Taka polska mentalność. Jak dobrze, to zniszczyć, a jak źle – jeszcze dobić

redakcja

Autor:redakcja

11 listopada 2012, 13:23 • 12 min czytania

Reklama
Taka polska mentalność. Jak dobrze, to zniszczyć, a jak źle – jeszcze dobić

– Jestem skromnym chłopakiem, o co możecie zapytać kolegów z Podbeskidzia albo moich znajomych. Mama zawsze powtarzała – czy się uda, czy nie – bądź, kim zawsze byłeś. Dążę do tego i to dla mnie chwała. Wiadomo, że zmienił się styl ubierania, mogę sobie pozwolić na różne zachcianki, ale charakteru nie zmieniłem – mówi Ireneusz Jeleń w rozmowie z Weszło. Dlaczego wybrał Podbeskidzie, odmawiając Nancy? Jakie uwagi przekazuje kolegom z Bielska? Które kluby Ligue 1 chciały mieć go w swoich szeregach? Na te i inne pytania odpowiedzi znajdziecie poniżej.
– Jak zadzwonił do mnie dziennikarz z pytaniem o transfer do Polonii Warszawa, myślałem że robi sobie jaja. Powrót do polskiego klubu? Może za kilka lat – to twoja wypowiedź dla Weszło! ze stycznia 2012 roku.
– Spodziewałem się, że w Lille będę grał częściej, ale sprawy potoczyły się inaczej. Od lutego albo ławka, albo trybuny. Kontrakt skończył się 30 czerwca, w maju – po ostatnim meczu – mieliśmy już wolne. Wróciłem do Polski, najpierw – wiadomo – Euro, które niestety oglądałem w telewizji. Nie myślałem o żadnym klubie, mój menedżer załatwia mi takie sprawy. Po mistrzostwach musiałem podjąć jakąś decyzję. Oferty, jakie miałem? USA… Teraz podjąłbym inną decyzję, ale na tamten moment nie chciałem wyjeżdżać tak daleko, bo wolałem pograć jeszcze w Europie. Uważałem, że na Stany mam jeszcze czas. Odmówiłem trenerowi Warzysze. Przewijało się jeszcze kilka ofert, mój menedżer odmawiał, a czas uciekał. Okres przygotowawczy, liga… Nadszedł czas na pewne przemyślenia i z żoną zadecydowaliśmy, by podpisać kontrakt w Polsce. Miałem jeszcze kilka innych propozycji z ekstraklasy, ale Podbeskidzie to na 19. października najlepszy wybór. Przede wszystkim, stąd pochodzę, mieszkam w swoim domu, na treningi dojeżdżam w 15 minut, a najważniejsze, że gram regularnie. Mój syn ma już 9 lat, kilkukrotnie musiał zmieniać szkoły. Nie chciałem mu tego robić w środku semestru.

Reklama

Irek Jeleń jest już po drugiej stronie rzeki?
Swoje lata mam, ale chciałbym jeszcze jakiś czas spędzić za granicą. Cieszę się, że mam już klub. Zagrałem dwa razy po 90 minut, wchodzę w rytm meczowy. Co będzie w grudniu, styczniu, czy maju? Zobaczymy.

Zdajesz sobie sprawę, że zaliczyłeś najszybszy zjazd wśród polskich piłkarzy? Jeszcze w czerwcu byłeś zawodnikiem mistrza Francji, a dziś pozostało malutkie Bielsko-Biała.
No tak, kiedyś byłem w większych klubach. Od lutego w Lille tylko trenowałem. Starałem się, walczyłem o miejsce w osiemnastce, by pojechać na mecz – niestety to się rzadko zdarzało. Od lipca byłem wolnym zawodnikiem, ale problemem zainteresowanych klubów był fakt, że od marca nie grałem oraz obawy o stan mojego kręgosłupa. A przecież podczas rocznego pobytu w Lille nie odniosłem żadnej kontuzji, a o problemach z kręgosłupem sprzed trzech lat sam dawno zapomniałem. Jeden z klubów Ligue 1 zapraszał mnie na 10-dniowe testy połączone z treningami. Odmówiłem. Poza tym nie chciałem mieszkać i grać w głębokiej Turcji, Rosji, Ukrainie, Grecji, czy chociażby w Championship. Dzisiaj żałuję kilku wcześniejszych decyzji, ale to już historia.

