Paris Saint-Germain, czyli słów kilka o mocy pieniędzy w futbolu

redakcja

Autor:redakcja

01 stycznia 2012, 12:19 • 9 min czytania

Reklama
Paris Saint-Germain, czyli słów kilka o mocy pieniędzy w futbolu

„Pieniądze to nie wszystko, ale wszystko bez pieniędzy to chuj” – ten zabójczy w swojej prostocie cytat z jednego z polskich filmów komediowych mógłby służyć za ilustrację do tekstu o Paris Saint-Germain. Klub ze stolicy Francji od zawsze był wymieniany w gronie faworytów do wygrania Ligue 1, chociaż – tak szczerze – to od kilku lat zdecydowanie na wyrost i nie do końca wiadomo dlaczego. W ostatnim czasie nie było zbyt wielu przesłanek ku temu, żeby widzieć PSG wśród najmocniejszych zespołów nad Sekwaną. Raz byli bliżej czołówki, raz bardziej w środku tabeli. Ale jedna rzecz się nie zmieniała – do mistrzostwa ciągle mieli daleko. Ostatni sezon zakończyli tuż za podium i była to najwyższa lokata od siedmiu lat, kiedy w sezonie 2003/04 zdobyli wicemistrzostwo. Inaczej mówiąc, byli ligowym średniakiem w typie Ruchu Chorzów – mogącym bić się o okolice podium, ale nie na tyle mocnym i bogatym, żeby włączyć się do walki o mistrzostwo.
Wszystko miało się zmienić pięć lat temu, kiedy klub przejęło amerykańskie konsorcjum – Colony Capital. Fani PSG już widzieli triumfalny powrót swojego zespołu najpierw na mistrzowski tron we Francji, a później na arenę europejską. Cóż – przeliczyli się. Zmiany były, i owszem, ale przede wszystkim w liczbie zer przy podliczaniu poziomu klubowego długu finansowego. Był tak duży, że pod koniec 2010 roku Amerykanie postanowili wywiesić białą flagę i poszukać frajera kupca na tonący w długach klub. Najpierw było pół roku posuchy, a potem przyszedł maj – jak śpiewał jeden z polskich zespołów – i wszystko zmieniło się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Chociaż czarodziej nią władający jest jak najbardziej realny. Ale już kwoty wydawane przez niego można śmiało uznać za magiczne. Facet nazywa się Nasser al-Khelaifi i jest szefem Qatar Sports Investments. A jeśli w nazwie instytucji stoją obok siebie słowa „Qatar” i „Investments”, najczęściej oznacza to, że za nią samą stoi gigantyczny kapitał. Nie inaczej jest w tym przypadku. QSI jest częścią grupy Quatar Foundation, tej samej, która była w stanie wyłożyć na stół taką kwotę, że skłoniła nawet Barcelonę do umieszczenia po ponad stu latach loga na koszulkach meczowych.

Reklama

Image and video hosting by TinyPic

Pan al-Khelaifi wyciągnął z portfela trochę drobniaków, bo zadłużony klub wcale nie był zbyt drogi, i jednym podpisem przejął 70 procent udziałów (pozostałe trzydzieści nadal jest w posiadaniu starych właścicieli). Chwilę po sygnowaniu umowy złożył pierwszą obietnicę – w ciągu najbliższych trzech lat na wzmocnienia składu wydać 150 milionów euro. Jego pierwszym ruchem było jednak wyciągnięcie ręki do bezrobotnego Leonardo, którego nowy właściciel paryskiego klubu mianował dyrektorem sportowym. Posunięcie było odważne i dość ryzykowne, bo Brazylijczyk nie sprawdził się wcześniej w roli trenera we włoskiej Serie A. W Paryżu dostał od al-Khelaifiego inną działkę do obrobienia i razem ruszyli na rynek transferowy, aby rozpocząć zakupy. Katarczyk sięgnął głęboko do portfela i już po chwili na Parc de Princes zameldowali się Jeremy Menez z Romy i Blaise Matuidi z Saint-Etienne. Później oko nowego szefa PSG padło na Bretanię i do stolicy przeniósł się jeden z najbardziej utalentowanych napastników francuskich młodego pokolenia – Kevin Gameiro z Lorient. Na Stade du Moustoir piłki dogrywał mu Morgan Amalfitano, ale jego już wtedy skaperowała Marsylia, więc al-Khelaifi musiał znaleźć nowego „dostarczyciela” podań do napastników.

