Już myśleliśmy, że klub z Lubina na dobre włączy się w walkę z Cracovią o miano ziemi obiecanej dla leniwych i przereklamowanych piłkarzy, ale chyba jednak krakowianie mogą czuć się niezagrożeni. Prezes frajerów, którzy wykładają kasę na tych nieudaczników Prezes firmy sponsorującej klub, najwyraźniej stracił cierpliwość i jest już o krok od tego, by powiedzieć: dość.
W poniedziałkowym „PS” możemy przeczytać, że szef KGHM Herbert Wirth nosi się z zamiarem przykręcenia kurka z gotówką dla Zagłębia. A miał także powiedzieć, iż to wstyd, że nazwa kombinatu pojawia się w kontekście tak słabo grającej drużyny.
Nie jest więc chyba dobrze, gdy sponsor WSTYDZI SIĘ tego, co sponsoruje. Jeszcze moglibyśmy zrozumieć, jeśli powiedziałby, że nie jest do końca dumny. Nie jest w pełni zadowolony, ale jeśli mu wstyd, to naprawdę jest źle. Facet (w imieniu konglomeratu, któremu przewodzi) wykłada około kilkanaście milionów złotych rocznie na zespół i – w nagrodę – biedak musi się go teraz wstydzić. Ł»al nam trochę tego chłopa, bo jakże musi się czuć, z poczuciem wyrzucenia takiej kasy w błoto? W dodatku, zarabia mniej niż Sernas.
Pan Wirth zastanawia się też nad ujęciem datków na pierwszą drużynę i zwiększenia tych, które idą na szkolenie młodzieży. To wydaje się całkiem sensowne, biorąc pod uwagę, że wychowankowie są w zasadzie jedynymi graczami Zagłębia, którzy się starają. A także to, że w nieodległej Legnicy powstaje drużyna, która pewnie niedługo znajdzie się na zapleczu ekstraklasy, a potem będzie celować w awans do niej i równie chętnie wyciągnie ręce po miedziową gotówkę z KGHM. Póki co, dream-team Bogusława Baniaka przynosi dużo mniej wstydu.