Stefan Szczepłek, sumienie polskiego dziennikarstwa sportowego, dopuścił się plagiatu

redakcja

Autor:redakcja

27 listopada 2011, 21:16 • 3 min czytania

Stefan Szczepłek, sumienie polskiego dziennikarstwa sportowego, dopuścił się plagiatu

Sumienie polskiego dziennikarstwa sportowego. Człowiek – jak można wywnioskować z jego tekstów – kryształowy, niezwykle chętnie pouczający i krytykujący młodszych przedstawicieli tego zawodu. Wzór cnót wszelakich. Po prostu – Stefan Szczepłek. Drogowskaz.
Jednak aż się wierzyć nie chce, co ten drogowskaz wskazuje. W skrzynce pocztowej znaleźliśmy najnowsze wydanie encyklopedii piłkarskiej Fuji: „Rocznik 2011 – 2012”. Autorzy poza tytaniczną pracą, którą wykonują co roku, zamieścili też garść ciekawostek. A jedna z tych ciekawostek jest naprawdę, naprawdę ciekawa.

Reklama

Okazuje się bowiem, że czują się przez Szczepłka okradzeni.

Strona 320. Jak się z niej dowiadujemy, ukazała się książka pod tytułem: „110 lat FC Barcelona. Polskie ślady w historii klubu”. A w środku – tekst Szczepłka pod tytułem: „Szacunek, honor i niespełnione marzenia”.

Reklama

Oto fragment:

Pierwszy występ był imponujący, bo na Campo de Les Corts Cracovia zremisowała 1:1. W drużynie rywali wystąpiły takie sławy jak Joseph Samitier i Paulinio Alcantara, a gola bramkarzowi o nazwisku Ferenc Plattko strzelił Zygmunt Chruściński. Dzień później, w drugim meczu Barca Plattko znów został raz pokonany, ale Stefan Popiel w naszej bramce skapitulował aż siedem razy (…). Gdy fetowano stulecie Barcelony, Katalończycy nie zapomnieli o wizycie Cracovii; jej mecze odnotowano także w „złotej księdze Realu”.

Teraz zajrzyjmy do tekstu Andrzeja Gowarzewskiego, Grzegorza Nowaka i Lidii Szmel, zamieszczonego w książce poświęconej Cracovii (strona 20). Uwaga:

Wstęp był imponujący, bo na Campo de Les Corts w pierwszej grze Cracovia zremisowała 1:1 – w jej składzie takie sławy jak Joseph Samitier i Paulinio Alcantara, a gola bramkarzowi o nazwisku Ferenc Plattko strzelił Zygmunt Chruściński. Dzień później, w drugim meczu Plattko znów został raz pokonany, ale Stefan Popiel w naszej bramce skapitulował aż siedem razy (…). Gdy fetowano stulecie Barcelony, Katalończycy nie zapomnieli o wizycie Cracovii; jej mecze odnotowano także w „złotej księdze Realu”.

Jako że zawsze głęboko przejmowaliśmy się kazaniami szanownego pana Szczepłka, bardzo chcielibyśmy usłyszeć, na której to lekcji dziennikarstwa uczono kradzieży artykułów i podpisywania swoim nazwiskiem? Pan Stefan cieszy się tak wielkim autorytetem, że na pewno z łatwością to wytłumaczy. Przecież tylko osoby skrajnie mu nieżyczliwe i zwyczajnie ograniczone mogłyby pomyśleć, że popełnił plagiat. Co to, to nie. Plagiat to przecież dla dziennikarza najcięższe wykroczenie. Plagiat dla dziennikarza jest tym, czym dla piłkarza sprzedaż meczu, a dla sędziego wydrukowanie karnego. Skoro Szczepłek jest tak bardzo wymagający wobec innych, z pewnością plagiatu się nie dopuścił. Każdy, ale nie on. Bardziej prawdopodobne wydaje się, że twórcy książki o Cracovii czytali mu w myślach i po prostu napisali coś, co on sam miał zamiar dopiero przelać na papier (czyli w praktyce Szczepłek został okradziony, a nie kradł).

Cóż, facet chyba nie tylko zbiera koszulki (od piłkarzy, których potem ocenia). Zbiera też artykuły – nigdy nie wiadomo, kiedy mogą się przydać. A nuż będzie okazja, by napisać książkę? A po co pisać od początku, skoro wystarczy stara dobra metoda kopiuj – wklej?

PS
Stefan, tekst to wiadomo, komu podprowadziłeś. Ale komu zwędziłeś te ciuchy? Wpuścili cię na plan „Indiana Jones”?

Najnowsze

Ekstraklasa

Znamy trenerów na kurs UEFA PRO. Szkoleniowiec Motoru jednak na liście

Mikołaj Duda
3
Znamy trenerów na kurs UEFA PRO. Szkoleniowiec Motoru jednak na liście
Reklama

Weszło

Reklama
Reklama