Image and video hosting by TinyPic

Wtedy Katarczyk pokazał, że nie rzucał słów na wiatr i za ponad 40 milionów euro wyciągnął z Palermo Javiera Pastore. Ten ostatni transfer od razu zaczęto porównywać do ściągnięcia do Manchesteru City Brazylijczyka Robinho przez szejka Mansoura. Efekt mógł być tylko jeden – paryżanie w końcu są na pierwszym miejscu w tabeli. Co prawda to dopiero półmetek rozgrywek, ale wszystko wskazuje na to, że są na dobrej drodze, żeby po 17 latach posuchy znów świętować mistrzostwo Francji. Aż trudno uwierzyć, ale byłoby to dopiero trzecie(!) mistrzostwo w historii klubu. Dla porównania – Lyon ma ich siedem, Marsylia dziewięć, a najbardziej utytułowany na krajowym podwórku zespół Saint-Etienne – dziesięć.

Reklama

Dlaczego al-Khelaifi wybrał akurat inwestycję w PSG, skoro kasa pozwoliłaby mu na pewno na kupienie większości klubów z jednej z silniejszych lig? Nie będziemy rozstrzygać odwiecznego sporu, czy lepsza jest angielska Premier League czy hiszpańska Primera Division, ale w każdej z nich inwestycja z pewnością zwróciłaby się znacznie szybciej. Ligue 1 jest ciekawa i o niebo lepsza niż chociażby nasza ekstraklasa, ale za najmocniejszą ligę świata może uznać ją tylko osoba niezrównoważona lub ktoś, dla kogo narodowym hymnem jest „Marsylianka”. Poza tym – zachęcenie graczy z wielkimi nazwiskami do przenosin nad Sekwanę nie jest łatwe. Przeważnie to z Ligue 1 wyciąga się piłkarzy do najmocniejszych lig, a nie odwrotnie. Wystarczy podać przykłady Zinedine’a Zidane’a, Ronaldinho czy bardziej aktualny Iworyjczyka Gervinho, którego ściągnął Arsenal Londyn. Dlaczego więc PSG?

Po pierwsze – Paryż jest jedyną dużą europejską stolicą bez naprawdę mocnego klubu piłkarskiego. W Madrycie jest Real i Atletico, o Londynie nie ma nawet co wspominać, bo tam klubów jest od groma. A w Paryżu jest tylko PSG, które nie miało w ostatnich latach dobrej passy. Kolejnych przedstawicieli miasta znad Sekwany trzeba szukać w niższych ligach francuskich – Paris FC gra w trzeciej lidze, a Red Star Paris w czwartej.

Po drugie – dla Katarczyków przejęcie PSG nie było celem samym w sobie. To był tylko element układanki, która ma na celu ekspansję na rynek europejski. Katar będzie w końcu w 2022 roku gospodarzem mistrzostw świata i do tego czasu przedstawiciele kraju znad Zatoki Perskiej muszą wywalczyć sobie stosowne miejsce na futbolowych salonach. Al-Khelaifi jest nie tylko udziałowcem w Qatar Sports Investments, ale między innymi też szefem telewizji Al-Jazeera Sport, dlatego zaraz po przejęciu PSG postanowił pójść o krok dalej i wykupił prawa do pokazywania francuskiej ligi do 2016 roku. Wcześniej wiele stacji próbowało tego dokonać, ale wszystkie były za cienkie w uszach, czyli mówiąc krótko – miały zbyt płytkie portfele, żeby zachęcić Canal+ chociażby do negocjacji. Ale katarskiemu bogaczowi nie wystarczyły skromne prawa do Ligue 1 i postanowił jeszcze dorzucić do nich uprawnienia do pokazywania Ligi Mistrzów do 2015 roku. Wszystko po to, żeby dobrze przygotować się do mundialu w 2022 roku, z którego Al-Jazeera ma przekazywać sygnał telewizyjny dla całego świata.