Super Expressowi powiedziałeś, że na moment przed parafowaniem umowy z Podbeskidziem, mogłeś skusić się na powrót do Ligue 1, ale zrezygnowałeś. Nie brzmi to wiarygodnie.
Czy wiarygodnie? Miałem ofertę z Nancy, od byłego trenera Auxerre, Jeana Fernandeza.
Nancy jest na ostatnim miejscu, Fernandez przegrał siedem ostatnich meczów i nagle szuka Jelenia. Pamiętam, co mnie spotkało na zakończenie gry w AJA. On w tamtym momencie nie był wobec mnie fair, wygłaszał nieprzychylne opinie, ale już trzy miesiące później – w sierpniu 2011 roku – za mną zatęsknił i namawiał do gry w Nancy…

Miałeś do Fernandeza pretensje wyłącznie o tę opinię, czy o coś jeszcze?
Przez pięć lat współpracy dałem z siebie wszystko, grałem z kontuzjami, strzelałem dużo bramek, a rozstaliśmy się w nienajlepszej atmosferze. Dobrze, dajmy spokój trenerowi Fernandezowi, w końcu czas goi rany. Pamiętam również o miłych akcentach naszej współpracy.

Reklama

Koledzy z szatni też mieli na pieńku z Fernandezem?
Zapytajcie przykładowo Darka Dudki. Znajomi teraz pytają mnie: – Dlaczego odszedłeś z Auxerre? Tam miałeś dobrze, ludzie cię podziwiali, strzelałeś bramki. Tylko, że ja nie dostałem żadnej oferty przedłużenia umowy. Rozstaliśmy się w niemiłej atmosferze i tyle. Ja chciałem zostać, ale jak nic mi nie zaproponowano, to nie będę się prosił.

W 164 meczach strzeliłeś 59 goli i klub nie zaproponował ci przedłużenia umowy?!
Nie. W 2006 roku podpisałem czteroletni kontrakt. Po trzecim sezonie w którym dobrze grałem, strzelałem bramki zaproponowali przedłużenie o kolejny rok. Później umowa dobiegła końca i odszedłem.

Z jednej strony rozumiemy, że nie przebiłeś się w Lille, rywalizując z Hazardem, Moussą Sow, Nolanem Roux, czy Joe Colem. Ale przecież wiedziałeś na, co się piszesz. Wiedziałeś, że trafisz do ekipy, której ofensywa jest naprawdę silnie obsadzona.
W sezonie 2011/12 miałem grać w Saint Etienne – fajnym klubie z Ligue 1. 10 maja zaakceptowano warunki finansowe mojego kontraktu, na dwa tygodnie później ustalono testy medyczne i podpisanie kontraktu, a ja 11 maja w meczu z Lyonem doznałem kontuzji. Leczenie, rehabilitacja, indywidualne treningi i dopiero po upływie trzech miesięcy byłem gotowy do testów. Wtedy pojawiła się oferta od mistrza Francji – czyli druga szansa na występy w Lidze Mistrzów. Takich ofert się nie odrzuca. Wiedziałem, że będzie ciężko – wiedziałem, że będzie rywalizacja. Zaraz po transferze Rudi Garcia powiedział, że bardzo liczy na mnie. Tydzień treningów a ja jestem w osiemnastce i robi się obiecująco. Ciężko pracowałem, by go nie zawieść, zacząłem wchodzić na kilka minut. W meczu z Auxerre wszedłem w 46 minucie przy stanie 0:1, zdobyłem bramkę, miałem udział przy dwóch następnych, ogólnie bardzo dobry mecz i wielka nadzieja, że trzy dni później zagram w Champions League. Niestety, na nadziei się skończyło.

