Brożek nie wie o odejściu, Olkowicz ciągle bierze kasę, Sarvas żyje po królewsku

redakcja

Autor:redakcja

04 kwietnia 2013, 08:27 • 9 min czytania

Reklama
Brożek nie wie o odejściu, Olkowicz ciągle bierze kasę, Sarvas żyje po królewsku

Fakt wypytuje Beenhakkera o kandydaturę Marco van Bastena. W Dzienniku Polskim Paweł Brożek przekonuje, że nic nie wie jeszcze o odejściu z Recreativo. Super Express alarmuje, że Adam Olkowicz ciągle bierze kasę za Euro 2012.

Reklama

FAKT

Dziennik kontynuuje temat Marco van Bastena w kadrze i rozmawia z Beenhakkerem.

Marco van Basten na trenera polskiej kadry. To dobry pomysł?
– Odpowiem tak: to przykład świetnego piłkarza, który odnalazł się w pracy trenerskiej. W Ajaxie, a zwłaszcza teraz w Heerenveen, wykonuje dobrą robotę.

Czyli w Holandii ma dobrą opinię.
– Mogę pana zapewnić, że Marco van Basten to obecnie jeden z najlepszych holenderskich trenerów.

Reklama

Pan zna realia polskiej reprezentacji, wie, z czym to się je. Van Basten by się z naszymi piłkarzami dogadał?
– Oczywiście, że tak. Football is football, to bardzo prosta gra. Możesz się zrozumieć bez słów. A Marco do tego był wielkim piłkarzem, ma doświadczenie i na pewno by zaimponował Polakom.

Marcelo Sarvas żyje sobie po królewsku w Stanach Zjednoczonych.

Za mistrzostwo Sarvas otrzymał piękny mistrzowski pierścień i spinkę – zrobioną u słynnego jubilera Tiffany’ego. Pomocnik poznał też Baracka Obamę. – To tradycja w USA, że mistrzowie odwiedzają prezydenta. Byliśmy w Białym Domu razem z mistrzami NHL LA Kings. Genialne przeżycie. Nie na co dzień spotykasz się z najpotężniejszym człowiekiem świata! – ekscytuje się Sarvas. – Wejście do środka trwa bardzo długo. Ochrona i jeszcze raz ochrona. Malutka pomyłka, na przykład w nazwisku, i nie wchodzisz. Prezydent chwilę z nami porozmawiał, choć przyznał, że nie zna się na piłce. To wielki fan koszykówki. Jego córki to co innego. Bardzo lubią futbol – zdradza kulisy odwiedzin Sarvas. Marcelo w Los Angeles żyje jak król. W lutym jako VIP był na rozdaniu nagród Grammy. – Czuję się tu znakomicie. Ale Warszawę i Polskę mam w sercu – zaznacza Sarvas.

RZECZPOSPOLITA

Reklama

Tekst o Polonii Warszawa pt. „Feniks może nie powstać”.

– Ł»eby klub mógł funkcjonować na skromnym poziomie, potrzebny jest budżet w wysokości 14–15 mln złotych – mówi „Rz” Grzegorz Popielarz. – To wiąże się ze znalezieniem stałego partnera. 
Rozmawialiśmy z firmami 
polskimi i zagranicznymi, wykazującymi zainteresowanie inwestycją w Polonię. Wielu członków stowarzyszenia jest biznesmenami i ma dobre kontakty w tym środowisku lub może wesprzeć klub swoim kapitałem. Pomoc zaproponował naczelny „Forbesa” Kazimierz Krupa, który też jest kibicem Polonii. Ale większy problem dotyczy obecnego właściciela. Ireneusz Król nie pokazuje się na stadionie od jesieni, kontakt z nim jest utrudniony, zawodnicy wciąż czekają na zaległe pobory. Naszym najpilniejszym zadaniem jest doprowadzenie do przejęcia klubu, bo tylko nowy właściciel będzie mógł postawić go na nogi i spłacić długi. Ale my nawet nie wiemy, ile one wynoszą i ilu jest wierzycieli – kończy Popielarz. Notowana na giełdzie spółka Ideon (dawny Centrozap, dystrybutor energii elektrycznej), której właścicielem jest Ireneusz Król, a której reklamę noszą na koszulkach piłkarze, postawiona została w stan upadłości, z możliwością zawarcia układu. Wniosek w tej sprawie wpłynął wczoraj do Wydziału Gospodarczego Sądu Rejonowego w Katowicach.