Image and video hosting by TinyPic

Reklama

Po trzecie – kibice. A PSG – zaraz po Marsylii – ma najlepszych we Francji. Dodatkowo – w Paryżu funkcjonuje tylko jeden klub o tak dużym znaczeniu na krajowym podwórku. Nie ma walki, jak na przykład między United i City w Manchesterze. W tym Katarczycy zwietrzyli swoją szansę – wystarczy zbudować solidny zespół, a kibice zaczną jeszcze liczniej przychodzić na Parc des Princes, bo nie będą mieli alternatywy. A potem właścicielom pozostanie tylko podliczać przychody ze sprzedaży klubowych gadżetów i pamiątek. Jednym z zagorzałych kibiców PSG jest nawet sam prezydent Nicolas Sarkozy, który w całej sprawie przejęcia klubu przez Katarczyków miał podobno maczać palce. Historia jest tajemnicza i pewnie mocno przed media wypaczona, ale zwykle jest tak, że kiedy zespół kupuje inwestor z portfelem wypchanym petrodolarami, to musi towarzyszy temu jakaś aura niejasności.

Image and video hosting by TinyPic

23 listopada 2010 roku miało dojść do spotkania na szczycie, w którym uczestniczyli prezydent Sarkozy, Michel Platini i katarski książę – Tamim bin Hamad al-Thani. Podobno, bo do dziś jest to niepotwierdzone, na salonach Pałacu Elizejskiego prezydent Francji miał namawiać szefa UEFA do głosowania na kandydaturę Kataru, jako gospodarza MŚ w 2022 roku. W zamian za to, Katarczycy mieli zainwestować pieniądze właśnie nad Sekwaną. Cokolwiek wydarzyło się za zamkniętymi drzwiami prezydenckiej siedziby, Platini zagłosował właśnie na Katar, co natychmiast wzbudziło dozę podejrzeń. UEFA oczywiście zdementowała wszelkie plotki. – Michel Platini zaprzeczył, jakoby prezydent Sarkozy kiedykolwiek namawiał go na wybranie kandydatury Kataru. Szef UEFA zawsze głosuje niezależnie, a wskazał na Katar, ponieważ uważa, że trzeba dać szansę rozwoju futbolu w tamtym regionie, który jeszcze nigdy nie gościł tak ważnej imprezy, jak mistrzostwa świata – głosiło oficjalne oświadczenie europejskiej federacji piłkarskiej. A Sarkozy chciał podobno przy okazji ugrać jeszcze coś – modernizację stadionu swojego ukochanego klubu. Parc des Princes – niegdyś uznawany za jeden z najefektowniejszych obiektów piłkarskich na świece, dzisiaj z nowoczesnością nie ma już nic wspólnego. Bardziej straszy niż zachwyca. A przecież Francuzi w 2016 roku będą gościć u siebie mistrzostwa Europy i Sarkozy nie wyobrażał sobie, żeby kibice z całego Starego Kontynentu mieli nie zawitać do Paryża. Ku jego uciesze – Katarczycy przejmując klub zobowiązali się do przebudowy stadionu i całego kompleksu treningowego PSG.

Image and video hosting by TinyPic

Reklama

– W ciągu najbliższych trzech lat zamierzamy zapewnić sobie regularną grę w Lidze Mistrzów, a dopiero potem będziemy zastanawiać się nad osiąganiem w niej sukcesów – powiedział niedawno al-Khelaifi, czym trochę wszystkich zaskoczył. Wydawało się, że wydając taką kasę na transfery, sukcesu będzie żądał od ręki. Ale jego pucharowe zapędy chyba trochę ostudził występ paryżan w tegorocznej edycji Ligi Europy. Bo tam piłkarze PSG w niczym nie przypominali zespołu, który w lidze pokazuje wszystkim rywalom swoje plecy. Marzenia o sukcesie w pucharach ekipie z francuskiej stolicy popsuł Red Bull Salzburg – drużyna, która raczej nie zrobiłaby większej furory w Ligue 1. Europejska przygoda PSG nie była więc zbyt długa i efektowna, ale została zakończona efektownym golem. Szkoda tylko, że było to trafienie Dusana Svento z Salzburga, które właściwie ostatecznie pogrzebało szanse paryżan na awans do fazy pucharowej. (gol na filmie ok. 2:20 min.)