Po Nowym Roku kolejna rozmowa z Garcią. Ten informuje mnie, że Moussa Sow odchodzi do Fenerbahce i to ja mam być dla niego numerem jeden. Bardzo się ucieszyłem, kolejne nadzieje, ciężka praca, strzelam dwie bramki w Pucharze Francji, a trzy dni później klub kupuje nowego napastnika – Nolana Roux z Brestu. Następnie mecz z Saint Etienne, mam grać w pierwszej jedenastce, a tu grypa. Ja leżę pod kołdrą, a na boisko wchodzi Roux i strzela dwie bramki. Później trener stawiał tylko na niego. Proszę Garcię o kolejną rozmowę, a on że wciąż liczy na mnie. Zbliża się Euro, dzwoni do mnie Franciszek Smuda. Mówi, że postawi tylko na tych, co grają w swoich klubach (czyli Boenisch i tak dalej). A jeszcze przed zamknięciem okienka transferowego, odezwał się Brest. Lukę po Roux chcieli wypełnić mną. Garcia nie chciał mnie puścić, znów mówiąc to samo: – Bardzo na ciebie liczę. Dzień później był już luty, a ja straciłem miejsce w meczowej osiemnastce. To był dla mnie duży cios, pytałem szkoleniowca, dlaczego. A on mówił, że nie strzelam.

Reklama

Jak miałeś strzelać, nie grając?
No właśnie o to chodzi! Jak ja mam strzelać, jak w ogóle nie dostaję szansy. Garcia swoje: – Musisz czekać. Musisz trenować. Dostałem powołanie na Portugalię, a po powrocie przez trzy tygodnie byłem omijany przez trenera. Był taki moment, że chciałem wrócić nawet do Polski byle grać. Byle pojechać na Euro. Rudi Garcia się nie zgodził. Powiedział że mnie potrzebuje. Mówię: – Jak mnie trener potrzebuje, skoro od lutego nie zagrałem minuty? A on: – Bo mam mało napastników. Bo to, bo tamto. Od zamknięcia okienka transferowego w Polsce już w Lille nie zagrałem.

I jaki mieliście kontakt do zakończenia sezonu? Rozmawialiście coś?
Nie, ja już nie chciałem o niczym dyskutować. Po prostu, niech umowa wygaśnie a ja poszukam czegoś nowego. Pozostało mi tylko trenować, pograłem coś w drugim zespole, ale niechętnie.

Francuzów w grupie na Euro nie mieliśmy, zatem czemu obawiać się Jelenia?
(śmiech) Też to mówiłem. Nie wiem, dlaczego tak się uparł na mnie. Raczej już się tego nie dowiem. Nie przekonałem go a może ze złości?

U Franciszka Smudy też nie należałeś do grona ulubieńców.
W pewnym momencie byłem zawodnikiem, który coś znaczył w tej kadrze. Później przyszła seria kontuzji i trener był na to zły. Ale ja nie wybieram sobie dnia i godziny, w których mam nabawić się urazu. Wcześniej kontuzje, kontuzje, od lutego same treningi w Lille, czyli selekcjoner miał argument by mnie nie powołać.

Reklama

W ciągu nieudanego sezonu we Francji zagrałeś więcej niż Brożek w Turcji i Szkocji.
No tak. No właśnie tak jak mówię. Pytajcie trenera Smudę, czym się kierował. Byłem bardzo zły na siebie i klubowego trenera, że sprawy tak się potoczyły. Czasu już nie cofnę, muszę patrzeć do przodu i liczyć, że siedem meczów w Podbeskidziu znów pozwoli mi uwierzyć w siebie. Chcę jeszcze pograć za granicą.

Hipotetycznie załóżmy, że wykorzystałeś sytuację sam na sam w meczu z Portugalią a cała Polska obwieściła Jelenia bohaterem Stadionu Narodowego. Myślisz, że Smuda by się ugiął i pomimo absencji w Lille, pojechałbyś na Euro?
Ciężko powiedzieć. Wydaje mi się, że po takich problemach, które spotkały mnie we Francji i tak na tym występie zakończyłaby się moja przygoda z kadrą. Trening treningiem a mecz wszystko weryfikuje. Samymi treningami nie wypracowałbym lepszej dyspozycji. Fizycznie po pięciu miesiącach indywidualnych zajęć wytrzymuję 90 minut i nie wygląda to najgorzej.

