Czy Zub zaszkodzi Lechowi, a Śląsk zagra jeszcze lepiej?

redakcja

Autor:redakcja

08 sierpnia 2013, 11:35 • 4 min czytania

Reklama
Czy Zub zaszkodzi Lechowi, a Śląsk zagra jeszcze lepiej?

Zaniepokojony Lech musi spoglądać nerwowo na zegarek i odrabiać straty, a skoncentrowany i zmęczony Śląsk popełniać jak najmniej błędów, by utrzymać przewagę. Jeśli czegoś spodziewaliśmy się po pierwszych spotkaniach III rundy eliminacji Ligi Europy, to na pewno nie takich rozstrzygnięć – już bardziej prawdopodobny byłby układ odwrotny. Dziś oba kluby stają jednak przed swoimi szansami: wrocławianie, by po pięknym meczu u siebie z Belgami przebić nadmuchany balonik i poznaniacy, którzy mogą pomóc Litwinom osiągnąć historyczny awans. A może… Może Lech zagra jak wiosną z Piastem, a Śląsk zagra jak przed tygodniem? Może wakacyjne eurowpierdole odłożymy w czasie?
Poznańskie powietrze wydaje się przepełnione obawami i niepewnością. Po ostatnim meczu w lidze kibice denerwują się na piłkarzy („Co wy robicie, Kolejorz, co wy robicie!”), oni sami na boisku wyglądają kiepsko, Mariusz Rumak zupełnie niepotrzebnie wchodzi w konflikt z mediami, a zarząd musi mówić o pełnym zaufaniu do trenera. O problemach Lecha przed dzisiejszym meczem przypomina też Marek Zub. Niby sprawy poznaniaków go nie interesują, a jednak zwraca na nie uwagę – na możliwy problem w głowach piłkarzy i atmosferę po ostatnich wynikach. – Czy może dzieje się coś złego w środku zespołu? Tego nie wiem – mówi.

Reklama

Lech w tym sezonie zawodzi na całej linii. Nie widzieliśmy jeszcze meczu poznaniaków, po którym mogliśmy powiedzieć „tak, to jest to”. Nie widzieliśmy ani jednego takiego występu, jak choćby Legia miała z Podbeskidziem, a Śląsk – z Club Brugge. Coś w tej drużynie zawodzi, choć najłatwiej byłoby chyba powiedzieć, że zawodzą wszyscy. Kotorowski zapomina jak się broni, Arboleda jest tykającą bombą, środek pola nie istnieje, Hamalainen jest cieniem samego siebie, skrzydłowi niewiele wnoszą, a pierwszym napastnikiem staje się Ubiparip (to też mówi samo za siebie).

– Którego napastnika obawia się pan bardziej? Ubiparipa czy Teodorczyka? – pyta dziennikarz Zuba.
– Z napastników Lecha najbardziej obawiam się Piotra Reissa…

Ł»algiris nigdy nie grał w IV rundzie eliminacji Ligi Europy. Gdyby przed tygodniem miał odrobinę więcej szczęścia, już jedną nogą wchodziłby do kolejnego etapu. Na razie po prostu nacisnął klamkę i otworzył drzwi. Drzwi, za którymi kryje się najlepszy wynik w historii litewskiej piłki. Lech przez te drzwi nikogo przepuszczać nie zamierza. – Podtrzymuję swoją opinię sprzed pierwszego meczu, daję Lechowi 30 proc. szans na awans. Musimy tylko zagrać na tym samym poziomie i z takim samym zaangażowaniem, co w Wilnie – nie ukrywa Zub. I wie, że przecież Lech może nie wytrzymać fizycznie.

BET-AT-HOME:

Reklama

Lech wygra – 1.30
Będzie czerwona kartka – 4.00
1:0 dla Lecha – 5.00

Kliknij aby się zarejestrować i obstawić zakład >>

BETCLIC:

Reklama

Poniżej 2.5 gola – 1.85
Oba zespoły strzelą gola: NIE – 1.62
Pierwszy gol dla Lecha – 1.25

Kliknij aby się zarejestrować i obstawić zakład >>

Problemy z przygotowaniem fizycznym mają też w Śląsku. Taki Krzysztof Ostrowski z Club Brugge zagrał godzinę, trzy dni później z Wisłą – półtorej. Przyglądaliśmy mu się w niedzielę z dużą uwagą i wyglądał mizernie. Aż dziw, że po meczu nie trafił na intensywną terapię, choć i zrozumieć trzeba Levy’ego: lepszy na prawej obronie zajechany Ostrowski, niż pełen sił Socha. Temat zmęczenia porusza coraz większa liczba piłkarzy, porusza też go Krzysztof Paluszek, choć… W takich chwilach przypominają nam się słowa فukasza Załuski: – Nie ma czegoś takiego, jak zły okres przygotowawczy. To nie istnieje. Przez sześć lat gry w Szkocji ani razu nie słyszałem, żeby ktoś powiedział, że jest za ciężko, za lekko, że to nieodpowiednie miejsce albo pora. Nie, dla nich to abstrakcja. Oni nie wyobrażają sobie, żeby mieli powiedzieć, że nie wyszły im dwa pierwsze mecze, bo trzy tygodnie temu mieli zbyt ciężki trening.

Reklama

Kilka dni temu Śląsk pokazał, że potencjał ma bardzo duży. Może w lidze nie zachwyca i nie powala z nóg, ale w europejskich pucharach jest w stanie wspiąć się na wyższy poziom. Pierwsze starcie z Club Brugge to była niezła próbka piłkarskich umiejętności – dziesięciu wrocławian i Waldemara Soboty, który z powodzeniem rozgrywał własny mecz. To na nim najmocniej skupią się dziś rywale, a my tylko życzymy sobie (i Waldkowi!) na lewej obronie tego samego gościa, co ostatnio. Jeśli zobaczycie dziś tego biednego De Bocka, od razu dopiszcie plus po stronie Śląska.

Obaj trenerzy w dość dziwny sposób przepychają się w mediach. „Wygraliśmy pierwszy mecz, ale to Belgowie mają większe szanse na awans”… „Nie, nie, skoro wygrał już Śląsk, to faworytem jest on”… I tak dalej. Levy zwraca też uwagę na to, że taki sam mecz, jak przed tygodniem, może wrocławianom nie wystarczyć. Muszą zagrać jeszcze lepiej. – Musimy grać na 100 proc. swoich możliwości. Ostatnio to się udało, ale to już jest blisko naszego limitu – przyznaje. Wychodzi zbyt krótka ławka, no i to zmęczenie (mamy początek sierpnia!). A Club Brugge, względem poprzedniego meczu, szykuje mocniejszy skład. Z Maximem Lestiennem, który w zeszłym sezonie ustrzelił pakiet 17 goli plus 13 asyst. Czy on odmieni losy tego dwumeczu?

EXPEKT:

Remis – 4.50
Śląsk strzeli gola – 1.58
Poniżej 2.5 gola – 2.15

Reklama

Kliknij aby się zarejestrować i obstawić zakład >>

COMEON:

Club Brugge wygra – 1.41
Bez bramek do przerwy – 2.65
Awans Śląska – 1.74

Reklama

Kliknij aby się zarejestrować i obstawić zakład >>

Najnowsze

Reklama

Weszło

Reklama