Miała być promocja piłki nożnej w kobiecym wydaniu, a wyszedł z tego tylko śmieszno-straszny pomysł pani prezes. Od początku mieliśmy wrażenie, że cała ta idea – biorąc pod uwagę, że nie chodzi o mecz pokazowy ani charytatywny (taki dałoby się jeszcze sensownie wytłumaczyć), tylko zwykły sparing w Grodzisku, to jakaś gruba przesada i szybko dostaliśmy odpowiedź. Drugoligowy zespół i to bardzo wątpliwej jakości w ciągu 60 minut rozgromił pierwszą reprezentację Polski kobiet 10:0.
Panowie się spięli i uznali najwyraźniej, że nie ma sensu robić jeszcze większej szopki niż ta, która już została zrobiona, a potem narażać się na głupie komentarze, że nie dali rady z płcią tak zwaną słabszą. Co to wszystko miało na celu? Jaką miało przynieść korzyść dla piłkarzy Warty – nie mamy pojęcia. Ale przynajmniej możemy zobaczyć w skrócie jak to wyglądało:
Zabrakło tylko, żeby pani Łukomska sama stanęła na bramce.