Wysokie tempo musieliście narzucić na tych orlikach.
Codziennie biegałem po 10 kilometrów, a później wychodziłem, by pograć z kumplami na orliku. Efekt – wytrzymuję 90 minut gry, zresztą znam swój organizm, wiem czego potrzebuje, w związku z tym po każdej przerwie w grze sam przygotowywałem się do powrotu na boisko i po tygodniu treningów z drużyną wchodziłem do składu, tak było w Auxerre, Lille i Podbeskidziu.

Czujesz się spełnionym piłkarzem?
Kilka marzeń spełniłem, jak chociażby występ na mundialu i w Lidze Mistrzów. Brakuje mi udziału w Euro. Była ogromna szansa, niestety tak się potoczyło. Brakuje tego, oj brakuje. Chciałbym zdobyć jeszcze jakieś mistrzostwo Polski. To zawsze było takie ciche marzenie, jeszcze z czasów gry w Wiśle Płock.

Reklama

W Podbeskidziu będzie ciężko…
W tym sezonie na pewno, ale ja mam nadzieję pograć jeszcze kilka lat.

Zawsze cieszymy się z bramek Polaków za granicą, mając nadzieję że podobną skuteczność utrzymają na zgrupowaniu reprezentacji. Tymczasem ty strzelałeś w Auxerre, jak na zawołanie, ale w kadrze swój najlepszy występ zanotowałeś jeszcze przed wyjazdem do Francji, na mundialu w Niemczech.
Trzy lata temu miałem problemy z kręgosłupem. Długo się leczyłem aż w końcu trafiłem na fajną doktorkę, która mi pomogła i do dziś nie mam z tym kłopotów. Te urazy już minęły i mogę skupić się wyłącznie na graniu. Gdyby nie problemy zdrowotne to kto wie gdzie bym dzisiaj grał? Po awansie do Ligi Mistrzów byłem dogadany z Marsylią. Dopięliśmy już szczegóły dotyczące długości umowy i zarobków, aż tu nagle coś mi zaczęło dokuczać w kolanie. Czułem kłucie podczas biegania. Po konsultacji z doktorem, zdecydowałem się na artroskopię. Zapowiadano czterotygodniową przerwę, o czym wszystko wiedziała Marsylia. Jednak po tygodniu pojawił się krwiak i zamiast czterech, pauzowałem sześć tygodni. Klub o takiej marce nie mógł dłużej czekać podziękowali, tłumacząc że na Ligę Mistrzów potrzebują gotowych piłkarzy. Kupili Gignaca. Chwilę dłużej czekało AS Monaco, ale tez nie zdążyłem.

Myślisz, że do błyskawicznego zjazdu Jelenia przyczyniły się także media i Internet? W sieci znajdziemy twój profil w Nonsensopedii wraz z niezapomnianym cytatem „Byłem najszybciejszy”.
To był początek mojej przygody z poważną piłką. Te słowa padły chwilę przed mundialem w Niemczech. Ja jestem skromnym chłopakiem, o co możecie zapytać kolegów z Podbeskidzia albo moich znajomych. Wyjeżdżałem 10-11 lat temu, coś tam na pewno osiągnąłem, jakieś pieniądze zarobiłem a według nich wciąż jestem tym samym Irkiem. Mama zawsze powtarzała – czy się uda, czy nie – bądź, kim zawsze byłeś. Dążę do tego i to dla mnie chwała. Wiadomo, że zmienił się styl ubierania, mogę sobie pozwolić na różne zachcianki, ale charakteru nie zmieniłem. Możemy podać wielu piłkarzy, którym po wyjeździe za granicę woda sodowa uderzyła do głowy. Taki nie jestem i mogę być z tego dumny. Przed samym mundialem kręciło się wokół nas wielu dziennikarzy. No zdarza się, zdarza się przejęzyczyć i słowo idzie w obieg. Znamy polską mentalność… Jak jest dobrze, trzeba to zniszczyć a jak źle – jeszcze dobić.

