– Mam żal do klubu, że nie puścił mnie do Blackpool. Nie rozumiem, dlaczego tak postąpiono. Propozycja z Anglii była moją życiową szansą, spełnieniem marzeń – mowi portalowi interia.pl Darvydas Sernas, napastnik Widzewa.
I dalej: – Szczerze powiedziawszy, nie rozumiem tej decyzji. Nie wiem, dlaczego klub tak postąpił. Mam żal do władz Widzewa i chyba nie ma w tym nic dziwnego. Przecież w Anglii mógłbym grać na wielkich stadionach, przeciwko Arsenalowi, Chelsea czy Manchesterowi. To była moja życiowa szansa.
„Nie rozumiem tej decyzji”. Akurat ta decyzja była w pełni zrozumiała – po prostu Blackpool zaproponowało słabe warunki. Łącznie Anglicy chcieli zapłacić milion euro, ale ta kwota została podzielona na raty i obwarowana kilkoma czynnikami. Miało to wyglądać bodajże jakoś tak:
1. 330 tysięcy euro za przejście do Blackpool
2. 330 tysięcy euro w razie utrzymania Blackpool w Premier League
3. 330 tysięcy euro po rozegraniu przez Sernasa 15 meczów
W najbardziej pesymistycznym wariancie Widzew zarobiłby więc tylko 330 tysięcy euro, a wówczas – co tu kryć – działacze łódzkiego klubu wyszliby na frajerów.
Sernas, jeśli chce jeszcze kiedyś wyjechać do Anglii, musi po prostu grać tak dobrze, żeby następna oferta z tego kraju była tak ze dwa razy poważniejsza.