GAZETA WYBORCZA

فKS nie dostał licencji. Co to oznacza dla 105-letniego klubu?

Reklama

Jeśli فKS nie znajdzie szybko 200 tys. zł albo nie przekona byłych piłkarzy, by zgodzili się na spłatę długu w ratach, nie rozegra już ani jednego meczu w tym sezonie. – Jestem optymistą – mówił w przeddzień wyjazdu na posiedzenie Najwyższej Komisji Odwoławczej Zbigniew Domżał, dyrektor klubu z al. Unii. W stolicy go zabrakło, ale byli Filip Kenig, główny udziałowiec فKS SA, prezes Maciej Janicki oraz adwokat Wojciech Szurgot, prywatnie kibic zespołu z al. Unii. فKS złożył trzy wnioski: * o umorzenie postępowania, * o uchylenie decyzji Komisji Dyscyplinarnej i * o zawieszenie decyzji na sześć miesięcy na okres próbny. فodzianie wytknęli błędy proceduralne w lutowej decyzji Komisji Dyscyplinarnej o zawieszeniu licencji, lecz nie zrobiło to żadnego wrażenia na NKO. Jej członkowie twierdzili, że przede wszystkim muszą „zabezpieczyć interesy” piłkarzy i trenerów, wierzycieli فKS-u. Okazało się, że klub winny jest Tomaszowi Nowakowi i Damianowi Sewerynowi po 80 tys. zł, Cezaremu Stefańczykowi – 46 tys., Robertowi Sierantowi 33 tys., Sewerynowi Gancarczykowi – 22 tys., zaś Krzysztofowi Adamowiczowi – 90 tys. – Nie spodziewałem się, że sytuacja jest aż tak zła – stwierdził Włodzimierz Głowacki, przewodniczący NKO.

Stawowy znów opowiada o stylu Cracovii.

Wielu krytyków wyśmiewa pana wizję, bo tzw. hiszpański styl raczej nie pasuje do I ligi.
– Dużo jest osób, które szczekają i szczypią. Złośliwości i docinki to normalna sprawa w tym zawodzie. Zarówno ja, jak i piłkarze jesteśmy narażeni na krytykę. Wiem, że wiele osób śmieje się ze stylu i mówi, że ta „nasza tiki-taka jest jako taka”. Nie będę się zniżał do tego poziomu. Nigdy nie powiedziałem, że wzoruje się np. na FC Barcelonie, choć jej gra zawsze mi się podobała. Przypomnę, że dawna Cracovia, którą wprowadziłem do ekstraklasy, też grała ofensywny futbol, wymieniała dużo piłek, ale i wówczas nie było różowo. Też zdarzały się porażki i trudne momenty. Podobnie jest teraz.

Może ma pan zbyt słabych piłkarzy do wymarzonego stylu?
– Nie mam takiego odczucia. W poprzedniej rundzie pokazali, że potrafią grać ofensywnie i skutecznie. Paradoksalnie powinniśmy grać lepiej niż jesienią. Skład pozostaje podobny, wzmocniliśmy się, szlifowaliśmy umiejętności przez całą zimę, a mimo to nasza gra się nie klei. To tylko ludzie, też zdarzają się im błędy. Jedna porażka nie sprawi, że zejdziemy z obranego kierunku.

Reklama

SPORT

Trener GKS-u Katowice ma ciekawe spojrzenie na kwestie sędziowania.

