Cudowne uzdrowienia, ucieczka od baru i zaginiony w Beninie – przed nami hity weekendu w Anglii

redakcja

Autor:redakcja

03 marca 2012, 00:00 • 4 min czytania

Reklama
Cudowne uzdrowienia, ucieczka od baru i zaginiony w Beninie – przed nami hity weekendu w Anglii

Podwyższona gotowość. Termin zapożyczony z wojska i przeniesiony na angielskie boiska. W wolnym, piłkarskim tłumaczeniu oznacza cudowne wyzdrowienie gwiazdorów za pięć dwunasta przed ligowymi szlagierami. A że historia znów powtórzyła się przed nadchodzącą kolejką Premier League, śmiało wróżymy trzy znakomite widowiska, bo na rozkładówce jest w czym wybierać.
Zamiast przystawki, w jutrzejsze popołudnie dostaniemy od razu danie główne. W pierwszym meczu 27. serii spotkań w Anglii zmierzą się Liverpool i Arsenal. Drużyny absurdalne i przeczące jakiejkolwiek logice. Bo jak wytłumaczyć fakt, że aktualnie siódmy zespół w lidze jako jedyny w Premier League nie przegrał jeszcze u siebie meczu we wszystkich rozgrywkach? Tak, nanosimy poprawkę, że „The Reds” nie grają w pucharach, ale… spośród profesjonalnych zespołów w Anglii, czymś podobnym mogą się tylko pochwalić Shrewsbury Town i Charlton Athletic. To dobry powód, żeby zrezygnować z emitowanej w tym samym czasie kopaniny Bełchatowa z Polonią. Bo nawet jeśli skuteczność liverpoolczyków zawiedzie, obrona Częstochowy może emocjonować.

Reklama

Ciężko wykluczyć taki scenariusz, bo gospodarze w ofensywie – delikatnie mówiąc – nie powalają. A nawet prowadzą w niechlubnym rankingu drużyn, które najrzadziej zamieniają okazje bramkowe na gole. Zaledwie 8,6% strzałów piłkarzy „The Reds” kończy się trafieniami. Wina za nieskuteczność leżała do tej porze głównie w (nie)dyspozycji Andy’ego Carrolla. Chodzącym antonimie słowa „ascetyzm”.

Carroll zdołał się ostatnio (dosłownie) przebudzić i wziął się za siebie, nie widać u niego brzucha i powolutku zaczyna się spłacać. Jest szansa, że do końca kontraktu mu się uda. Pozostały cztery lata albo trzy i pół, bo w tym sezonie nie musi już wrzucać piątego biegu. Z prostej przyczyny – Liverpool wygrał Carling Cup i udział w pucharach ma zagwarantowany. Jeśli jednak Carroll rzutem na taśmę zamierza wybrać się na Euro 2012 i rzuci chlanie, lepiej, żeby jutro przyćmił Robina van Persiego.

Tyle, że Holender nokautuje jutrzejszego rywala jeszcze w przedbiegach. Jego 23 gole w rozgrywkach ośmieszają piłkarzy Dalglisha, którzy wspólnymi siłami w lidze zdołali wcisnąć piłkę do siatki 29 razy… Zdaniem Wengera, występ jego jedynego asa jest zagrożony (podobnie jak Vermaelena), choć Francuz przyzwyczaja do podobnych kłamstw od przyjazdu na Wyspy. I z tego powodu Liverpool nie połknie haczyka i przygotuje się na trudne warunki. Choć zdaniem bukmacherów, jest faworytem. Najpewniej przez tę niekończącą się passę bez blamażu na własnym boisku. Ewentualnie ze względu na nieobliczalność gości, którzy potrafią zdemolować 7:1 Blackburn i Tottenham 5:2, by jednocześnie przegrać dwa mecze z rzędu: z Fulham i Swansea.

Reklama

LIVERPOOL vs ARSENAL 1×2 w Bet-at-home.com 1,95 – 3,30 – 3,75
LIVERPOOL vs ARSENAL 1×2 w Betclic.com 2,00 – 3,25 – 3.75
LIVERPOOL vs ARSENAL 1×2 w Expekt.com 1.95 – 3.45 – 3.75

FA doszła do wniosku, że na sobotę wrażeń wystarczy, więc kolejne dwa szlagiery zaplanowano w niedzielę. Na uwagę będzie przede wszystkim zasługiwał ten późniejszy z 17.10, kiedy Tottenham podejmie Manchester United.

