Ostatni tekst o „Cafe Futbol” zapoczątkował sporą dyskusję, ale jedna jego część zeszła na dalszy plan. A szkoda, warto do niej wrócić. Mianowicie – do oferty Polsatu Sport, która różni się znacznie od tej sprzed roku, podczas gdy opłaty pozostały bez zmian. To jak wykupić na lata prenumeratę gazety, która nagle ze 100 stron zostaje okrojona do 4, a kosztuje tyle samo co wcześniej.
Niedawno jeden z naszych znajomych próbował zrezygnować z usług Polsatu, ale okazało się to niemożliwe – znacie te wszystkie umowy spisywane tak małym druczkiem, że bez lupy nie ma co podchodzić, prawda? Okazało się więc, że wyplątać się z porozumienia z Polsatem nie sposób, mimo że przecież usługi, które ów znajomy zamówił, nie są już dostarczane. Wykupił abonament, bo chciał oglądać Ligę Mistrzów i Ligę Europy, czyli rozgrywki, których teraz na tej antenie już się nie znajdzie. Miła pani operatorka zachęcała go, by zamiast meczów spróbował oglądać filmy i nie rozumiała, że nasz znajomy żadnymi filmami zainteresowany nie jest.
W praktyce dziś Polsatu nie ma sensu już kupować z myślą o futbolu, zostały tam tylko ciekawe programu publicystyczne (jak „Cafe Futbol” i poniedziałkowy magazyn ekstraklasy), wszystko inne jest albo mizerne jak liga ukraińska, albo dostępne w szerszym zakresie u konkurencji – jak liga polska. Szkoda, że kanał, który potrafił realizować świetne produkcje bardziej się zwija niż rozwija.
Przede wszystkim – jest to naprawdę nie w porządku wobec widza płacącego rachunki. W momencie gdy oferta tak znacząco się zmienia – a w zasadzie trudno mówić o jakiejkolwiek ofercie – usługobiorca powinien mieć możliwość rozwiązania umowy w trybie natychmiastowym. Wykup Polsat Sport, oglądaj Ligę Mistrzów i Ligę Europy! Przychodzę, wykupuję. Gdzie Liga Mistrzów i Liga Europy? Nie ma. Ale jest za to angielska liga żużlowa. Widz zostaje nabity w butelkę. W cywilizowanej relacji firma – klient powinno być tak:
– Dzień dobry, z przykrością informujemy, że na naszej antenie nie będzie już Ligi Mistrzów i Ligi Europy. Czy dalej chce pan opłacać abonament za pakiet sportowy?
– Nie, już nie.
– W takim razie dziękuję, odłączam pakiet, z dzisiejszą datą przestaje pan za niego płacić. Liczymy, że jeszcze pan do nas wróci.
To by było zbyt… fair, prawda?
Przychodzi nam do głowy taka scenka: Kup karnet na siłownię. Jest basen, sauna i 100 najnowszych maszyn.
Kupuję!
– Dzień dobry, przyszedłem na siłownię.
– Zapraszamy.
– A gdzie jest basen?
– Zamknięty.
– Sauna?
– Nie działa.
– A te wszystkie urządzenia, które tu wczoraj były?
– Zostały tylko hantle.
– Ale przecież zapłaciłem za dwa lata z góry!
– Poprzez ćwiczenia z hantlami można wspaniale rozwinąć sylwetkę.
W Polsacie sytuacja jest jeszcze dziwniejsza. Gdybyśmy mieli kontynuować dialog z siłowni, musiałby on wyglądać tak…
– Więc co? Tylko hantle?! Nie za to płaciłem!
– Nie, nie tylko. Oczywiście może pan skorzystać ze wspaniale wyposażonej nowej salki, którą właśnie otworzyliśmy, a której nie było, gdy zawieraliśmy umowę. Proszę tylko dodatkowo zapłacić.
Gdyby Polsat udostępnił mecz z Czarnogórą w ramach rekompensaty za stracone prawa do LM i LE, łatwiej byłoby zrozumieć istotną różnicę w ofercie. Tymczasem tu widać, że telewizja nie ma najmniejszych wyrzutów sumienia względem pokrzywdzonych abonentów i że dojarka zostaje włączona na wyższe obroty.
To oczywiście nie jest problem tylko Polsatu – chociaż tam rzuca się on w oczy najbardziej. Podobnie jest z Canal+, które straciło ligę włoską, ale dla abonenta – poza tym, że już Serie A nie może oglądać – nic z tego nie wyniknęło. Zresztą w ogóle żartem z ludzi płacących abonament był okres między połową maja i połową sierpnia, kiedy w tej telewizji nie było nic, poza powtórkami powtórek. Polsat Sport akurat wtedy działał wspaniale i codziennie realizował porządne programy.
Niestety, wychodzi na to, że widz ma obowiązek płacić rachunki bez szemrania, natomiast jakie ma prawa – tego do końca jeszcze nie stwierdzono.