Trener katowiczan nie ma powodów do narzekań na sędziów, bowiem póki co na wiosnę nie wypaczyli jeszcze na niekorzyść GKS-u żadnego spotkania. Nie podoba mu się jednak fakt, że rozjemcy tak często pokazują żółte kartki. – Czytałem ostatnio wytyczne dla sędziów. One są naprawdę… niebezpieczne. Może i idea jest dobra: ochrona zdrowia piłkarzy. Tyle że ich interpretacja na murawie przez arbitra jest bardzo trudna. Ci, którzy grają i trenują, doskonale wiedzą, kiedy mamy do czynienia z zamiarem brutalnego zagrania, a kiedy faul wynika tylko z waleczności. I potrafią to odróżnić. A sędziowie – jak się okazuje – nie zawsze – rozkłada ręce szkoleniowiec z Bukowej. Jak – jego zdaniem – należałoby sędziować? – Piłka to męska gra. Gdybym był sędzią, pewnie pozwoliłbym, aby od czasu do czasu najnormalniej w świecie sobie przypieprzyli. Bo to też kształtuje charakter – podkreśla.

„Sport” analizuje też jak zespoły z regionu radzą sobie z zimą.

Reklama

Relatywnie najlepiej mają się w Chorzowie. – Wczoraj trenowaliśmy na trawie. Boisko było odśnieżone, choć o dobrych warunkach nie ma mowy. Generalnie, trener Jacek Zieliński ucieka od treningów na sztucznej nawierzchni. Trenujemy zatem na głównej płycie, czasem na bocznym boisku. A także na hali i w siłowni. Jeśli chodzi o zajęcia na boisku, to na pewno nie są one łatwe. Trenerzy muszą dostosować się do panujących warunków, chociaż opiekujący się naszym boiskiem naprawdę robią wszystko co w ich mocy, aby umożliwić nam pracę – twierdzi Andrzej Urbańczyk, kierownik „Niebieskich”. W Piaście z zimą walczą, wyjeżdżając na krótkie zgrupowania czy to do innych śląskich miast czy… za granicę. – W tym tygodniu byliśmy w Kamieniu. Trenowaliśmy na hali i na sztucznej nawierzchni, choć z początku także nie była do końca odśnieżona. Mieliśmy trochę szczęścia podczas pobytu na Węgrzech, gdzie mogliśmy dwa razy trenować na naturalnej nawierzchni. Generalnie jednak, jak każdy, mamy duży problem, chociaż raz w tygodniu możemy trenować na głównej płycie. Teraz takie zajęcia przeprowadzimy w piątek, ale to kropla w morzu. Brak treningu na trawie przekłada się na elementarną technikę podczas gry – zaznacza Bogdan Wilk, kierownik Piasta.

DZIENNIK POLSKI

Paweł Brożek ma problemy w Huelvie, ale nie myśli o odejściu.

– Czytałem te doniesienia – mówi zawodnik. – Mogę tylko przypuszczać, skąd wzięły się takie spekulacje. Ostatnio nie było mnie w meczowej kadrze, więc zapewne ktoś doszedł do wniosku, że klub chce się mnie pozbyć. Ja niczego takiego nie usłyszałem – ani od trenera, ani od działaczy. Brożek przyznaje, że nie jest zadowolony z faktu, iż nie gra i nawet rozmawiał na ten temat ostatnio z trenerem Sergim Barjuanem. – Kiedyś, gdybym znalazł się w podobnej sytuacji, pewnie zareagowałbym bardziej nerwowo – mówi „Brozio”. – Teraz jestem jednak już doświadczonym zawodnikiem, więc po prostu porozmawiałem z trenerem. Powiedział mi, że nie ma zastrzeżeń do tego, jak pracuję na treningach. Zwrócił natomiast uwagę na to, co nie podoba mu się w mojej grze. Nie chcę mówić o szczegółach, bo to są sprawy między mną a trenerem. Mamy z sobą jeszcze rozmawiać i wierzę, że moja sytuacja w Huelvie się zmieni.

Reklama

SUPER EXPRESS

Adam Olkowicz wciąż bierze kasę z UEFA za EURO 2012.