Ł»ycie bywa przewrotne, bo kiedy „Czerwone Diabły” rozbiły „Koguty” 3:0 w drugiej kolejce rozgrywek… piłkarze Harry’ego Redknappa znaleźli się na szarym końcu tabeli. Od tego czasu sami potrafili lać potentatów w jeszcze większych rozmiarach (4:0 z Liverpoolem) i przyzwyczaić się do trzeciego miejsca w tabeli. A przyjścia Redknappa do reprezentacji wypatruje się jak ponownego przyjścia Mesjasza. Mesjasza, który nie umie kłamać.

Menedżer z White Hart Lane puścił na tygodniu zasłonę dymną, że Rafael van der Vaart i Gareth Bale nie będą zdolni do gry w niedzielę. A wliczając pauzującego za czerwoną kartkę Scotta Parkera, cały środek pola Spurs by się posypał. Harry doszedł jednak do wniosku, że nie ma sensu dłużej robić w konia starego wygi Fergusona, bo niewiele to zmieni. Dziś potwierdził, że Bale na pewno będzie gotowy do gry. Pod szczególną obserwacją mediów znajdzie się z kolei jego rodak, bo Ryan Giggs świętuje jubileusz 21 lat od debiutu na angielskich boiskach.

Reklama

TOTTENHAM vs MANCHESTER UNITED 1×2 w Bet-at-home.com 2,85 – 3,20 – 2.40
TOTTENHAM vs MANCHESTER UNITED 1×2 w Betclic.com 2,70 – 3,30 – 2.50
TOTTENHAM vs MANCHESTER UNITED 1×2 w Expekt.com 2.80 – 3.30 – 2.45

Mistrzowie Anglii nadal nie mogą się obejść bez swojego weterana, który w minionej kolejce zapewnił im trzy punkty w doliczonym czasie gry z Norwich City. A co ciekawe, wynik otworzył wtedy kolejny staruszek, Paul Scholes. Obecnie przymierzany… do gry w reprezentacji Anglii. 37-latek zrezygnował z kadry przed siedmioma laty, ale nikomu nie przeszkadza, że w tym czasie zdążył nawet zawiesić buty na kołku. Zdaniem redakcji BBC czeka go jutro poważny test przydatności do drużyny „Synów Albionu” pod okiem Redknappa. Ponoć jedynego człowieka, który w razie objęcia posady selekcjonera potrafiłby do niego dotrzeć i przekonać do wyjazdu na Euro.

Na parę słów zasługuje także nadchodząca rywalizacja Newcastle z Sunderlandem w gorących derbach pod szyldem „Tyne-Wear”. Faworytem będą „Sroki”, choć w minionej kolejce skazały się na pośmiewisko, remisując wygrany mecz z nierównym Wolverhampton (z 2:0 na 2:2). Nijak się to jednak ma do upokorzenia, które przeżyli goście. Sunderland został zmiażdżony 0:4 przez West Bromwich Albion. Dodatkowo przed derbami nie wróży dobrze fakt, że w Afryce utknął ich największy gwiazdor, Stephane Sessegnon, który… nie ma czym wrócić ze zgrupowania reprezentacji Beninu.

NEWCASTLE UNITED vs SUNDERLAND 1×2 w Bet-at-home.com 2,05 – 3,25 – 3,50
NEWCASTLE UNITED vs SUNDERLAND 1×2 w Betclic.com 2,10 – 3,20 – 3.50
NEWCASTLE UNITED vs SUNDERLAND 1×2 w Expekt.com 2.05 – 3.30 – 3.60

Reklama

W obliczu osłabień i niezbyt dobrych nastrojów w obozie gości, Newcastle może nastawiać się na zdemolowanie rywala. Zwłaszcza, że Demba Ba – którego boją się już wszyscy stoperzy w lidze – ma wreszcie godnego partnera w napadzie. Godnego, bo na drugie imię ma… Demba i ma tak samo silne kopyto.

Najnowsze

Reklama

Weszło

Reklama