Idea trenerskich licencji dziś chyba już ostatecznie legła w gruzach. Marek Bajor – choć nie spełniał żadnych wymogów, by dostać licencję na prowadzenie zespołu w ekstraklasie i nawet nie był w trakcie kształcenia się i uczęszczania na odpowiednie kursy – oczywiście ją dostał. Na razie warunkowo. A potem najwyżej mu się przedłuży…
Pora więc skończyć z fikcją – nie ma sensu dalej udawać, że do pracy w lidze trzeba spełniać jakieś wyśrubowane wymogi i legitymować się jakimiś dyplomami. Wystarczy mocne poparcie klubu, mającego wpływy w PZPN oraz nieformalna obietnica Grzegorza Laty. A że nie wszyscy prezesi klubowi aż takie wpływy mają, apelujemy o wyrównanie szans. Dajcie spokój z licencjami, bo od dziś na kilometr śmierdzi to już tylko wyciąganiem od trenerów kasy, a nie strachem przed dopuszczeniem do piłkarzy niewyedukowanego szkoleniowca.
Nie mamy nic przeciwko temu, by Bajor pracował. Wręcz przeciwnie – jesteśmy za wolnym rynkiem. Świętym prawem pracodawcy jest wybać sobie takie pracownika, na jakiego będzie miał ochotę. Ale prawo powinno być równe dla wszystkich. Zgodnie z dzisiejszym werdyktem PZPN – w lidze pracować może nawet pies pluto.