Należysz do grona tych piłkarzy, którzy siadają po meczach przed komputerem, by poczytać opinie na swój temat?
Czytam to, co dotyczy klubu, mnie, innych drużyn. A komentarze? Jak już mam dobry humor, to siadam by się nieco pośmiać. Nie przejmuję się gośćmi, którzy siadają przed klawiaturą i wypisują głupoty, bo na przykład żona nie dała im się w domu wyszumieć. Jeśli ktoś chce obrazić mnie przez Internet, to znaczy że ma problem z samym sobą.

Reklama

Jeszcze wróćmy do tego Podbeskidzia. Chyba ciężko wymanewrować takim autem z malutkiego parkingu przy budynku klubowym.
Widzimy, że obiekt się rozbudowuje. Powstanie kameralny stadion na 15 tysięcy widzów, wtedy problem z miejscem parkingowym zniknie. Na razie cieszmy się, że w Bielsku jest ekstraklasa i z małych miast oraz wsi zjeżdżają ludzie, by popatrzeć na najlepszą piłkę w kraju.

Image and video hosting by TinyPic

Właśnie, przez jak długo? Walka o utrzymanie rozegra się między wami, Bełchatowem i Zagłębiem?
Jest jeszcze za wcześnie, by mówić że będziemy bronić się przed spadkiem. Zostało 20 kolejek, mnóstwo punktów do zdobycia. Pierwsza runda określi ambicje drużyn na wiosnę. Nam zostało jeszcze pięć meczów. Zostaliśmy wyśmiani po porażce u siebie z Lechią, cieszy zwycięstwo z Zagłębiem – nieważne w jakim stylu, trzy punkty zostały dopisane. Atmosfera w zespole jest teraz dużo lepsza, mam nadzieję że w Lubinie przełamaliśmy kryzys. 15 punktów do zdobycia? Celujemy co najmniej w siedem-osiem.

Po meczu z Zagłębiem wręcz oszaleliście z radości.
Wiesz, to był dopiero mój drugi mecz w tym zespole. Działacze liczą, że będę strzelał tutaj, jak we Francji. Z jakąś tam presją gram, może dlatego radość była tak duża? Przecież drużyna na zwycięstwo czekała od marca. Psychicznie wiele to dla nas znaczyło.

Reklama

Zaraz po przenosinach do Bielska-Białej wziąłeś pod opiekę drugiego piłkarza z Cieszyna, Kamila Adamka.
Znaczy się, on jest z Kaczyc – tuż pod Cieszynem. Jeździmy razem na treningi, bo Kamil jeszcze nie ma prawka. O, czeka właśnie na mnie (śmiech). Ale nie tylko on, są jeszcze Sławek Cienciała i Damian Szczęsny ze Skoczowa. Jeździmy razem, pomagamy sobie nawzajem. Raz jeden bierze auto, raz drugi. Dziś wypada moja kolej. Pomagam Kamilowi, staram się jak najwięcej czasu poświecić mu także na boisku. On dopiero wchodzi do dużej piłki, a ja próbuję przekazać to doświadczenie. Chwilę po transferze chłopaki wypytywali o Francję, jak wygląda futbol za granicą. Chcę przekazać im pewne boiskowe zachowania. Spokojnie, na luzie. To jest najważniejsze w piłce. Wejdź i pokaż to, co potrafisz. Jako beniaminek, bez presji, Podbeskidzie grało całkiem nieźle.

Marcin Sasal, zaraz po objęciu schedy, zaserwował wam treningi strzeleckie. Jak to jest z tym waszym celownikiem? Robotnicy za bramką mówią: – Całe szczęście, że pracujemy w kaskach.
(śmiech) Lepiej, żeby na treningach strzelać niecelnie, a to co najlepsze zachować na mecz.

Rozmawiał MICHAف WYRWA

Najnowsze

Reklama
La Liga

Włoski piłkarz w centrum skandalu. Niecodzienny „fetysz”

Braian Wilma
1
Włoski piłkarz w centrum skandalu. Niecodzienny „fetysz”

Weszło

Reklama