Albo nad piłkarzami Hoffenheim zawisło jakieś fatum, albo każdy z nich powinien jeszcze raz trafić na kurs prawa jazdy. Po tym, jak blisko pięć miesięcy temu Boris Vukcević po czołowym zderzeniu z ciężarówką przez osiem tygodnie znajdował się w śpiączce farmakologicznej, teraz Luis Advincula przyładował w drzewo. Zupełnie tak, jakby w desperacko walczącym o utrzymanie Hoffenheim mieli mało zmartwień…
28 września Vukcević pędził na trening pierwszej drużyny, znacznie przekroczył prędkość i prowadzony przez niego Mercedes czołowo zderzył się z ciężarówką. Reprezentanta Niemiec do lat 21 przetransportowano wówczas helikopterem do szpital, a jego stan oceniano jako krytyczny. Dziś ma się dobrze, a na pewno lepiej niż ostatnio, ale wciąż nie wiadomo, czy będzie w stanie wrócić do piłki.
Obrażenia Advinculi są nieporównywalnie mniejsze – nie jest to ani stan krytyczny, ani śpiączka farmakologiczna. Peruwiańczyk jechał swoim Audi Q3 80 km/h, niby niedużo, ale że był to teren z ograniczeniem do 30 km/h… Samochód na wilgotnej nawierzchni wpadł w poślizg, wyleciał z trasy i zatrzymał się na drzewie. – Przód pojazdu był dogłębnie zniszczony – mówią policjanci. Straty oszacowano na 50 tysięcy euro.
132 – tyle dni dzieli wypadek Advinculi od wypadku Vukcevicia. No, i dzieli oczywiście też to, że pierwszemu nic poważnego się nie stało. Jednak obu zawodników z drużyny Eugena Polanskiego łączy to, iż akurat pędzili na trening. Może niech w klubie zmniejszą kary za spóźnienie na zajęcia, zanim w Hoffenheim dojdzie do jeszcze większej tragedii?
