Nie taki diabeł straszny… Pierwsza liga (coraz bardziej) da się lubić!

redakcja

Autor:redakcja

09 września 2012, 19:59 • 3 min czytania

Reklama
Nie taki diabeł straszny… Pierwsza liga (coraz bardziej) da się lubić!

Zawsze, gdy zbliża się weekend mamy poważne wątpliwości – czy warto? Czy na pewno jest sens tracić zdrowie i płytkę nazębną ścierającą się w wyniku zgrzytania zębami? Czy faktycznie warto kaleczyć wzrok i poczucie estetyki? Czy naprawdę koniecznością jest oglądanie I ligi? Okazuje się jednak, że ten pierwszoligowy diabeł jest coraz mniej straszny. Już w ostatniej kolejce mieliśmy ciekawe spotkania, natomiast seria z tego weekendu naprawdę mogła się podobać, szczególnie amatorom tzw. „festiwali strzeleckich”.
Ok, „hit” w Bydgoszczy nie był szczególnie emocjonujący, o czym zresztą zdążyliśmy już napisać TUTAJ. Ok, zdarzały się może takie spotkania jak Flota – Okocimski, z którego SKRÓT (skrót, czyli – w teorii – najciekawsze akcje) był równie pasjonujący jak posiedzenie Sejmu (poza solowym dryblingiem Olszara z boku pola karnego, jedynym ciekawym wydarzeniem meczu). Weźmy jednak choćby takie spotkanie: Olimpia Grudziądz – Warta Poznań. Jak zwykle przed oglądaniem I ligi założyliśmy ochraniacz na szczękę, a tu – kawał dobrego futbolu! Rozciągnięcia do boku, celne dośrodkowania (naprawdę!), sporo strzałów, czasem nawet próby gry kombinacyjnej… No i dość ciekawi gracze, vide choćby Robert Szczot, który po 845-miesięcznej kontuzji wreszcie powraca do gry (po raz 232. w karierze). Stary dobry Szczot, który potrafił napsuć krwi najlepszym prawym obrońcom w Ekstraklasie. Z szybkością, dryblingiem, przebojowością – klasyczny lewy skrzydłowy w starym stylu. Dalej Kosznik, który zaimponował nam swoim wjazdem w pole karne – wywrócił się na piłce, możliwe, że miał nawet przez moment kontakt z rywalem, ale zamiast położyć się w teatralnej pozie „proszę, dobijcie mnie”, na leżąco zabrał się z futbolówką i wjechał w obronę Olimpii. To jest wola walki, która zasługuje na szacunek.

Reklama

No i super-rezerwowy Piotr Giel, który najpierw zaliczył świetną asystę (zwróćcie uwagę na przyjęcie) przy golu Bartoszaka, a w ostatniej akcji meczu piękną przewrotką pokonał Michała Wróbla. Strzały z dystansu Grischoka, czy Magdziarza (zanim wyleciał z boiska) nie tylko trafiały w bramkę (zaskoczenie), ale nawet sprawiały problemy golkiperom (szok). Gdy dodamy do tego cyferki ze statystyk – Orange Sport naliczył aż 18 celnych strzałów, w sumie wyszło ich ponad trzydzieści – wyłania nam się obraz naprawdę dobrego meczu.

Zresztą, sam wynik 4:2 robi wrażenie, a w tej kolejce padł dwukrotnie.

Ciekawie było również w Stróżach, gdzie Kolejarz podejmował Stomil Olsztyn. Jak przystało na I ligę, faworyt spotkania po 23 minutach przegrywał już 0:2. Goście z północy spokojnie prowadzili grę, gdy nagle coś złego zaczęło dziać się z Pawłem Baranowskim i za bezsensowny faul zaliczył wyjazd do szatni.

Swoją drogą, jest w tym coś mistycznego. Stomil tydzień temu grał z Bogdanką, prowadził 2:1, Baranowski sfaulował gościa w polu karnym, a wykonawca „jedenastki” huknął w słupek. Końcowy wynik – 2:2. W tym tygodniu – Stomil prowadzi 2:0, Baranowski fauluje gościa w polu karnym, a Cheikh Niane trafia z jedenastu metrów w słupek. Końcowy wynik – oczywiście 2:2. Na miejscu Zbigniewa Kaczmarka rozważylibyśmy wysłanie Baranowskiego do jakiegoś programu pokroju „Mam talent”, bo dwie czerwone kartki pod rząd to wyczyn godny najznamienitszych przedstawicieli tego fachu z Cionkiem, Kuzerą i Vinnie Jonesem na czele. Słowo należy się też Januszowi Wolańskiemu, który przeżywa ósmą młodość. Możliwe, że wreszcie zaczął normalnie jeść, bo przed występami w Kolejarzu Stróże zwiedził wszystkie ekipy „głodowe” czyli Polonię Bytom, فKS فódź i KSZO Ostrowiec Świętokrzyski. Po czterech sezonach grania za darmo, nadeszły dwa w Stróżach, a złotówki na koncie przekładają się na dyspozycję boiskową.

Reklama

Słowem – nie taka I liga straszna, jak można było się spodziewać. 29 goli w ośmiu spotkaniach? Iście radosny futbol.

Najnowsze

Reklama

Weszło

Reklama