Długo trwało w Śląsku poszukiwanie napastnika z prawdziwego zdarzenia. Albo przewijali się przez Wrocław obcokrajowcy z ukrytym defektem (Diaz, Voskamp, Mouloungi), albo polscy – bez większej liczby zalet (Gikiewicz, Więzik). Teraz jednak wiele wskazuje, że przy Oporowskiej zameldował się snajper, który zna się na robocie. Który może i nie jest wybitnym, błyskotliwym piłkarzem, a w Turbokozaku rankingu by nie pozamiatał, ale jako jedyny z całego zaciągu potrafi wykonać to, czego od niego się oczekuje częściej niż raz na kilka miesięcy. 7 meczów, 5 goli. Po prostu Marco Paixao.
W rewanżu z Brugge wzięliśmy pod lupę akurat Portugalczyka, by sprawdzić, jak poradzi sobie w środowisku wyjątkowo trudnym dla napastnika. Dziś bowiem nikt nie oczekiwał od niego ściągania pajęczyny czy podkręcania imponującej skuteczności jak z Rudarem, ale przede wszystkim rozbijania obrońców czy przetrzymania piłki. Z pierwszego zadania Paixao wywiązał się świetnie (patrz: statystyki), z drugiego – mocno przeciętnie, co – gdybyśmy oceniali piłkarzy w pucharach – znacząco wpłynęłoby na jego notę (5/10). Co prawda średnią celność krótkich podań miał świetną (prawie wszystkie do tyłu, ale jednak dokładne), ale zaliczył też sporo strat. Dwie przy dryblingach, które nie są jego najsilniejszą stroną.
Trudno się jednak Paixao czepiać, bo po pierwsze – przez prawie cały mecz był w ataku osamotniony, a po drugie – w porównaniu do swoich poprzedników wydaje się na razie zawodnikiem o klasę lepszym. W przeciwieństwie do Diaza czy Voskampa – ma chęci, by wracać i zmuszać przeciwnika do błędu, a w porównaniu z Gikiewiczem – jest o niebo skuteczniejszy. A to już wynika z instynktu – facet wie, kiedy i gdzie trzeba się znaleźć w polu karnym.
Statystyki:
Strzały (celne/niecelne): 1/1
Strzały zablokowane: 1
Podania krótkie (celne/niecelne): 15/2
Podania długie: 1/0
Pojedynki główkowe (wygrane/przegrane): 2/2
Odbiory: 2
Straty: 7
Faulował: 1
Faulowany: 1
Spalone: 2
Dryblingi (wygrane/przegrane): 0/2