Może to właśnie nieudana przygoda w Europie stała za niedawnym zwolnieniem szkoleniowca PSG – Antoine’a Kombouare. Chociaż bardziej prawdopodobne, że Katarczycy już w momencie przejęcia klubu szukali dla niego następcy, bo chcieli, żeby zespół prowadził ktoś z bardziej znanym nazwiskiem. Kombouare – chociaż jest legendą paryskiego klubu – na arenie europejskiej jest raczej postacią anonimową. A anonimowość jest ostatnią rzeczą, której dla swojego klubu chciałby jego nowy właściciel. Dlatego postanowił oddać stery w ręce utytułowanego Carlo Ancelottiego. A sprawa zwolnienia Kombouare obiła się we Francji szerokim echem. W końcu nie codziennie wyrzuca się trenerów, którzy wprowadzili klub na szczyt ligowej tabeli. – Dla mnie ich decyzja jest zupełnie niepojęta i skandaliczna. Za co go zwolnili? Przecież był na pierwszym miejscu w tabeli. To jest po prostu śmieszne – nerwowo skomentował całą sprawę Joel Muller – szef związku trenerów francuskiej ligi. Kombouare, jako swego rodzaju nagrodę pocieszenia, otrzymał od klubu cztery miliony euro odszkodowania za przedterminowe rozwiązanie kontraktu. Ale coś nam się wydaje, że raczej wolałby zostać i zapisać swoje nazwisko w annałach historii jako ten, który po raz pierwszy od 1994 roku wygra ligę z PSG.

A o tym, że klub nie chce pozostać anonimowy, najlepiej świadczy ostatni – prawie już zaklepany – transfer, czyli ściągnięcie na Parc des Princes Davida Beckhama. Nie wątpimy, że były reprezentant Anglii nadal potrafi trafić w wentyl i pewnie jeszcze niejedną pajęczynę z bramki w Ligue 1 może ściągnąć, ale umówmy się – nie po to Katarczycy chcą go mieć w Paryżu. Potwierdza to zresztą sam właściciel klubu. – David to marka. Postać, która wykracza daleko poza świat sportu – powiedział kilka dni temu w rozmowie z „L’Equipe” al-Khelaifi i dopiero po chwili dodał: – No i oczywiście nadal jest dobrym piłkarzem. Wymowne. Beckham, obok Tigera Woodsa, jest najbardziej medialną postacią świata sportu i Katarczycy doskonale o tym wiedzą. A po ostatnich wyskokach golfisty i wyznaniach kolejnej setki jego kochanek, można zgadywać, że angielski pomocnik go już nawet w tej klasyfikacji wyprzedził. PSG nie może jeszcze rywalizować z wielkimi futbolu na boisku, ale z pewnością już wkrótce będzie mogło śmiało konkurować z Barceloną czy Manchesterem United w rankingach popularności i liczbie kibiców na całym świecie.

Reklama

Transferem Anglika właściciele klubu trafią w dziesiątkę i sukces marketingowy będą mieli w kieszeni. Może są gdzieś na świecie ludzie, którzy nie wiedzą nic o Paris Saint-Germain, ale chyba nie ma takich, którzy nigdy nie słyszeli o Beckhamie. Paryżanie mogą już grzać maszyny i kiedy tylko transfer zostanie ostatecznie klepnięty, rozpoczną masową produkcję koszulek z jego nazwiskiem na plecach. Wszystkie zejdą na pniu, katarscy właściciele będą trzepać kasę, a marka PSG zacznie funkcjonować w świadomości kibiców. Beckham też się dorobi, a jego żona będzie mogła wydawać kasę na markowe ciuchy w paryskich butikach. Wszyscy będą zadowoleni. „Great success” – jakby powiedział filmowy Borat. Teraz pozostaje tylko czekać na kolejne głośne transfery, które zapewnią paryżanom sukces na boisku.

MACIEJ SYPUفA

Najnowsze

Reklama

Weszło

Reklama