Choć mistrzostwa Europy skończyły się 1 lipca ubiegłego roku, to wciąż są tacy, którzy dobrze żyją z tej imprezy. Adam Olkowicz (69 l.), dyrektor spółki EURO 2012 Polska, nadal pobiera z UEFA gigantyczną pensję, twierdząc, że w dalszym ciągu jest co robić. Adam Olkowicz w grudniu próbował nam wytłumaczyć, że takie są procedury, że to wszystko musi potrwać itd., itp. Wtedy wydawało się jeszcze, że przedsięwzięcie zakończy się z końcem pierwszego kwartału tego roku. Nic z tego! Spółka działa dalej, a argumenty Olkowicza są takie same jak w grudniu. Tyle że sytuacja jest coraz bardziej żenująca. Bo choć prezes EURO 2012 w nieskończoność może się powoływać na przepisy, to jednak to, co się dzieje, może mieć fatalny wpływ na nasz wizerunek w UEFA. – To takie dziadowanie, przypomina mi wyłudzanie od państwa renty inwalidzkiej – mówi nam osoba dobrze znająca kulisy.

PRZEGLĄD SPORTOWY

Reklama

Rozmowa z Edim Andradiną o problemach Pogoni.

PGE GKS Bełchatów, Podbeskidzie Bielsko-Biała, Ruch Chorzów, czyli zespoły zagrożone spadkiem, systematycznie punktują. Nie obawia się pan, że lada chwila spadek może wam zacząć zaglądać w oczy?
– Nie mam takich obaw. Lada chwila to my zaczniemy zdobywać punkty. Jestem na 100 procent pewny, że utrzymamy się w lidze. Mamy naprawdę dobry zespół. Proszę mi wierzyć, znam się trochę na piłce i wiem, co mówię.

Dlaczego zatem ten dobry zespół przegrywa mecz za meczem?
– Jesienią dla rywali stanowiliśmy pewną zagadkę. Obecnie wszyscy już wiedzą, na czym polega nasza siła. Musimy zmienić styl gry. Trener Artur Skowronek próbował dokonać zmian. Nie potrafiliśmy jednak realizować jego założeń. To była bardziej nasza niż jego wina. Wiadomo, że łatwiej zmienić trenera niż cały zespół. Zwolnienie Skowronka było jednak dla mnie ogromnym zaskoczeniem.

Na razie zmiana szkoleniowca nie wpłynęła pozytywnie na zespół.
– Ale wpłynie. Na pierwszy rzut oka widać, że Dariusz Wdowczyk to fachowiec dużej klasy. Potrafi nie tylko gadać, ale też pokazać. A to rzadkość w tym fachu. To musiał być kawał piłkarza. Wszystkich traktuje w zespole w ten sam sposób. Jeżeli trzeba, potrafi zrugać każdego. Dopiero co dostało mi się od niego bardzo solidnie. Wytknął mi współudział przy naszej drugiej bramce. Nie deprymuje nas jednak, nie dołuje. Podczas analizy meczu z Lechem wskazał wiele pozytywów. Minusów było więcej, ale spotkanie z poznaniakami nie było takie tragiczne.

Reklama

Kłopot bogactwa Jana Urbana.

Trener lidera ekstraklasy Jan Urban ma do dyspozycji aż 10 zawodników mogących zagrać w obronie. Takiego komfortu wyboru w defensywie nie ma trener żadnej drużyny w ekstraklasie. Po zakończeniu problemów z kontuzjami, Jan Urban ma dziesięciu zawodników mogących zagrać w obronie. To z jednej strony błogosławieństwo, ale z drugiej przekleństwo. Bo co tydzień sześciu z nich siada na ławce lub znajduje się poza kadrą meczową. – Mam trochę tego towaru w obronie – uśmiecha się trener Legii. – Każdy potrzebuje minut spędzonych na boisku. Ja chcę im je dać, dlatego tak ważne jest to, że rywalizujemy w lidze i Pucharze Polski. Mam ten komfort, że mogę na mecz pucharowy w stu procentach zmienić linię defensywną, a drużyna na tym nie straci – mówi szkoleniowiec lidera ekstraklasy.

Najnowsze

Reklama
Ligue 1

Słynny francuski klub zniknie z mapy? Degradacja do szóstej ligi!

Jan Broda
0
Słynny francuski klub zniknie z mapy? Degradacja do szóstej ligi!

Weszło

Reklama