Bezmyślność? Pójście na łatwiznę? Nie, to chyba głupota. Mimo że mistrz Polski może zostać wyłoniony w Krakowie, Chorzowie albo Łodzi, Ekstraklasa chce dostarczyć puchar dla zwycięzcy samochodem.
Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby te miasta rzeczywiście ze sobą sąsiadowały. Kraków, gdzie zagra Śląsk i Chorzów dzieli jednak osiemdziesiąt kilometrów. Nawet jeśli samochód zostanie postawiony dokładnie między tymi miastami, dotarcie do celu zajmie około godzinę. A co, jeśli piłkarze sprawią Ekstraklasie psikusa? Może się zdarzyć, że gole padną końcówce, a władze ligi, które będą już wówczas w drodze do „błędnego” miasta, obudzą się w ręką w nocniku.
Niech tak się stanie! Będzie kabaret.
By nie być gołosłownym, udowadniamy, że można inaczej. Do podobnej sytuacji doszło w 2008 roku w Szkocji, gdzie przed ostatnią kolejką ligową szansę na tytuł mieli Celtic oraz Rangers. Pierwsi grali w Dundee, a drudzy w oddalonym o 100 km Aberdeen. Nie bawiono się wtedy w żadne wyścigi po autostradzie. Wynajęto zwyczajny helikopter, który dostarczył puchar i prezesa ligi prosto na stadion zwycięzcy. Jak widać na filmiku niżej, trofeum doleciało do Dundee jeszcze przed ostatnim gwizdkiem sędziego.
Czy u nas nie mogłoby być tak samo? Oczami wyobraźni widzimy odpowiedź władz Ekstraklasy: „A skąd tu wziąć helikopter”, „A ile to by kosztowało”. O tym, że uniknięto by dzięki temu nerwów i ewentualnej kompromitacji, już by nie pomyślano. A podobno o skąpstwo posądzą się Szkotów.
Mick WACHOWSKI
CelticPoland