Ostatnio Tomasz Machała (a przed nim Tomasz Lis) ujawnili nieco mechanizmów działania medialnego światka. Obaj opowiedzieli o tym, że premier przed Euro 2012 zwołał specjalną naradę z redaktorami naczelnymi największych mediów. Na spotkaniu ustalono, że na pewne rzeczy dziennikarze muszą przymknąć oko, że w tych dniach naprawdę ważna jest jedność i maskowanie niedociągnięć. Ł»e krytyka krytyką, kompromitacje kompromitacjami, ale na zewnątrz musimy się prezentować kryształowo.
Podobnie jak premier zachowują się niektórzy spośród dziennikarzy sportowych, spora część naszych czytelników oraz ludzie związani z kadrą PZPN-u. Oni również przekonują, że jest jak jest i nic się z tym nie zrobi, a taka impreza, takie emocje, trafiają się na tyle rzadko, że warto paradować w różowych okularach. Przekonują nas, że nie powinno się krytykować Smudy za jego kłamstwa i manipulacje, bo przecież to wódz naszej kadry, naszej dumy. Przekonują nas, że nie należy jechać po farbowanych lisach, bo to jakoś tak nieładnie, w momencie, gdy cały naród zjednoczony pod proporczykiem promocyjnie rozdawanym pod hipermarketem ekscytuje się meczem, krzycząc „Polska gola”. Wielu pewnie cedzi przez zęby – już zamilknijcie, psujecie atmosferę, nastrój zgody. Stulcie pyski, nikt Was tu nie chce!
No właśnie. Bo od tego jest dziennikarz. W sporcie, w polityce, gdziekolwiek, dziennikarz powinien wchodzić na bankiet i wywracać stoły do góry nogami, pokazywać przeterminowane produkty w kuchni i głośno krzyczeć, że król jest nagi. Taka jest jego rola, tak powinien realizować swoją misję, misję przekazywania czytelnikom prawdy. Czasem brudnej. Czasem niechcianej. Ale prawdy. Nie jesteśmy od zamiatania pod dywan i właśnie to odróżnia nas od spin doktorów i pracowników działu PR. Nie jesteśmy członkami kółka wzajemnej adoracji, tylko ludźmi, którzy mają to kółko opisać, przekazać czytelnikom jego prawdziwy obraz.
Dlatego się nie zmienimy. Póki w reprezentacji będą grać obcokrajowcy, będziemy nazywać ją po imieniu – reprezentacją PZPN. Nie, nie będziemy klaskać, że Obraniak nauczył się dwóch zdań po polsku, będziemy pytać, co to jest za osiągnięcie dla gracza kadry – rzekomo – narodowej. Jak Błaszczykowski mówi po polsku to nikt mu nie klaszcze.
Póki w PZPN-ie nie będzie normalnie, nie będziemy uśmiechać się, że „no może nie jest idealnie, ale mamy Euro”. Póki na „autostradzie” będzie ograniczenie do 70 km/h to będziemy wyśmiewać ten idiotyzm, niezależnie od tego, czy droga zostanie oddana do użytku dzień przed czy siedem lat po Euro. Jak biedronki Smudy zagrają fenomenalny mecz – pochwalimy ich. Ale na pewno nie będziemy pudrować ich błędów, jeśli zagrają fatalnie.
Jasne, kibice mogą dać się ponieść tej atmosferze wielkiej imprezy. Dotychczasowi sceptycy mogą się złamać i gorąco dopingować drużynę, którą do niedawna nazywali bandą przebierańców. Ale dziennikarze nie mogą stracić prawdy z oczu. Nie mogą wybrać pr’owskich sztuczek zamiast szczerości. Nawet jeśli swoją konsekwencją zapracują na miano nocnikarzy.
JAKUB OLKIEWICZ