No Mourinho, no problem, a Chelsea wraca w starym stylu

redakcja

Autor:redakcja

08 sierpnia 2013, 10:51 • 3 min czytania

Reklama

Od relacjonowania meczów sparingowych tylko krok do relacjonowania treningowej gry w dziada. Jednak dzisiejszy mecz Realu z Chelsea towarzyski był tylko z nazwy, a o tym jak zmotywowane były obie drużyny najlepiej niech świadczy fakt, że już w pierwszej połowie z kontuzjami mogli zejść Sergio Ramos i Ronaldo, żółte kartki dostali Lampard i Cahill, a Ancelotti na pierwszą zmianę zdecydował się dopiero w 70 minucie. Zbyt wielu miało zbyt wiele w tym meczu do udowodnienia, poczynając od Mourinho, przez piłkarzy Realu i Ancelottiego, by odpuszczać choćby na sekundę. A wszystko na oczach 80 tysięcy kibiców, w tym Marcelo Sarvasa, który w roli supportu dwie godziny wcześniej zagrał w barwach Galaxy z Milanem.
Tylko na papierze był to mecz równych sobie drużyn, od pierwszych minut wyraźnie zarysowało się bowiem kto będzie rozdawał karty. Real podszedł do Chelsea z respektem, jaki ma walec wobec hałdy piasku, co chwila łatwo przedostawał się pod bramkę rywali i groźnie strzelał; londyńczycy tymczasem atak pozycyjny potrafili przeprowadzić maksymalnie do linii środkowej, potem grzecznie oddawała piłkę. Gol Marcelo w 14 minucie był formalnością, potwierdzeniem ogromnej przewagi hiszpanów. Chelsea zaskakująco odpowiedziała jednak już po trzech minutach, choć należy tę bramkę raczej traktować w kategorii prezentu obrony Realu dla Ramiresa, z bliżej nieznanej okazji. Czysta sytuacja zupełnie z niczego, Ramires wychodzi sam na sam, a potem udowadnia, że oglądał mecz Śląska z Brugge bo strzela kopiując wykończenie Plaku i mamy wyrównanie. W 30 minucie ostry faul od tyłu na Ronaldo wywołuje spore zamieszanie i przepychanki pomiędzy zawodnikami – kolejny dowód na to, iż atmosfera na meczu była daleka od sparingowej; do utarczki doszło przede wszystkim pomiędzy Terrym i Ramosem. Gdy opadł bitewny kurz, a sędzia porozstawiał grajków po kątach, Ronaldo strzelił nie do obrony z 35 metrów i do przerwy wynik się nie zmienił.

Reklama

W drugiej połowie Mourinho wpuścił trochę świeżej krwi, w tym zmienił Lukaku na Torresa. Ten pierwszy, reklamowany przez wielu jako nowy Drogba, w tym meczu raczej wyglądał jak klon Krzywickiego, jego jedyny strzał bowiem powędrował poza stadion, a kilka minut później pobił ten wyczyn tym razem dośrodkowując prawie w trybuny; Torres dla odmiany znikał przez długie minuty jak Kevin Bacon w „Niewidzialnym człowieku”. Na kilka minut po przerwie Chelsea przejęła jednak inicjatywę, po raz pierwszy w meczu konstruując akcje sensowniej niż „zagraj do Hazarda i niech się męczy”, dwa razy będąc blisko wyrównania. Bramka Ronaldo w 57 minucie po asyscie Isco na dobre jednak ustawiła mecz, z londyńczyków uszło powietrze. Satysfakcja Ancelottiego po tym golu bardzo wymowna, widać, ile znaczył dla niego ten mecz – Mourinho podobnie, bodaj ani na chwilę nie usiadł na ławce. Chelsea, choć próbowała atakować, tak po prostu brakowało jej jakości – dalej co chwila groźnie było raczej pod bramką Cecha. Dwa razy bramkę sezonu już w przedsezonowym sparingu mógł ustrzelić Di Maria, w końcówce po podaniu Ronaldo bramkę piętą strzelił Morata, ale z minimalnego spalonego.

W tym meczu dostrzec można było nie tyle przewagę Realu, co różnicę klas pomiędzy tymi zespołami. Widać wyraźnie, że Real to zespół poukładany i zgrany, który doskonale się rozumie, podczas gdy Chelsea na ich tle wyglądało jakby przyszło po naukę. Gdy The Blues budowali akcje w ataku pozycyjnym, niebezpiecznie zaczynały krążyć po głowie myśli na temat wydłubania sobie oczu tępym narzędziem – i to przyjemniejsze niż patrzeć z jak wielkim trudem, mozołem, niedokładnością i brakiem pomysłu próbowała nacierać ekipa Mourinho. Dużo pracy przed The Special One, bo jego zespół na razie jest daleko od bycia Special – słaby atak, pomoc pełna młodych, niezgranych i niedoświadczonych zawodników, którzy nie gwarantują jakości przez 90 minut, a co dopiero mecz w mecz. Widać jednak już rękę Mourinho, to Chelsea w starym stylu – będzie wolała zejść z boiska z trzema czerwonymi kartkami, niż z trzema straconymi golami. Real podczas generalnej próby wypadł natomiast znakomicie, Ancelotti ma gotowy zespół, gra może mniej pewnie w obronie, ale ze znacznie większym rozmachem w ataku.

Najnowsze

Reklama

Weszło

Reklama