LM: Faworyci zrobili swoje – środa z golami, choć przewidywalna do bólu

redakcja

Autor:redakcja

04 kwietnia 2012, 23:00 • 3 min czytania

Reklama
LM: Faworyci zrobili swoje – środa z golami, choć przewidywalna do bólu

Jedna decyzja sędziowska i kontrowersyjny karny z wczorajszego meczu Barcelony z Milanem wzbudził w nas więcej emocji niż oba ostatnie mecze ćwierćfinałowe Ligi Mistrzów. I chyba nie tylko w nas, bo odnosimy wrażenie, że kibice docierający na stadiony w Madrycie i w Londynie ostatni dreszczyk poczuli w metrze. Bo ledwie zajęli miejsce na trybunach, a po 25 minutach rywalizacje na obu arenach były już rozstrzygnięte i rozpoczął się piknik*…
Atmosfera z trybun udzieliła nam się na tyle, że pisanie o obu dzisiejszych meczach przychodzi z trudem. Z głowy ulatywało właściwie wszystko oprócz bramek z meczu Real – APOEL. Obie drużyny zatroszczyły się, żeby bilety na Bernabeu były dziś warte ceny, choć ich starcie raczej przywodziło na myśl sparing ekip z dwóch światów. Ale patrząc realnie – można się było tego spodziewać, bo nawet najpiękniejszy sen nie może trwać wiecznie. Dla APOEL-u i Benfiki nadeszło brutalne zderzenie z rzeczywistością, choć ćwierćfinał i tak był sporym sukcesem.

Reklama

Pokonani mogą być zresztą umiarkowanie zadowoleni, bo na murawie usiłowali zostawić serca. Tyle, że kiedy Cypryjczycy strzelali pierwszą honorową bramkę, akurat śledziliśmy ją zaledwie kątem oka. Bo na murawie było przez parę minut na tyle nudno, że zerkaliśmy na Mourinho. Tyle, że nie w telewizor, a na jego zdjęcie z dzisiejszej Marki. Poranne zaległości wydawały nam się w sam raz na tak nudne pierwsze połowy obu rywalizacji… Przy okazji polecamy fragment rozmowy z Portugalczykiem na przebudzenie.

Ma pan potrzebę posiadania wrogów, żeby dawać z siebie maksimum?
Wydaje mi się, że tak jest lepiej, choć nie uważam tego za coś kluczowego. Mimo wszystko wolę mieć przeciwników, bo to dosyć pomocne. Słyszysz ten cały hałas, który robią wokół i dostrzegasz, że próbują wykorzystać twoje słabości. Ale powtórzę – dobrze mieć wrogów.

Ma pan ich wielu?
Uwaga! Chcę doprecyzować, że termin „wróg” funkcjonuje tylko w piłce i nijak się ma do mojego życia prywatnego. Rywalizowałem od dziecka, nawet z przyjaciółmi, bo potrzebowałem adrenaliny. A „hałas” moich przeciwników, o którym mówimy, nie pozwala mi na niepotrzebne rozprężenie.

Reklama

Rozprężenia, na które uczula Jose, może za bardzo nie było widać, bo Real atakował, a rywal wyglądał od początku na stremowanego. Ledwie zwinęliśmy prasę i wreszcie zaczęła się kanonada. 5 goli zespołu, w którym piłkę rozgrywał tercet Granero-Sahin-Altintop robi wrażenie, zwłaszcza jeśli spojrzymy na etap rozgrywek, a nie na faktyczną klasę rywala.

Na podobne eksperymenty z etatowymi rezerwowymi nie zdecydował się Roberto Di Matteo i całe szczęście (dla Włocha). Chelsea dopięła swego, ale grała na tyle mizernie, że przez ostatnie minuty po stracie bramki drżała o wynik. Co było akurat dość pozytywnym akcentem, choć emocje na Stamford Bridge potrwały łącznie od tego momentu zaledwie przez 300 sekund. Wisienką na torcie dla końcowych, trzymających w napięciu pięciu minut było trafienie Meirelesa.

Swoją drogą, Chelsea utwierdza na każdym kroku utwierdza nas w przekonaniu, że po prostu jest dziwna. Dla Abramowicza pracował Mourinho, Scolari czy Ancelotti, ale żaden z nich nie awansował do finału europejskich pucharów. Przed taką szansą stanie natomiast Włoch uznawany przez angielskie media za przebierańca. Podobnie zresztą… jak Avram Grant, jedyny człowiek, który prowadził „The Blues” w wielkim finale.

Mamy jednak niemal stuprocentową pewność, że Di Matteo nie pójdzie śladem znajomego Piotra Świerczewskiego, bo słowa „finał i „Chelsea” to jak ogień i woda. Gra „The Blues” jest niedokładna, asekuracyjna i przewidywalna do bólu. A w starciu z Barcą na wierzch wyjdą pewnie kolejne braki. Kibice ze Stamford Bridge lepiej niech nie nastawiają się na wielkie dramaty i obgryzanie paznokci, bo ich zespół jest po prostu za słaby. Ale w sumie… jacy kibice, skoro przez cały dzisiejszy mecz nie usłyszeliśmy żadnej przyśpiewki?

Reklama

*piknik chwilowo zachwiany przez nieudolność Chelsea, choć fani nadal wyglądali na śniętych…

FILIP KAPICA

Najnowsze

Reklama

Weszło

Reklama