Przykry obowiązek Messiego

redakcja

Autor:redakcja

07 lipca 2011, 19:56 • 3 min czytania

Reklama

I co? To już? Już po pierwszych meczach Argentyny? Tak to miało wyglądać? 1:1 z Boliwią i 0:0 z Kolumbią? Tyle? Bądźmy szczerzy, lepsze widowiska widzieliśmy w Złotym Pucharze Concacaf. Po „Albicelestes” spodziewaliśmy się czegoś innego. A szczególnie po Leo Messim…

Przyznajemy, na więcej liczyliśmy też w przypadku Kolumbii. Ciekawy skład, z Radamelem Falcao i Fredym Guarinem, ale… jeśli niczego nie ugrają, nic się nie stanie. Porażka pójdzie w zapomnienie. Gorzej z Argentyną. A raczej, gorzej z Messim. On ma coś do udowodnienia. W piłce klubowej osiągnął już wszystko, dziś jest najlepszy na świecie, ale brakuje mu sukcesu z reprezentacją. Copa America to lekkostrawny aperitif. Uznanie zyska, jeśli zdobędzie mistrzostwo świata.

Reklama

Na razie presja ze strony narodu bardziej pęta mu nogi niż uskrzydla. Te spięcia słowne z Boliwijczykami… To aż do niego niepodobne. Po pierwszym meczu też nie opowiadał jak w Barcelonie, że dał z siebie „lo maximo”. Przeciwnie. Wypalił, że stracili „gol de mierda”. Fakt, bramka była gówniana, ale bardziej „de mierda” było zachowanie Evera Banegi. Tak się kryje krótki słupek?

Selekcjoner Batista po remisie z Boliwią zauważył, że coś w Argentynie nie gra i… na swoim twitterze zapowiedział zmiany. Nie zmienił prawie nic. Wstawił jedynie Pablo Zabaletę na prawą obronę, a Zanettiego przesunął na lewą. Gra na trzech napastników – Tevez, Messi, Lavezzi w założeniu miała przypominać Barcelonę. Nie przypominała. – Nie było widać tego, co wytrenowaliśmy. Byliśmy wolni i brakowało nam posiadania piłki. Graliśmy w poprzek, a nie wzdłuż boiska – powiedział Batista, który został po meczu wygwizdany.

Ale największa krytyka skupiła się jak zwykle na Messim. Ł»e zlewa reprezentację, że liczy się tylko Barcelona, że nie potrafi udźwignąć odpowiedzialności. – „La Pulga” był jednym z najbardziej odpowiedzialnych za kiepski występ – zauważa dziennik „Clarin”. – Momentami jego twarz alarmowała – „nie wiem, co mam robić”. Był wyłączony, zniechęcony. Zawiódł cały zespół – czytamy w „Ole”. – Dla Messiego gra w reprezentacji stała się przykrym obowiązkiem – pisze Jaime Rincon w „Marce”.

Reklama

W jego obronie stanął prezes federacji, Julio Grondona. – On nigdy nie gra źle. ٹle grają ci, którzy biegają obok niego – wypalił w Radio Del Plata. Z taką opinią zgodził się kolega klubowy Leo, Dani Alves: – Leo wyróżnia się wtedy, kiedy ma wsparcie ze strony zespołu.

A co na to sam zespół? – Musimy go wykorzystywać, bo jest numerem jeden, ale nie możemy grać tylko dla niego – stwierdził Javier Pastore.

I taka jest ta dzisiejsza Argentyna. Z jednej strony gol de mierda, z drugiej niekończące się dyskusje. Szkoda. Liczymy jednak, że rację mają ci, którzy uważają, że „jeszcze czas, drużyny dopiero się rozpoznają”. Chociaż Carlos Tevez wczoraj powiedział: – To był bardzo trudny przeciwnik i nie pozwolił nam grać. Wszystkie mecze takie będą.

Obyś nie miał racji, Carlitos.

Reklama

TOMASZ ĆWIĄKAفA

Najnowsze

Reklama

Weszło

Reklama