiesili sobie poprzeczkę, teraz muszą nad nią przeskoczyć.

Głośno i otwarcie piłkarze mówią już o zmęczeniu. Natężenie meczów, owszem, spore, ale przecież mamy początek sierpnia, liga dopiero ruszyła.
Zauważyłem, że wielu osobom wydaje się, że o zmęczeniu można mówić dopiero po rozegraniu piętnastu meczów. A przecież można być zmęczonym po jednym meczu. Jeśli dałeś z siebie 100 procent, zostawiłeś serce na boisku, to tak – masz prawo być zmęczony. Ja to rozumiem. Nie chodzi o kumulację tych spotkań, a długość odpoczynku między meczami. Ktoś, kto po poniedziałku był zmęczony i zagrał we wtorek będzie miał większe problemy od tego, który zagrał w czwartek. Mam tylko nadzieję, że to gadanie o zmęczeniu nie jest tłumaczeniem gorszych wyników w lidze. Stwierdzenie, że Śląsk ma zbyt krótką ławkę, niech będzie stwierdzeniem faktu, a nie wymówką.

Reklama

Lech to największe rozczarowanie początku ligi?
Z Finami źle nie było, zrealizowali cel. Może to nie był światowy poziom, ale rywala mieli pod kontrolą. Potem byli jednak Litwini i ten styl Lecha… Styl nie do przyjęcia. Można prowadzić mecz, stwarzać sobie sytuacje, stracić przypadkowego gola i przegrać 0:1. Ale ta gra Lecha w Wilnie była po prostu koszmarna. I to pod każdym względem. Wybieganie, przygotowanie fizyczne, aspekty wolicjonalne, taktyka, technika. To wszystko wyglądało strasznie. To było zdecydowanie jedno z najgorszych spotkań za kadencji trenera Rumaka.

Wystarczy przyjrzeć się bliżej, a okazuje się, że Kotorowski zapomina jak się broni, Arboleda przypomina tykającą bombę, druga linia nie istnieje, a Hamalainen stracił wszelkie atuty z wiosny.
Zawsze, jak weźmie się szkło powiększające, to problemy urastają do niebotycznych rozmiarów. To normalne, że kiedy drużyna nie jest w formie, piłkarze popełniają więcej indywidualnych błędów. Ale faktycznie, Lech ma problem.

Marek Zub, zapytany którego napastnika Lecha obawia się najbardziej, odpowiada: Piotra Reissa…
(śmiech) Może Marek nie ogląda za wiele Lecha, bo jest kilku piłkarzy, których powinien obawiać się bardziej, niż Reissa? Rozumiem, że to delikatny żarcik z jego strony.

A może to też symptomatyczne, jaką siłą w ataku dysponuje Mariusz Rumak? Nie takiego Teodorczyka mieliśmy oglądać.
To samo można by powiedzieć o każdym zawodniku Lecha, który z Ł»algirisem zagrał. Każdy ma o wiele większe możliwości. Myślę, że wielu nie miałoby nic przeciwko, gdyby trener Zub z tej nutki sarkazmu przeszedł po meczu w smutek, a nawet sportową rozpacz. Po wysokiej porażce w Poznaniu!

Reklama

Ostatnie wydarzenia – zwolnienia Pavla Hapala i Leszka Ojrzyńskiego tuż po starcie ligi – to przykład, dlaczego polska liga jest w takim, a nie innym miejscu? To nie są logiczne decyzje.
Myślę, że powody są większe. Aczkolwiek zgadzam się, w tych decyzjach nie widać rozsądku głów kierujących klubami. Może na te głowy trzeba nałożyć kapelusik, bo słońce za mocno już dało się we znaki? Albo chociaż zimny prysznic? Brak konsekwencji w działaniu jest aż nadto widoczny. Już w poprzednim sezonie było wiadomo, że Korona trenera Ojrzyńskiego nie potrafi wygrywać na wyjazdach. Jak gra Zagłębie Hapala, widać było już dawno temu. Dlaczego więc teraz, a nie wcześniej? To nie jest czas na zwalnianie trenerów.

W Lubinie co roku ten sam scenariusz – duże pieniądze, duże oczekiwania i brak wyników. To już zdarta płyta.
I chyba stąd się wzięła ta nerwowość. Może mają już dość, że start ligi jest bardzo zły, cała jesień do kitu, a dopiero runda rewanżowa przynosi „Rycerzy Wiosny”? Najwyraźniej ten scenariusz kogoś już zaczął poważnie irytować. Mimo wszystko, nic nie usprawiedliwia tego braku konsekwencji.

Ł»eby nie było zbyt ponuro, co na plus?
Podoba mi się styl gry Cracovii. Przez ostatnie lata ten zespół wyglądał siermiężnie, brutalnie i nieprzyjemnie. Po każdym sezonie zapewniali, że nie będą już więcej bronić się przed spadkiem, a i tak się bronili. Aż w końcu ten spadek ich dopadł. Cztery punkty w trzech meczach to przyzwoity wynik, ale fajnie, że mają pomysł na grę. Będę bił brawo każdemu, kto chociaż konsekwentnie próbuje prowadzić grę i narzucać swój styl. Oby więcej takich drużyn, jak Cracovia trenera Stawowego.

Indywidualne laurki?
Visnakovs, który jest do bólu skuteczny. Jak utrzyma tę skuteczność przez pół rundy, to już mamy pewnego króla strzelców.

Reklama

Najnowsze

Reklama

Weszło

Reklama